Zbliżamy się do końca mistrzostw Europy 2020. Im bliżej końca imprezy, tym więcej pojawia się znaków zapytania i absurdów ze strony organizatora turnieju. Rywalizacja czysto sportowa stoi na najwyższym możliwym poziomie i wygląda na to, że możemy oglądać najlepszy turniej Starego Kontynentu od dawna. Całe zawody wypaczają coraz częstsze i bardziej absurdalne błędy ze strony UEFA.
Do końca imprezy pozostał jeden mecz – wielki finał. W spotkaniu tym zmierzą się Włosi i Anglicy. Spotkanie to odbędzie się w Londynie, co budzi duże niezadowolenie wśród włoskich kibiców i nie tylko. Oburza też sposób, w jaki z tą fazą przywitali się „Synowie Albionu”.
Poziom sportowy
Forma piłkarzy to jedyny aspekt międzynarodowego turnieju, na który nie możemy narzekać. Mecze są bardzo emocjonujące i stoją na wysokim poziomie. Do końca pozostało jedno spotkanie – finał. Tymczasem mamy do czynienia z turniejem z największą liczbą goli. Rekord ten został pobity jeszcze przed końcem 1/8 finału, a dokładniej po meczu Chorwacja – Hiszpania, gdy licznik bramek pokazywał 112. Dla porównania na całym Euro 2016 mogliśmy oglądać 108 strzałów, po których piłka lądowała w siatce. Co najważniejsze dla tej ciekawostki – na turnieju rozgrywana jest taka sama liczba spotkań.
Jak co Euro jesteśmy świadkami wybitnej formy zawodników, po których spodziewalibyśmy się tego najmniej. Na młodą gwiazdę turnieju wyrósł Mikkel Damsgaard. 22-letni Duńczyk pokazał się na mistrzostwach Europy 2020 z bardzo dobrej strony. Aktualnie jest piłkarzem Sampdorii Genua, ale ten stan rzeczy niedługo może ulec zmianie. Dania z Euro 2020 odpadła dopiero w półfinale, co jak na ich potencjał jest doskonałym wynikiem. W tym czasie skrzydłowy rozegrał pięć spotkań, które zwieńczył dwoma bramkami i asystą. Jeden z goli padł bezpośrednio z rzutu wolnego. Do końca pozostał już tylko finał, a jest to jedyny gol strzelony ze stojącej piłki. Dzięki tej bramce Damsgaard został najmłodszym od 40 lat strzelcem gola z rzutu wolnego w historii mistrzostw Europy.
Podróże utrapieniem lub zbawieniem
Jak mawiają, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie inaczej jest i tym razem. Niemal od razu, gdy ogłoszono formułę turnieju na rok 2020/2021, większość kibiców zachodziła w głowę – dlaczego? Decyzja ta nie miała żadnego racjonalnego wytłumaczenia, ponieważ o organizacji turnieju w 11 krajach (początkowo 12) poinformowano w 2016 roku.
Jak łatwo zauważyć, nie było z nami wtedy pandemii koronawirusa, którą niektórzy tłumaczą taki format Euro 2020. Słyszymy, że „gdy rozdzielimy imprezę na kilkanaście państw, w żadnym z nich nie będzie dużych skupisk ludzi, a tym samym będzie bezpieczniej”. Czy podróże po całej Europie wykonywane przez kibiców są bezpieczniejsze od przebywania w jednym, ewentualnie dwóch państwach? Szczerze w to wątpimy.
Od początku turnieju wszyscy prowadzili dyskusję na temat sprawiedliwości w odległościach przemierzanych przez różne reprezentacje. Na ten temat postanowił się wypowiedzieć prezydent UEFA – Aleksander Ceferin: – Nie będę popierał już takiego pomysłu jak organizacja turnieju w tak wielu krajach. Stoi za nim zbyt wiele wyzwań. Nie był dobry. Niektóre zespoły podróżują więcej niż 10 tysięcy kilometrów, a niektóre tylko 1000. To jeden z przykładów. To właśnie jeden z aspektów, na które zwróciliśmy uwagę. – Jeśli sam prezydent mówi publicznie o takich rzeczach, musi być naprawdę źle.











