Dwutygodniowy turniej w Czechach dobiega końca. Już dziś Szymon Marciniak wyprowadzi na murawę praskiej Eden Areny reprezentantów dwóch państw, z których jeden po raz pierwszy w swojej historii sięgnie po tytuł młodzieżowego mistrza Europy.
Odbywająca się co dwa lata impreza znów przyniosła wiele zaskoczeń i wniosków, których mimo wszystko się nie spodziewano. Zacznijmy od uczestników finału. O ile sam udział Portugalii w finale nie powinien być szokiem – była jednak jednym z głównych faworytów, o tyle rozmiary półfinałowego zwycięstwa przeciwko faworytowi absolutnemu mogą już zaskakiwać. Szwedów z kolei mało kto widział w gronie półfinalistów – grali w końcu w tej trudniejszej grupie (o czym świadczyć może fakt, że obaj finaliści wywodzą się z grupy B), a oni wyraźnie rozkręcali się z meczu na mecz. Ale po kolei.
Portugalia. Jedyna niepokonana drużyna na mistrzostwach. W grupie nie olśniewała – dwa remisy, jedno zwycięstwo, bilans bramkowy 2-1. Dała się poznać jako solidna taktycznie ekipa, zdolna do pojedynczych błysków. Grupę wygrała, co wcale nie mogło jej cieszyć – w półfinale trafiła w końcu na Niemców. I tutaj zaczyna dziać się coś niesamowitego. Półfinał miał być meczem turnieju, Niemcy w składzie ze wschodzącymi gwiazdami Bundesligi, triumfatorem Ligi Mistrzów i mistrzem świata, seniorskim rzecz jasna. Przeciwko nim Portugalia, w składzie kilku bardzo ciekawych zawodników z Bernardo Silvą na czele. Zamiast arcyciekawego spotkania zobaczyliśmy, jak walec rozjeżdża bezradnych Niemców, którzy wstydzą się wracać do kraju. 5:0. Nokaut.
https://youtu.be/u4oGBu7Um3U
W Niemczech rozpoczyna się dyskusja, eksperci analizują porażkę. Niby jeden mecz, a niektórzy już podają w wątpliwość cały system szkolenia. Nie ma chyba kraju w Europie (no, może z wyjątkiem Belgii), który nie zazdrościłby Niemcom tego, ilu mają młodych zawodników, którzy mają potencjał na przyszłych liderów kadry.
U Szwedów z kolei duża radość. Tam jednak nie ma aż tak wielkiego wyboru, jeśli chodzi o utalentowanych graczy, stąd aż jedenastu graczy po debiucie w dorosłej reprezentacji. Widać jednak, jak wiele w tym wieku znaczy doświadczenie. „Trzy Korony” rozpoczęły turniej od zwycięstwa nad Włochami, później nadeszła porażka z Anglią i „remis wstydu” z Portugalią. Po wyrównującej bramce Simona Tibblinga obie ekipy świadomie nie robiły sobie krzywdy, mając awans do półfinałów w kieszeni. Półfinał pokazał jednak, że Szwedzi nie są przypadkową kadrą. Zwycięstwo 4:1 nad odwiecznymi rywalami, Duńczykami, daje podstawy do optymizmu również w finale.
https://youtu.be/yPS3aAgG-dk
Faworytem będą jednak Portugalczycy. Po tak efektownym zwycięstwie nad Niemcami do finału przystąpią z dużą pewnością siebie. Z drugiej strony, ile razy zdarzało się tak, że zwycięzcę ogłaszano już przed starciem, po czym dominującym uczuciem było zaskoczenie? Finał zapowiada się niezwykle ciekawie, tym razem „meczu przyjaźni” nie będzie.












