Mikel Arteta bardzo chce zostać ligowym wuefistą…


Miał być Guardiola 2.0, a w tym momencie jest samo zero

21 sierpnia 2021 Mikel Arteta bardzo chce zostać ligowym wuefistą…

Piąty w klasyfikacji do zwolnienia w tym sezonie Mikel Arteta robi wiele, by swoje notowania jeszcze podnieść w tej niechlubnej statystyce. Przegrana na inaugurację z Brentford, a do tego nadchodzący trudny kalendarz z pewnością będą służyć mu pomocą.


Udostępnij na Udostępnij na


Kiedy przychodził na Emirates Stadium, to kibice chcieli w nim zobaczyć menadżera na lata. Trenera, który pomoże podnieść się wielkiemu klubowi. Wystarczy spojrzeć tylko w tabele za ostatnie sezony. Od rozgrywek 2016/2017 nie uświadczyliśmy Arsenalu w pierwszej czwórce i w tym sezonie raczej też mu to nie grozi. Hiszpan „wykonuje” w realizacji tego celu kawał roboty.

Inauguracja zapowiedzią tragedii?

Ten początek na stadionie w Brentford miał być trudny, ale zwycięski. Tak widzieli to eksperci, jednak los spłatał po raz kolejny byłemu asystentowi Guardioli psikusa. Porażka 0:2 na wyjeździe powoduje, że humory u „Kanonierów” z pewnością nie są zbyt dobre. Po tym otwarciu nowego sezonu można prędzej spodziewać się kolejnego trudnego sezonu niż jakiekolwiek pucharu.

Tym, co powinno martwić sympatyków Arsenalu, jest fakt, że Mikel Arteta nie umiał nawet zareagować podczas spotkania. To gospodarze praktycznie od początku do końca meczu dyktowali warunki gry. Tegoroczny beniaminek objął prowadzenie i zanim „The Gunners” wyrównali, to Brentford mógł już zamknąć mecz. Do szczególnej kompromitacji należy zapisać utratę drugiej bramki. Ta została stracona po wyrzucie piłki z autu.

Takie wejście w sezon na pewno nie pomoże w najbliższych dwóch kolejkach ligowych. Mikel Arteta musi szybko budować morale drużyny, a warunki do tego będą, delikatnie mówiąc, niekorzystne.

2. kolejka – zdobywca Ligi Mistrzów, czyli Chelsea. 3. seria gier to Manchester City, aktualny mistrz kraju. Dlatego porażka z beniaminkiem będzie szczególnie boleć. Ryzyko zobaczenia Arsenalu w strefie spadkowej po trzech pierwszych meczach jest spore. Ba, nawet zero oczek na koncie jest teraz bardziej prawdopodobne niż chociażby jeden punkt. Czy nie brzmi to dramatycznie?

Mikel Arteta out? Antonio Conte in? Czy to jest realne?  

Jeśli Mikel Arteta nie da wyraźnych sygnałów w meczach z Chelsea oraz Manchesterem City, że z Arsenalem może być lepiej, to prawdopodobnie opuści The Emiretes bardzo szybko. Być może nawet po tej lub następnej przerwie na reprezentacje narodowe.

Głosy zagranicznych mediów wskazują, że w blokach startowych stoi już Antonio Conte, który obecnie jest bez klubu. Ten utytułowany trener pożegnał się z Interem po zdobyciu mistrzostwa Włoch i aktualnie obok Zidane’a jest jednym z najgorętszych nazwisk do wzięcia praktycznie od zaraz.

Pytanie jednak, które tu trzeba zadać, to co na to kibice. Przecież Włoch prowadził już klub w Anglii – londyńską Chelsea, z którą święcił triumfy. Warto też wspomnieć o jednym istotnym szczególe. Mianowicie o despotycznych zapędach sympatycznego, ale jednocześnie charyzmatycznego szkoleniowca. Jego temperament powoduje, że jeśli już obejmuje jakiś zespół, to chciałby decydować o wszystkim albo doprowadzać do sytuacji, w której każde jego żądanie jest finalnie realizowane.

Smaku temu wszystkiemu dodaje fakt zainteresowania Arsenalu Lautaro Martinezem. Z pewnością atut ponownej współpracy z byłym szkoleniowcem Interu, dzięki któremu mógł wznieść scudetto w górę, byłby mocnym argumentem przy ewentualnych negacjach transferowych.

