Na tegorocznych mistrzostwach Europy bardziej niż o kontrowersyjne decyzje arbitrów można mieć pretensje o brak w nich konsekwencji. Można wręcz powiedzieć, że co sędzia, to inna ocena podobnej sytuacji. Do tego liczne rozbieżności w stosowaniu sytemu VAR sprawiają, że przeciętnemu kibicowi coraz trudniej zrozumieć decyzje sędziów.
Wiele można mówić o systemie VAR, ale jedno jest pewne. Jego wprowadzenie zmniejszyło i zminimalizowało liczbę błędów popełnianych przez arbitrów w meczach. Oczywiście nie udało się ich wyeliminować w 100%, bo choć technologia pomaga, to odpowiada za nią i obsługuje ją człowiek. I dopóki tak będzie, to błędy będą się zdarzać. I o ile można je zrozumieć, bo każdy człowiek się myli, a sztuką jest nie popełnić drugi raz tych samych błędów, to trudno zrozumieć coraz większą rozbieżność w interpretacji przepisów i stosowaniu video analizy. A to właśnie obserwujemy na boiskach Euro 2020.
Co sędzia, to inna interpretacja
Na początku należy zaznaczyć, że rozbieżności w interpretowaniu przepisów wynikają po prostu z ich zawiłości i przeładowania. Spójrzmy np. na liczbę zapisów przy zagraniu piłki ręką. W przepisach gry na sezon 2020/2021 znalazło się aż 12 podpunktów mówiących o tym, kiedy jest ręka, a kiedy nie. Już sama ich liczba sprawia, że właściwa ocena wydarzeń boiskowych jest trudna. Każdy sędzia, samodzielnie interpretując te przepisy, podejmuje inne decyzje niż jego kolega po fachu. To sprawia, że w spotkania wdziera się pewnego rodzaju chaos. Piłkarze mają pretensje do arbitra, że ten w bardzo podobnej sytuacji podejmuje inną decyzję niż inny sędzia dzień wcześniej. To nie służy ani prowadzącym zawody, ani piłkarzom i kibicom.
Doskonałym przykładem tego, jak wiele zależy do interpretacji i zastosowania przepisów przez sędziego, jest trwające właśnie Euro 2020. Pokazuje to chociażby mecz Rosja – Dania, w którym w stosunkowo łagodnym i nieagresywnym starciu w polu karnym został odgwizdany rzut karny dla Rosjan. Z kolei po drugiej stronie stoi sytuacja z meczu Niemcy – Francja, podczas którego po agresywnym i niebezpiecznym wejściu Hummelsa karny nie został podyktowany. Czyli mamy podyktowanego tzw. miękkiego karnego i niepodyktowanego dość ostrego faulu w polu karnym. To pokazuje, jak przepisy nie są równo traktowane, co niestety jest szkodą dla całego widowiska. A przykłady te można długo mnożyć. Nasuwa się tym samym pytanie – dlaczego? Dlaczego w erze VARiu i powtórek z kilku kamer mamy tak rozbieżne decyzje arbitrów? Wiadomo, że sędziowanie to nie ocena zerojedynkowa, ale nie może też być sytuacją, którą można ocenić w skali 0–10.
VAR(to) czy nie VAR(to)
Słuszność powstania i funkcjonowania VAR-u podejmowana jest od momentu wprowadzenia tej technologii do futbolu. Niemniej to w ostatnim czasie system wideoweryfikacji poddawany jest coraz większej krytyce. A to m.in. za sprawą spalonych, które liczone są już nie w centymetrach, ale de facto w milimetrach. Przykładem m.in. mecz Finlandia – Belgia, w którym na „spalonym” był Lukaku. Słowo „spalonym” nieprzypadkowo zostało wstawione w cudzysłów, bo za linią obrony była tylko końcówka buta belga. Niestety, takich spalonych na milimetry jest odgwizdywanych coraz więcej. A przecież nie o to chodziło, gdy powstawał VAR. Miał on naprawiać jednoznaczne i oczywiste błędy sędziów, a nie sytuacje, w których ludzkie oko nie ma szans dostrzec minimalnego spalonego. Koniec końców doprowadzi to do tego, że sędziowie liniowi staną się po prostu zbędni.










