Kontuzje są nieodłącznym elementem piłkarskiego rzemiosła. Zdarza się, że w wyniku walki o piłkę jednemu z piłkarzy przydarzy się uraz, który wyeliminuje go z gry na jakiś czas. Ostatnio jednak mamy do czynienia z boiskowym brutalizmem. Gracze stają się oprawcami mogącymi doprowadzić swoje ofiary do kalectwa. O ciężkich kontuzjach ostatnich czasów w ramach cyklu publicystycznego „Na trybunie” dyskutują: Artur Kocurek, Łukasz Koszewski, Dawid Kowalski i Maciej Sypuła.
Ł.K.: Piłka nożna staje się sportem coraz brutalniejszym. W 2001 roku w wyniku ciężkiego starcia na boisku śmierć poniósł 24-letni bramkarz CSKA Moskwa, Serhij Perchun. W ostatnim czasie najbardziej dramatycznych urazów doznali Petr Cech, Eduardo oraz, niestety, nasz Marcin Wasilewski. Który z nich jest najbardziej dramatyczny i który będzie miał największy wpływ na życie danego gracza?

M.S.: Myślę, że bezcelowe byłoby licytowanie, która kontuzja była poważniejsza i miała większy wpływ na życie gracza. Każdy z wymienionych piłkarzy odczuł boleśnie skutki urazu. Petr Cech do dzisiaj gra w specjalnym kasku ochronnym i sam przyznał, że dla bezpieczeństwa nie zamierza się z nim rozstawać do końca piłkarskiej kariery. Gdzieś głęboko w psychice Eduardo, a w przyszłości i Marcina Wasilewskiego, będzie tlić się zapewne myśl, że taka kontuzja może się powtórzyć i zawodnik instynktownie „odstawi” nogę w niebezpiecznej sytuacji.
D.K.: Wydaje mi się, że to, jaki wpływ na zdrowie miały fatalne kontuzje, możemy ocenić przede wszystkim na podstawie Cecha czy Eduardo, gdyż oni powrócili już na boiska. Co będzie z „Wasylem”? Tego nie wiemy, chociaż tak jak i na boisku, tak samo i w życiu jest walczakiem i na pewno nie zakończy piłkarskiej przygody. Pytanie tylko, z jakim efektem? Petr Cech został uderzony w głowę. Jego życie było zagrożone. Na boisko wrócił jednak już po trzech miesiącach. Życie „Wasyla” czy Eduardo nie było zagrażone, ale utrata stopy w przypadku Chorwata wchodziła w grę. Nie można zatem jednoznacznie wskazać najbardziej dramatycznego urazu. Każdy z tych graczy odczuł go na swój sposób.
A.K.: Mnie jednak z tych wszystkich dotknęła najbardziej kontuzja Petra Cecha. Nie tylko dlatego, że to mój idol, ale głównie z racji tego, że mógł umrzeć. Wrócił po trzech miesiącach, jednak przez cały sezon nie był w pełni formy. Większość ekspertów, pod którymi i ja się podpisuję, twierdzi, że to już jest inny Petr niż dawniej. Kontuzja sprawiła, że nieraz jest bojaźliwy i stracił pewność siebie. Minęło to z czasem, ale jednak wciąż w nim siedzi. Złamanie nogi również jest poważne, ale, jak pokazuje Eduardo, niekoniecznie musi się to wiązać z końcem kariery.












