Nie od dzisiaj wiadomo, że Afryka jest kontynentem, w którym drzemie ogromny potencjał piłkarski. Tamtejsi zawodnicy często biją na głowę graczy z Europy pod względem siłowym, prędkościowym czy wydolnościowym – głównie w kategoriach młodzieżowych. Jednak z wiekiem różnica ta w wielu przypadkach coraz bardziej się zaciera. Na Czarnym Lądzie duża część młodych zawodników nie ma ani warunków, ani miejsc do treningu – w przeciwieństwie do ich rówieśników z innych kontynentów. Mimo coraz większej eksploracji Afryki przez europejskie kluby nadal ogromna liczba talentów nie dostaje swojej szansy. Właśnie dla takich zawodników w 2007 roku zdecydowano się stworzyć Mistrzostwa Narodów Afryki – turniej wyłącznie dla piłkarzy z rodzimych lig.
Czytając komentarze w mediach społecznościowych lub poruszając temat Mistrzostw Narodów Afryki przy rozmowie ze znajomymi, często można natrafić na sformułowania pokroju: „czy Puchar Narodów Afryki zmienił nazwę?”, „czemu nigdzie nie mówią, że są mistrzostwa Afryki” lub „czemu (tutaj można wstawić dowolnego znanego piłkarza z Afryki) nie pojechał na puchar?”. Łatwo odnieść wrażenie, że znaczna część kibicowskiego środowiska piłkarskiego nie rozróżnia Mistrzostw Narodów Afryki od Pucharu Narodów Afryki.
Z jednej strony – może to dziwić, gdyż różnica między nimi jest bardzo prosta. Z drugiej natomiast – Mistrzostwa Narodów Afryki nie mają turnieju odzwierciedlającego na innych kontynentach, więc takie rozgrywki mogą być dla niektórych dosyć nienaturalne.
Turniej drugiego sortu
Afryka przeżywa ostatnio naprawdę niezłe lata pod względem piłkarskim. Najprostszym i zarazem najlepszym argumentem potwierdzającym tę tezę jest występ Maroka na mundialu w Katarze. Kadra tego kraju została pierwszą w historii, która awansowała do strefy medalowej mistrzostw świata, pochodząc z Czarnego Lądu. Niemniej pochwalić można niemal każdą reprezentację afrykańską, która wzięła udział w tym turnieju.
Senegal zagrał naprawdę niezłą fazę grupową i wywalczył awans, Tunezja pokonała obrońcę tytułu oraz przyszłego finalistę rozgrywek, a Kamerun na pożegnanie wygrał z Brazylią. Afrykańska piłka rozkwita i widać to chociażby po składach tamtejszych reprezentacji. Te, które dominują na Czarnym Lądzie, składają się z zawodników grających niemal wyłącznie w klubach europejskich lub azjatyckich.
Można zatem szybko dojść do wniosku, że skoro w Mistrzostwach Narodów Afryki biorą udział jedynie gracze krajowych lig, to poziom turnieju jest niższy. W rzeczy samej – tak jest. Jednak nie oznacza to, że rozgrywki te są w jakiś sposób mniej interesujące. Sam klimat afrykańskich pucharów sprawia, że można się w nich zakochać niezależnie od poziomu piłkarskiego prezentowanego na boisku. Nieustające dźwięki bębnów i trąb oraz czysta radość płynąca z nieprzeżartego pieniędzmi świata futbolu sprawia, że słabsze rozumienie taktyki oraz niższa dokładność podań nie ma aż tak dużego znaczenia.
Afrykański klasyk – gospodarz faworytem
W klubowych rozgrywkach afrykańskich często można spotkać się z tym, że faworytami meczów są te drużyny, które grają u siebie. Nie jest inaczej w przypadku reprezentacyjnych spotkań międzynarodowych. Podobnie było na zakończonych Mistrzostwach Narodów Afryki. Pretendentem do wygrania całego turnieju była Algieria, która go organizowała. Jej największym rywalem miało być Maroko, które wygrało dwie poprzednie edycje. Gospodarze jednak sprytnie sprowokowali przeciwników do wycofania się z rozgrywek poprzez skuteczne uprzykrzanie im życia.











