Wiele wskazuje na to, że jesteśmy świadkami narodzin nowej gwiazdy angielskiej piłki. Callum Wilson – bo o nim mowa – to postać numer jeden beniaminka Premier League, AFC Bournemouth. Dla statystycznego Kowalskiego może to być jednak postać anonimowa i trudno się temu dziwić. Jeszcze niedawno grał w piątej lidze angielskiej, dziś błyszczy w Premiership. Historia rodem z Hollywood, historia warta przybliżenia.
Najlepszy strzelec Bournemouth – zwycięzcy Championship w ubiegłym sezonie. Strzelił 20 goli, zanotował 13 asyst – to wymierny wkład w historyczny awans zespołu do Premier League. Start obecnej kampanii? Rewelacyjny! Trzy gole wbite West Hamowi. Gole, które uciszyły Upton Park, ale rozbudziły gorącą debatę w mediach. No i jeszcze trafienie przeciwko Leicester. Czy Wilson da utrzymanie Bournemouth?
https://www.youtube.com/watch?v=F2-urR3C6vk
Kto jak kto, ale Thierry Henry wie coś o zdobywaniu bramek w Premier League. A jeśli Thierry Henry jest pod wrażeniem, to cytując klasyka: „wiedz, że coś się dzieje”. Wilson potrafi strzelać bramki, a to dla napastnika najważniejsze. Jeśli Bournemouth marzy o tym, aby pozostać w elicie, musi liczyć na gole Wilsona. Bez tego ani rusz! W zeszłym roku nie udało się Austinowi, nie udało się Ingsowi, zatem czy uda się kolejnemu przedstawicielowi tego pokolenia?
Ale jak doszło do tego, że oglądamy Calluma Wilsona na szczeblu Premier League? Droga nie była usłana różami. Anglik zaczynał karierę w rodzinnym Coventry i mimo tego, że już w wieku 18 lat zadebiutował w seniorskim zespole, jego zderzenie z rzeczywistością było brutalne. Dwukrotnie był wypożyczany do piątoligowych zespołów, Kettering i Tamworth. I pewnie w zamyśle działaczy z Coventry Wilson miał wrócić do macierzystego klubu bogatszy o nowe doświadczenia, gotowy do walki o pierwszy skład zespołu występującego w Championship. Jednak wszystko potoczyło się inaczej.
Callum nie miał zbyt wielu okazji do wykazania się. Łącznie na banicji rozegrał tylko 237 minut. Być może zabrakło ambicji, być może przez głowę Wilsona przebiegały myśli o tym, aby zawiesić buty na kołku. W porę na drodze Anglika pojawił się ktoś, kto uratował go dla futbolu.
https://www.youtube.com/watch?t=25&v=nMQd7yvCA5c
Paradoksalnie był to Szkot, a jak wiadomo Szkoci i Anglicy lubią się jak, nie przymierzając, pies z kotem. Jednak gdyby nie trener Steven Pressley, bo o nim mowa, dziś pewnie nie mówiono by o Wilsonie w kontekście reprezentacji Anglii. Zarobki piłkarza Bournemouth pozwalają na to, aby przed jego domem stanął niedługo złoty pomnik człowieka, któremu Wilson zawdzięcza piłkarskie życie. A może to za mało?
To właśnie za kadencji Pressleya Callum Wilson powrócił do Coventry City. Od nowego menedżera otrzymał spory kredyt zaufania, kredyt, który spłacił z nawiązką. 21 goli i sześć asyst zapewniło utrzymanie w League One.
Już wtedy dało się zauważyć to, czym dziś Wilson zachwyca w Bournemouth. Naturalną szybkość, świetny drybling, zmysł do gry kombinacyjnej, a przede wszystkim pazerność na gole. Callum znakomicie czuje się zarówno w polu karnym, jak i poza nim. Nie jest typem napastnika, który żyje wyłącznie z podań partnerów. Potrafi wziąć ciężar gry na siebie, co w tak młodym wieku jest doprawdy imponujące. – – tak mówi o nim menedżer Bournemouth, Eddie Howe.











