Serce kibica jest wyjątkowo wyeksploatowanym narządem. Musi sobie radzić z nagłymi skokami ciśnienia – niezależnie od tego, czy klub odnosi sukcesy czy też walczy o ligowy byt. Czasem musi godzić się z bolesnym upadkiem, a innym razem tęsknić latami za możliwością emocjonowania się walką swoich ulubieńców wśród najlepszych. Tak jest na przykład z sympatykami Pogoni Szczecin, ten klub ma bogatą tradycję, lecz od kilku lat nikomu nie udaje się przywrócić właściwego krążenia w tym skomplikowanym futbolowym organizmie. Ten sezon ma być jednak przełomowy.
Mijając tabliczkę z napisem „Szczecin”, wkraczamy na terytorium Pogoni. Tutaj kibice nie interesują się, kto będzie mistrzem Polski, nie ciekawi ich, kto spadnie z ligi, ważny jest jedynie najbliższy mecz ich pupili, nieistotne, czy odbędzie się on w ramach rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy czy niższej klasy rozgrywkowej. Miasto żyje Pogonią, tętni bordowo-niebieskimi barwami, przepełnia je potrzeba, a wręcz pożądanie regularnego organizowania piłkarskich spektakli z najwyższej półki. Dlaczego więc mimo tak dużego zapotrzebowania w Szczecinie wciąż nie ma ekstraklasy?

Jak pisaliśmy wcześniej, Pogoń ma bardzo bogatą historię. Jest to chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów w naszym kraju, który nie może się pochwalić tytułem mistrza Polski. Wiele lat spędzonych na najwyższym szczeblu rozgrywkowym i wiele gwiazd, które pracowały na chwałę klubu, stawiają ten zespół w blasku pięknej tradycji. Wiele osób próbowało również zbudować swoje prywatne imperium biznesowo-piłkarskie. Drogi do chwały szukano na różne sposoby, testowany był model turecki, przerabiany był też etap brazylijski, to zaprowadziło jednak zespół ze Szczecina na zaplecze ekstraklasy. Przyglądając się uważnie historii tej drużyny, dochodzimy do wniosku, że rys na szczecińskim szkle jest znacznie więcej, lecz który klub o tak bogatej historii nie przeplatał efektownych wzlotów bolesnymi upadkami? Obecnie trudno powiedzieć, na jakim etapie jest ten zespół. Pogoń niby powoli się odradza. Bardzo powoli. „Portowcy” są bliscy awansu do ekstraklasy, od trzech lat pukają do jej bram, ale nikt nie chce otworzyć. Co przeszkadza w osiągnięciu oczekiwanego celu? Odpowiedzi brak.
Futbol w Szczecinie narodził się w kwietniu 1948 roku. Wówczas piłkarze z grodu Gryfa występowali pod nazwą Klubu Sportowego „Sztorm”. Po wielu różnych przemianach i reorganizacjach w 1955 roku nazwa przybrała ostateczną formę – Klub Sportowy Pogoń. Zespół prowadzony wówczas przez Floriana Krygiera zaczął odnosić sukcesy niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Awans na zaplecze, a później do I ligi był w tamtych czasach spełnieniem marzeń szczecińskich kibiców. „Portowcy” po kilku wzlotach i upadkach przyzwyczaili swoich sympatyków do występów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, lecz z czasem fani zaczęli oczekiwać czegoś więcej.












