Hit 22. kolejki PKO Ekstraklasy nie zawiódł. Przy Łazienkowskiej obejrzeliśmy świetne spotkanie zakończone remisem, który jest wynikiem sprawiedliwym. W pierwszej odsłonie meczu to legioniści byli stroną dominującą. Widzew potrafił jednak dwukrotnie odrobić straty. Goście wracają do Łodzi z jednym, zasłużenie zdobytym punktem.
Obie drużyny przystępowały do tego spotkania w dobrych nastrojach. Legia w poprzedniej kolejce pokonała na wyjeździe Piasta, Widzew zaś okazał się lepszy od Śląska Wrocław. „Wojskowi” potrzebowali zwycięstwa, aby zwiększyć swoje szanse na pozostanie w grze o mistrzostwo Polski. Goście chcieli zrobić wszystko, żeby przełamać niekorzystną passę spotkań ze stołeczną drużyną. Kibice „Czerwono-biało-czerwonych” będą na to musieli jeszcze trochę poczekać. Obie strony zdecydowanie czują po tym meczu niedosyt. Gospodarze mogą żałować, że dominacji z pierwszej połowy nie udało się przekuć na więcej goli, a fani Widzewa długo będą wspominać sytuację Hansena z 94.minuty, która mogła dać łodzianom historyczne trzy punkty.
Pierwsza połowa dla Legii
Choć pierwsze 15 minut spotkania było całkiem niezłe w wykonaniu Widzewa, to przez resztę pierwszej połowy podopieczni Kosty Runjaicia całkowicie kontrolowali wydarzenia boiskowe. Po golu Pawła Wszołka Legia poszła za ciosem i całkowicie zamknęła widzewiaków na własnej połowie. Gracze Niedźwiedzia kompletnie nie wiedzieli, co dzieje się na boisku, i nie mieli żadnych szans na zagrożenie bramce Hładuna. Legioniści mogą żałować, że nie udało im się podwyższyć prowadzenia, bo był to chyba najlepszy fragment spotkania w ich wykonaniu. Widzew zagroził dopiero w samej końcówce pierwszej odsłony, kiedy Bartłomiej Pawłowski zza „szesnastki” groźnie uderzył na bramkę Hładuna.











