Meczycho w polskim klasyku. Widzew dwukrotnie odrabiał straty


W starciu na szczycie PKO Ekstraklasy nie brakowało emocji, Legia zremisowała z Widzewem

25 lutego 2023 Meczycho w polskim klasyku. Widzew dwukrotnie odrabiał straty
Marcin Bulanda / PressFocus

Hit 22. kolejki PKO Ekstraklasy nie zawiódł. Przy Łazienkowskiej obejrzeliśmy świetne spotkanie zakończone remisem, który jest wynikiem sprawiedliwym. W pierwszej odsłonie meczu to legioniści byli stroną dominującą. Widzew potrafił jednak dwukrotnie odrobić straty. Goście wracają do Łodzi z jednym, zasłużenie zdobytym punktem.


Udostępnij na Udostępnij na

Obie drużyny przystępowały do tego spotkania w dobrych nastrojach. Legia w poprzedniej kolejce pokonała na wyjeździe Piasta, Widzew zaś okazał się lepszy od Śląska Wrocław. „Wojskowi” potrzebowali zwycięstwa, aby zwiększyć swoje szanse na pozostanie w grze o mistrzostwo Polski. Goście chcieli zrobić wszystko, żeby przełamać niekorzystną passę spotkań ze stołeczną drużyną. Kibice „Czerwono-biało-czerwonych” będą na to musieli jeszcze trochę poczekać. Obie strony zdecydowanie czują po tym meczu niedosyt. Gospodarze mogą żałować, że dominacji z pierwszej połowy nie udało się przekuć na więcej goli, a fani Widzewa długo będą wspominać sytuację Hansena z 94.minuty, która mogła dać łodzianom historyczne trzy punkty.

Pierwsza połowa dla Legii

Choć pierwsze 15 minut spotkania było całkiem niezłe w wykonaniu Widzewa, to przez resztę pierwszej połowy podopieczni Kosty Runjaicia całkowicie kontrolowali wydarzenia boiskowe. Po golu Pawła Wszołka Legia poszła za ciosem i całkowicie zamknęła widzewiaków na własnej połowie. Gracze Niedźwiedzia kompletnie nie wiedzieli, co dzieje się na boisku, i nie mieli żadnych szans na zagrożenie bramce Hładuna. Legioniści mogą żałować, że nie udało im się podwyższyć prowadzenia, bo był to chyba najlepszy fragment spotkania w ich wykonaniu. Widzew zagroził dopiero w samej końcówce pierwszej odsłony, kiedy Bartłomiej Pawłowski zza „szesnastki” groźnie uderzył na bramkę Hładuna.

– To był prawdziwy festiwal piłki nożnej. Myślę, że zobaczyliśmy interesujący mecz. Obie drużyny chciały grać w piłkę, chciały grać do przodu, liczyły na zwycięstwo. Niestety, rezultat jest dla nas niezadowalający. Nie tego się spodziewaliśmy. Na tym jednak polega piłka nożna, tak czasami się dzieje w tym sporcie – powiedział po meczu trener Legii, Kosta Runjaić (źródło: Widzew.com).

Widzew i jego dżoker

W świetnej dyspozycji znajduje się ostatnio Kristoffer Normann Hansen. Pomocnik Widzewa przed tygodniem strzelił gola na wagę trzech punktów ze Śląskiem Wrocław. Wczoraj dał bardzo dobrą zmianę i znowu zapisał się na liście strzelców. Jego dorobek mógł być większy, bo znalazł się w znakomitej sytuacji do strzelenia gola w 94. minucie meczu, ale chyba zabrakło mu sił na dobre wykończenie akcji, którą sam wypracował. Pewne jest jednak to, że Norweg w kolejnym meczu daje Januszowi Niedźwiedziowi solidne argumenty do stawiania na niego częściej. Trzeba podkreślić, że z powodu pauzy za żółte kartki w meczu z Wartą Poznań nie będzie mógł zagrać Jordi Sanchez, który we wczorajszym meczu otrzymał dość głupie „żółtko”. To otwiera Norwegowi możliwość do wystąpienia w tym spotkaniu od pierwszej minuty. Prawdopodobnie zająłby miejsce Bartka Pawłowskiego, który zostanie przesunięty na pozycję nr 9. Czas pokaże, jak dużo minut dostanie Norweg i jak wykorzysta swoją szansę, ale trzeba przyznać, że są to świetne tygodnie dla wypychanego zimą z klubu Hansena.

– Możemy być trochę rozczarowani po tym meczu, bo w końcówce mieliśmy kilka dobrych okazji do strzelenia gola i wygrania spotkania. Mam trochę dziwne odczucia w związku z tym meczem, bo powinniśmy być skuteczniejsi w sytuacjach sam na sam z bramkarzem Legii – mówił po meczu Hansen (źródło: Widzew.com).

Dwa powroty Widzewa

Na uznanie zasługuje fakt, że widzewiacy dwukrotnie byli w stanie doprowadzić do wyrównania. Pierwszy raz za sprawą wcześniej wspomnianego Kristoffera Normanna Hansena. Potem, gdy wydawało się, że Marek Hanousek ustali samobójczym golem wynik spotkania, „Czerwono-biało-czerwoni” drugi raz się nie poddali. Dobra postawa Widzewa w drugiej części meczu była spowodowana świeżością płynącą od zmienników. Dominik Kun rozruszał środek pola, a Hansen stwarzał zagrożenie pod bramką Hładuna. Jeśli chodzi o Widzew, w oczy rzuca się jedna rzecz. Porównując rundę jesienną do wiosennej i dorobek punktowy zdobywany z poszczególnymi rywalami, Widzew w każdym meczu punktuje lepiej albo tak samo dobrze. Wyjątkiem jest bilans z Jagiellonią, ponieważ jesienią Widzew zwyciężył, a wiosną tylko zremisował.

– W pierwszej połowie Legia zdominowała nas po piętnastej minucie, nie byliśmy w stanie odzyskać kontroli nad meczem. W drugiej części role się odwróciły, to my naciskaliśmy. Obie drużyny stworzyły podobną liczbę sytuacji bramkowych, zawody były wyrównane. Żałujemy ostatnich sytuacji, bo mogło się skończyć historycznie. Trzeba jednak oddać, że Legia także miała swoje okazje i też mogła zdobyć bramkę.

Remis jest sprawiedliwy, ale czujemy lekki niedosyt, bo przyjechaliśmy tu po wygraną. Takie jest zawsze nasze nastawienie. Doceniamy ten punkt, jednak nie możemy się zatrzymać, chcemy iść po kolejne zwycięstwa. Dziękuję naszym kibicom, którzy licznie się tu stawili i nas wspierali – mówił po meczu Janusz Niedźwiedź (źródło: Widzew.com).

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze