Przed nami 5. kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów. O opinię na temat przebiegu obecnej edycji prestiżowych rozgrywek zapytaliśmy byłego trenera m.in. Lecha Poznań, Zagłębia Lubin czy też Polonii Warszawa, Czesława Michniewicza. Szkoleniowiec wyraził swoje zdanie na temat rewelacji turnieju, wskazał także swoich faworytów do triumfu w Champions League.
Wielu ekspertów uważa, że faza grupowa obecnej Ligi Mistrzów jest jedną z najlepszych w historii. Dowodem na to ma być świetna postawa drużyn, które przed rozpoczęciem rozgrywek nie były stawiane w szeregu zespołów mogących namieszać. Mowa o Borussii Dortmund, Szachtarze, Maladze, Celticu Glasgow czy nawet Bate Borysów. Dramaturgia spotkań niezwykle często sięga zenitu. Czy Pan również uważa obecną edycję LM za szczególnie wyrafinowaną, piękną?

Podoba mi się to, że końcówka meczów grupowych będzie o coś. Widzimy też pewien trend – mocnym zespołom wydaje się, że prawdziwa Liga Mistrzów zacznie się dopiero w fazie pucharowej, chyba nie do końca poważnie traktują te wcześniejsze mecze. Nawet Manchester United, który dwa razy igrał z losem, ponieważ przegrywał u siebie, przegrywał na wyjeździe [w pojedynkach ze Sportingiem Braga – przyp. red]. Potentaci wychodzą na te spotkania nie do końca skoncentrowani. Ekipy teoretycznie słabsze wykorzystują z kolei potknięcia mocnych zespołów i sprawiają niespodzianki. Choć tak naprawdę trudno nazwać niespodzianką zwycięstwa Bate Borysów, które od lat już występuje w Lidze Mistrzów. Białorusini oswoili się już z piłką na europejskim poziomie. Absolutnie nie zaskakuje mnie także sposób, w jaki gra Borussia Dortmund. Podopieczni Juergena Kloppa nabrali ogłady, grają zupełnie tak jak w Bundeslidze, odważnie, niezależnie, czy u siebie, czy np. w Madrycie. W poprzednim sezonie wyglądało to zupełnie inaczej.
Skupmy się jeszcze na drużynie Bate Borysów. Ekipa, która jest dumą Białorusi, którą szczyci się sam Aleksander Łukaszenko, zmagania grupowe rozpoczęła z wysokiego C, pokonując Bayern i Lille. Później przydarzyły się jej dwie porażki z Valencią. Czy uważa Pan, że ekipa ta maksymalnie wykorzystała swój potencjał? Czy jest jeszcze w stanie cokolwiek ugrać?
Myślę, że ci zawodnicy są w stanie jeszcze powalczyć. Oni pokazują kierunek, w jakim polskie zespoły powinny podążać. Tylko kogo u nas dzisiaj stać na to, żeby tak jak na Białorusi wykupić najlepszych piłkarzy z całego kraju i powierzyć ich trenerowi, który pracuje w klubie od lat? Efekty widać. Zarówno Legia, jak i Widzew właśnie w taki sposób przed laty awansowały do Ligi Mistrzów i to jest tak naprawdę jedyna szansa dla naszych zespołów. Wariant taki jest mało realny – ani Wisła, ani Lech, ani Legia nie chcą wzmacniać własnej konkurencji, a nikt nie jest tak bogaty, żeby płacić takie kwoty jak kiedyś za Radosława Michalskiego, za którego prezes Grajewski wyłożył milion marek. To była olbrzymia suma jak na ówczesne standardy. Łodzianie, wzmocnieni kilkoma piłkarzami, zdołali jednak awansować do prestiżowych rozgrywek.