Mikel Arteta pieczętuje wypadnięcie z „big six”

Jeszcze dekadę temu mówiliśmy „big four”. Członkami tego elitarnego klubu były Manchester United, Liverpool, Chelsea i Arsenal. Jednak coraz większa monetyzacja Premier League i tutejszych klubów doprowadziła do sytuacji rozrostu o trzy kolejne ekipy. Do grona wielkich angielskich klubów dołączyły Tottenham i Manchester City oraz Leicester City.

Dla Arsenalu każdy następny rok od momentu odejścia Wengera jest bolesny. Unai Emery nie został dziedzicem zasłużonego Francuza. I to pomimo osiągniętego finału Ligi Europy. Kolejne ligowe wpadki powodowały zawód i wściekłość kibiców oraz nieufność piłkarzy w stosunku do obecnego opiekuna Villarrealu. Lekiem na całe zło miał być Mikel Arteta. Wtedy asystent Guardioli, a wcześniej wiodący piłkarz Arsenalu. O ile początek był udany – triumf w Pucharze Anglii czy wygranie Tarczy Wspólnoty – to im dalej w las, tym gorzej.

Arsenal zajął w zeszłorocznych rozgrywkach najgorsze od wielu lat miejsce w lidze. To zaś doprowadziło do sytuacji braku Arsenalu w Europie. Do takiej sytuacji tak naprawdę żaden kibic nie przywykł. Przecież to Arsenal dzierży rekord drużyny najczęściej grającej z rzędu w kolejnych edycjach Ligi Mistrzów. Każdy wiedział, że jak nie ma „Kanonierów” na zielonej murawie we wtorek lub środę, to na pewno będą w czwartek. Ta tradycja trwała 25 lat!

Niestety Mikel Arteta nie okazał się lekiem. Jest raczej wyrzutem tego wszystkiego, co złe w Arsenalu w ostatnich latach. Stał się symbolem firmy, która pilnie potrzebuje restrukturyzacji. Domem, który musi dostać nowe fundamenty. Coroczne odświeżenie (w tym wypadku Ben White) już nie pomaga, tak jak bywało to wcześniej.

Pomocnicy upadku

Tych jest wielu. Odpowiedzialni za taki obrót spaw są paradoksalnie wszyscy pracujący w Arsenalu. Wyliczankę można zacząć od właściciela Stana Kroenke. Ten ewidentnie, widząc, że klub nie przynosi oczekiwanych dochodów, zbytnio nim się nie interesuje. Swoje skupienie kieruje ku swoim amerykańskim klubom i sportom. Traktuje Arsenal jako zabawkę, którą się znudził i odłożył na półkę.

Kolejni w kolejce są wspominani wcześniej trenerzy. Unai Emery, Mikel Arteta. Różnica, jaka jest pomiędzy nimi, to fakt, że swojemu byłemu piłkarzowi ufają bardziej kibice, a zwłaszcza zawodnicy grający dla „The Gunners”. Jednak o ironio to starszy z Hiszpanów, jak pokazuje czas, miał do zaoferowania więcej.

Klamrę spinają polityka transferowa i piłkarze. W klubie jest przecież Aubameyang, który z roku na rok wnosi coraz mniej dobrego do drużyny. W zeszłym sezonie przecież Mikel Arteta posadził Gabończyka na jakiś czas na ławce rezerwowych. Ten zaś nie dawał zbytnio argumentów, że Mikel Arteta się mylił.

Granit Xaka. Kapitan, który nie dorasta do roli kapitana i obraża się jak dziecko. Raz identyfikuje się z klubem, potrafi unieść ciężar gry na swoich plecach, by po chwili pokazywać swoją frustrację i demonstrować chęć odejścia gdzie indziej. Dalej? Sprowadzanie elektrycznego Davida Luiza i liczenie, że zostanie lekiem defensywy Arsenalu. Jeszcze? Proszę bardzo – łatwa rezygnacja z bardzo dobrego napastnika, jakim ciągle przecież jest Olivier Giroud.

To wszystko powoduje, że kula śniegowa ciągle rośnie, a Mikel Arteta zwyczajnie jest jej symbolem. Za wyniki przecież odpowiada trener. W Anglii sportowe media często śmieją się, że jak prowadzisz taki klub, a on tak tonie, to jesteś wuefistą.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze