Na wszystko potrzeba czasu – Lech Poznań i jego skuteczne, długo dojrzewające transfery


Lech Poznań zbiera żniwa udanych transferów z poprzednich okienek

13 marca 2022 Na wszystko potrzeba czasu – Lech Poznań i jego skuteczne, długo dojrzewające transfery
Dawid Szafraniak

Nieraz zdarzało się, że potrafiliśmy skreślić zawodnika za szybko. Po kilku meczach łatwo powiedzieć: a tam, nic z tego nie będzie. Nie ma co ukrywać, że zazwyczaj kibice oczekują czegoś na już, na teraz, a jakbyśmy popatrzyli, to mało jest na świecie piłkarzy, którzy od razu błyszczą. Lech Poznań był przygotowany na to, że nie wszystkie jego transfery z poprzednich okienek z marszu staną się kozakami. Kozakami mają okazać się w najważniejszych momentach.


Udostępnij na Udostępnij na

Nie oceniamy zimowego okienka Lecha. Na to jeszcze przyjdzie czas, choć już teraz widać, że Kristoffer Velde sroce spod ogona nie wypadł, a dla Dawida Kownackiego Fortuna Duesseldorf biła swój rekord transferowy, kładąc na stół około 6 milionów euro. Bardziej mamy na myśli piłkarzy, którzy są już pół roku albo rok w „Kolejorzu”. Wszystkich łączy jedno. Przeciętne wejście do zespołu, ale bez nich najprawdopodobniej Lech nie byłby w tym miejscu, gdzie jest teraz.

Lech Poznań a mityczna aklimatyzacja

Mityczne słowo – aklimatyzacja. Ale nie ma co ukrywać, że ona występuje. Nie każdy zawodnik jest w stanie wejść do ligi jak Vahan Bichahchyan, choć zobaczymy, jak długo będzie w stanie grać z taką skutecznością jak na początku. Prawda jest taka, że dopiero gdzieś po pół roku możemy wymagać od piłkarza pokazania pełni umiejętności.

Przypomnijmy sobie pierwszy mecz Jespera Karlstroma w barwach Lecha. Górnik Zabrze na wyjeździe i gdyby nie łaskawość sędziego, wyjazd z boiska w 2. minucie. Ogólnie nikt by nie powiedział rok temu, że będzie to najlepsza „szóstka” w lidze. Z tą „szóstką” to trochę przesadziliśmy, bo pomimo że Szwed zazwyczaj jest najbardziej defensywnie ustawionym pomocnikiem, to potrafi wprowadzić niemałe zamieszanie w szeregach rywali, co pokazuje w tym sezonie.

W tym momencie można o nim spokojnie powiedzieć: top 3 piłkarzy PKO Ekstraklasy. Kluczowa postać w układance „Kolejorza”. Wymienni są tylko partnerzy w środku pola u boku Szweda. Karlstrom stał się lokomotywą, która rozbija rywali tak jak Lech. To od niego się zaczyna dobra gra „Dumy Wielkopolski”. W Szczecinie – być może podczas najważniejszego meczu sezonu – był gwiazdą. Gdy wszedł na swój poziom, to zezłomował Pogoń w środku pola, ale gdy z Rakowem rozgrywał przeciętne spotkanie, cierpiała cała drużyna. Niby nie brał udziału przy żadnej bramce Lecha w tym sezonie, ale jest to absolutną nieprawdą. Choćby w Szczecinie to od jego przerzutu zaczęła się akcja bramkowa. Zresztą pomysł Macieja Skorży, aby pozwolić Karlstromowi schodzić na skrzydła, wypalił w 100%. Łeb na karku trzeba mieć, żeby wymyślić taki plan.

Jesper Karlstrom odrodził się niczym Feniks z popiołu

Był kit, jest hit

Jesper Karlstrom to niejedyny taki przypadek w ostatnich miesiącach. Jego obecny partner ze środka pomocy, czyli Radosław Murawski, dopiero po pół sezonu pokazuje, że warto było go ściągnąć z Turcji. Runda jesienna w jego wykonaniu była przeciętna. Często był w hierarchii nawet za Niką Kwekweskirim i Pedro Tibą. Zostawał ofiarą szerokiej kadry Lecha. Zazwyczaj swoje szansę otrzymywał w Pucharze Polski.

A przecież wydawał się to hitowy transfer „Kolejorza”. Teoretycznie Murawski cofał się, bo przecież miał dobrą pozycję w lidze tureckiej i pewnie spokojnie znalazłby tam miejsce. Nawet za lepsze pieniądze. Odchodząc z Piasta, był jednym z najlepszych graczy PKO Ekstraklasy i najmłodszym kapitanem w lidze. Taki zawodnik, a w pierwszej części sezonu tylko siedmiokrotnie wychodził w wyjściowej jedenastce, z czego trzykrotnie był zmieniany zaraz po przerwie, bo po prostu zawodził.

