Leo Messi jest niewątpliwie geniuszem, ale czy już można mówić o nim jako najlepszym graczu wszech czasów?
Leo Messi nie tak dawno zaliczył kolejny wyśmienity występ. Bramka strzelona Realowi Madryt była 27. golem w sezonie. Niewątpliwie takie osiągnięcia wpychają w usta tezę, iż jest to w tej chwili najlepszy piłkarz globu. Szybkość, opanowanie piłki, balans ciałem, inteligencja – wszystkie te cechy/umiejętności Lionel opanował na niebotycznie wysokim poziomie. Nikomu nie trzeba udowadniać, że to „złote dziecko” argentyńskiej piłki nie ma sobie równych (gdyby ktoś uważał inaczej, zachęcam do obejrzenia kilku spotkań z udziałem „nowego Maradony”). Jednak celem tej notki na pewno nie jest udowadnianie oczywistego faktu, lecz odniesienie się do opinii wygłaszanych na przeróżnych stronach dotyczących tematyki futbolu czy klubu piłkarskiego FC Barcelona.
Otóż często można spotkać się z tezami, najczęściej młodszych i mniej doświadczonych dyskutantów, że „Messi jest najlepszym piłkarzem wszech czasów”. Często ich posty są oznaczone wykrzyknikami mającymi za zadanie podkreślić słuszność i prawdziwość tychże opinii. Takie zdania są bardzo krzywdzące dla wielu graczy, którzy najwyraźniej zostali zepchnięci w rejony pamięci, do których nikt już nie zagląda. Dla przypomnienia, aby mieć do czego się odnieść, Leo zagrał do tej pory dopiero dwa rewelacyjne sezony (licząc obecny). Poprzednie natomiast były co najwyżej dobre. W sumie na boiskach La Liga zaprezentował się 135 razy, zdobywając przy tym 81 bramek. W zespole narodowym wziął udział w 43 spotkaniach, trafiając w nich do siatki 13-krotnie. Jak to się ma do Eusebio i jego 317 goli w 301 meczach w Benfice + 41 bramek w 64 spotkaniach reprezentacji Portugalii? „Czarna perła z Mozambiku” ewidentnie przytłoczyła osiągnięciami wciąż młodego Lionela. Cóż ma powiedzieć wielki Pele?
Rozumiem, że 470 trafień godnie reprezentując Santos to jest nic? Czy kadra „Canarinhos” byłaby wtedy wielka bez jego 77 goli? Gdzie na piedestale jest miejsce dla jedynego i prawdziwego Diego Maradony? Kibice Argentionos Juniors aż 115 razy mogli dzięki niemu wznosić ręce w geście tryumfu po nieskazitelnie pięknych akcjach. Fani Boca Juniors też nie mogli na niego narzekać, 28 bramek w dwa sezony. Kolejnym etapem „Boga futbolu” okazał się obecny klub Messiego. Również w nim święcił tryumfy (52/34), by później zaliczyć jeszcze wielką przygodę z Napoli zakończoną 115 bramkami. W reprezentacji nie był aż tak skuteczny (92/34), jednak świat na zawsze zapamięta „rękę Boga”.
Kolejne nazwiska można by mnożyć, takie jak: Kempes, Van Basten, Cryuff, szalony Cantona, elegancki Lineker, Platini, Rivaldo, Ronaldo, Van der Kerkhov, Stoiczkow, Klinsmann, Romario same domagają się uwiecznienia na liście. Pomijam wielkich defensorów czy golkiperów, jak Peter Schmeichel, Lew Jaszyn, Paolo Maldini, Franco Baresi, Roberto Carlos, szalony Chilavert, Fernando Hierro, Oliver Kahn. Czy, przypominając sobie wszystkie te nazwiska, dalej z całą stanowczością ktokolwiek mógłby stwierdzić, że niejaki Lionel Andres Messi jest najlepszym piłkarzem, który stąpał po naszej planecie?










