Siedem kolejek. Tyle musieliśmy czekać na pierwsze zwycięstwo Miedzi Legnica w ekstraklasie. Co prawda po drodze jest jeszcze jedno zaległe spotkanie, ale to szczegół, a dziś nie o szczegółach. Zwycięstwo „Miedzianki” nie pozwoliło im nawet opuścić strefy spadkowej. Postawa podopiecznych Wojciecha Łobodzińskiego może rozczarowywać nie tylko fanów Miedzi, ale i postronnych kibiców. Patrząc na poprzedni sezon w Fortuna 1. Lidze i transfery, jakich klub dokonał na przestrzeni ostatnich tygodni, wielu postrzegało Miedź jako czarnego konia rozgrywek.
Tymczasem po sześciu rozegranych spotkaniach „Miedzianka” ma na swoim koncie jedynie cztery punkty. Ich styl gry również znacznie odbiega od tego, co prezentowali zaledwie kilka miesięcy wcześniej, jak i od tego, co chcą prezentować teraz. Grają po prostu słabo. Na tę chwilę jest to zdecydowanie najsłabszy z beniaminków, choć mieli być tym najlepszym. Teraz przyszedł jednak moment przełamania. Czy wczorajsze zwycięstwo to rzeczywiście początek drogi ku dobremu, czy jedynie wypadek przy pracy?
Miedź Legnica 2:1 Lechia Gdańsk
Miedź Legnica przystępowała do tego spotkania z jednym punktem na koncie. Do tej pory przegrali czterokrotnie i raz zremisowali. Przed meczem mówiło się, że teraz jest idealny moment, by odnieść pierwsze zwycięstwo, gdyż przeciwnikiem „Miedzianki” była równie słabo dysponowana Lechia Gdańsk, która w ostatnim czasie problemy miała nie tylko na boisku, ale i poza nim. Beniaminek wykorzystał ten „idealny moment” i pokonał drużynę z Trójmiasta, choć nie było to łatwe zwycięstwo.
Początek meczu był bardzo udany dla Miedzi, już w 5. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Rzut z autu, długi wyrzut w pole karne, piłka trafiła pod nogi Santiago Navedy, a ten umieścił ją w siatce. Radość nie trwała jednak zbyt długo. Naveda, ten sam, który kilkanaście minut wcześniej zdobył bramkę, wyleciał z boiska. Meksykanin podjął bardzo nieodpowiedzialną decyzję tuż przed polem karnym. Wybił piłkę spod nogi Steca, przy okazji go kasując. Sędziowie VAR nie mieli wątpliwości i 21-latek opuścił boisko jeszcze w pierwszej połowie spotkania. Co ciekawe, była to już trzecia czerwona kartka dla Miedzi w tym sezonie.
Lechia chciała wykorzystać przewagę jednego zawodnika i doprowadzić do remisu, ale zawsze czegoś brakowało. Podopieczni trenera Kaczmarka mieli problem ze skonstruowaniem składnej akcji, a nawet gdy udało się oddać strzał, to w bramce gospodarzy świetnie spisywał się Lenarcik. Druga połowa rozpoczęła się bardzo ciekawie, obie drużyny w ciągu dwóch minut wyprowadziły „po ciosie”. dla Miedzi i Gajos dla Lechii. Następnie spotkanie wyglądało tak, jak każdy mógł się domyśleć. Miedź się cofnęła i broniła dostępu do bramki, a Lechia w bardzo nieudolny sposób próbowała zdobyć wyrównującego gola. Ostatecznie to się nie udało, a beniaminek mógł cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w sezonie.