Był rozczarowaniem, ale już pierwsze mecze tej rundy pokazują nam, że to jest Radosław Murawski taki, jaki wyjeżdżał z Polski. Z Cracovią i Pogonią rozegrał prawie całe spotkania i wyrósł na partnera Szweda. Co potrafi zrobić ta dwójka z przeciwnikiem, to już pokazała w Szczecinie. Oprócz bramki z Wisłą Płock warto doliczyć także arcyważną i piękną asystę drugiego stopnia przy pierwszej bramce z Pogonią. Radosław Murawski dopiero rozkwita w Poznaniu.

Lech Poznań – najlepsza defensywa ligi

Odkrycie to żadne nie jest, ale warto podkreślić, kto tworzy środek defensywy. Bartosz Salamon i Antonio Milić. Szczególnie po tym pierwszym wszyscy spodziewali się dużo, ale to nie było tak, że Salamon od razu zażarł w Wielkopolsce. Zanim został skałą w obronie, zdarzyło mu się popełnić kilka rażących błędów, jak w meczu z Jagiellonią. Warto przytoczyć średnią straconych bramek na mecz przez Lecha, w których występował Salamon w tamtym sezonie, w porównaniu ze średnią z poprzedniego. Wówczas było to 1,12 bramki, a teraz 0,6. Różnica jest wyraźna.

Bartosz Salamon został prawdziwym liderem bloku defensywnego Lecha. Życzymy powodzenia napastnikom, którzy muszą się z nim użerać. Dla Macieja Skorży jest ubezpieczeniem podczas stałych fragmentach gry – z którymi „Kolejorz” wciąż ma problem – a zarazem zawodnikiem, od którego rozpoczyna się większość akcji. Ma najwięcej podań celnych w zespole, a co potrafi się dziać pod jego nieobecność, pokazał mecz z Cracovią.

Oczywiście jego wielkim wsparciem jest Antonio Milić. Być może Milanu jak Salamon w CV nie ma, ale już Anderlecht tak. Nikt jednak raczej nie spodziewał się po nim wiele, a już na pewno nie że wygryzie ze składu reprezentanta Słowacji, Lubomira Satkę. Milić oprócz tego, że jest skuteczny w defensywie, to potrafi się odnaleźć w polu karnym rywala. Zresztą nigdy stoperzy Lecha nie byli tak skuteczni. Runda wiosenna poprzedniego sezonu nie należała do niego. Wyglądał na ligowego przeciętniaka, a teraz na może nie kozaka, ale na pewno na solidnego partnera Salamona. I nie zmieni tego nawet słabe spotkanie z Rakowem.

Maciej Skorża – boss

I teraz najważniejsze. Co łączy tych wszystkich zawodników albo raczej, w którym momencie zaczęli wyrastać na kluczowe postacie – oprócz Radosława Murawskiego? Zatrudnienie Macieja Skorży. Przyszedł z pomysłem i z Karlstroma stworzył czołg potrafiący ośmieszyć przeciwnika w ofensywie i uczynić z Salamona dowódcę sił obronnych, który znajduje się w kręgu zainteresowań Czesława Michniewicza.

To trener, który nawet gdy po meczu z Lechią przypomniały się kibicom widma z przeszłości, odzyskał ich bezwzględne zaufanie. Ci zawodnicy, ale w tym momencie także cała Wielkopolska, poszliby za nim w ogień. Oprócz zdobycia mistrzostwa jego kolejnym małym celem będzie odkrycie wszystkich umiejętności Ariela Ba Lou, bo to jest postać, która zdecydowanie ma jeszcze rezerwy. Warto czasami poczekać, niż skreślać.

Komentarze
Olo (gość) - 5 miesięcy temu

Salamon grał na wiosnę 2021 tak beznadziejnie w Lechu że wybrano go trzy razy do jedenastki kolejki . Więcej niż teraz przeciw przez cały sezon . To drużyna grała beznadziejnie a nie on .Tak naprawdę to Skorza myślał podobnie jak autor tego artykułu ale wyleczył się szybko aby odstawić Salamona po meczu ze Stałą Mielec gdzie zagrał w obronie faworyzowanym Satką i Miliciem . Wiadomo jak to się wtedy skończyło . Jeszcze gorzej niż mecz bez Salamona z Cracovią

Odpowiedz
Olo (gość) - 5 miesięcy temu

Salamon grał na wiosnę 2021 tak beznadziejnie w Lechu że wybrano go trzy razy do jedenastki kolejki . Więcej niż teraz przeciw przez cały sezon . To drużyna grała beznadziejnie a nie on .Tak naprawdę to Skorza myślał podobnie jak autor tego artykułu ale wyleczył się szybko aby odstawić Salamona po meczu ze Stałą Mielec gdzie zagrał w obronie faworyzowanym Satką i Miliciem . Wiadomo jak to się wtedy skończyło . Jeszcze gorzej niż mecz bez Salamona z Cracovią

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze