Przyzwyczailiśmy się już, że nie zawsze mecze na szczycie w PKO Ekstraklasie są niesamowitymi widowiskami. I tak było w Poznaniu. Śląsk przyjechał po remis, „Kolejorz” nie był w stanie przełamać dobrze ustawionej defensywy zespołu z Wrocławia i skończyło się bezbramkowym, choć po atrakcyjnym meczu, remisem. Warto jednak zwrócić uwagę na to, jak zaprezentował się po raz kolejny Michał Gurgul. Mariusz Rumak chyba znalazł receptę na największą bolączkę Lecha.
Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że tylko transfer uratuje Mariusza Rumaka w kontekście obsady lewej obrony. Elias Andersson tylko potwierdził, że nie jest piłkarzem na miarę Lecha Poznań, a Barry Douglas swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą. Ze Szkotem mistrzostwa raczej się już nie zdobędzie, a przecież taki jest cel „Kolejorza”.
Michał Gurgul zbawcą
Sytuacja była dramatyczna i wydawało się, że trudno będzie zatamować tę krwawiącą ranę. Mariusz Rumak jednak zaryzykował, bo tak trzeba to określić. Postawienie na 18-latka w formacji defensywnej to jest ryzyko. Zwłaszcza w zespole walczącym o dublet. Michał Gurgul okazał się jednak strzałem w dziesiątkę, a przecież podczas meczu z Zagłębiem musiał jeszcze łatać dziurę na środku defensywy.
Spotkania z Jagiellonią i Śląskiem to jednak pełna profesura w wykonaniu Michała Gurgula. Nawet Joel Pereira nie był tak pewny jak 18-latek, który schował do kieszeni najpierw Dominika Marczuka, a teraz Piotra Samca-Talara. Wyróżniających się skrzydłowych ligi w kluczowych dla Lecha spotkaniach.
Ta lewa obrona
Kadra Lecha wydaje się praktycznie kompletna. Oczywiście na mecz ze Śląskiem brakowało kilku piłkarzy, ale to jest spowodowane infekcjami i urazami, na które nikt za bardzo nie może poradzić. Z tygodnia na tydzień powinno być jednak coraz lepiej. Taka nadzieja była już po spotkaniu z Zagłębiem. Dwa tygodnie później sytuacja jest jeszcze gorsza, ale trzeba żyć nadzieją, że będzie lepiej. Gorzej chyba już nie może być, o czym wspominał na konferencji Mariusz Rumak.











