Legia pokonała Lechię na stadionie w Gdańsku 3:1. Mimo bardzo słabej pierwszej połowy ekipa prowadzona dziś przez Marka Saganowskiego przybliżyła się do zwycięstwa w lidze, a mecz na Stadionie Energa był dla stołecznej drużyny jak cały sezon w pigułce.
Starcie Lechii Gdańsk z Legią Warszawa nie bez powodu okrzyknięto hitem kolejki. Na Stadionie Energa mierzyły się bowiem dwa zespoły rywalizujące ze sobą o zdobycie tytułu mistrza Polski. Gospodarze podchodzili do spotkania w roli lidera tabeli ze względu na lepszy stosunek goli, przed meczem obie ekipy miały na swoim koncie po 63 punkty.
W tym sezonie Lechia mierzyła się z Legią dwukrotnie. Zarówno w Gdańsku, jak i Warszawie padł bezbramkowy remis. Jednak w sobotni wieczór obie drużyny musiały zaryzykować, jeśli chciały realnie myśleć o zwycięstwie w lidze.
Słaba Legia i oskrzydlona Lechia… ale tylko w pierwszej połowie
Przed meczem trener Piotr Stokowiec postanowił nieco zaskoczyć rywali. W pierwszej jedenastce nie znalazł się bowiem kapitan „Biało-zielonych”, Flavio Paixao. W jego miejsce wystąpił Konrad Michalak. Skrzydłowy Lechii bardzo dobrze zaprezentował się w wygranym spotkaniu w Szczecinie i zasłużył na grę od pierwszych minut. Michalak trafił do Gdańska z Warszawy na zasadzie wymiany piłkarzy między Lechią a Legią. W drugą stronę powędrował Paweł Stolarski, który również znalazł się w pierwszym składzie swojej drużyny. Dla obu był to więc szczególny mecz.
W pierwszej połowie z dużo lepszej strony zaprezentował się piłkarz występujący obecnie w Lechii. Michalak od początku podłączał się do akcji ofensywnych gospodarzy, zwłaszcza w pierwszym kwadransie gry. To właśnie były gracz mistrzów Polski asystował przy bramce Lukasa Haraslina w pierwszej części spotkania.
W pierwszych 45 minutach gry Lechia zdecydowanie zdominowała gości ze stolicy Polski. Nieważne czy grając atakiem pozycyjnym, czy z kontry, podopieczni Piotra Stokowca starali się przedrzeć przez defensywę Legii akcjami swoich skrzydłowych. Głównie Lukas Haraslin sprawiał najwięcej problemów legionistom, często wykorzystując indywidualne błędy Remy’ego czy Stolarskiego. Tylko jeden gol Haraslina w pierwszej połowie był najmniejszym wymiarem kary. Zwłaszcza że już na samym początku spotkania Daniel Stefański powinien wskazać na jedenasty metr. Nie wiedzieć czemu, mimo interwencji VAR-u nie zdecydował się na odgwizdanie rzutu karnego. Legia mogła więc mówić o sporym szczęściu, że do szatni schodziła tylko z jedną bramką straty.
Druga połowa dla Legii jak druga część sezonu, znacznie lepsza
O ile w pierwszej połowie gospodarze starali się kontrolować przebieg spotkania, o tyle w drugiej części meczu oddali inicjatywę. Taki rozwój sytuacji odpowiadał Legii dużo bardziej. Warszawianie w końcu zaczęli stwarzać groźne sytuacje pod bramką Lechii. Na początku drugiej połowy zmienił się nie tylko przebieg gry, ale również i wynik. Gola dla Legii zdobył po świetnym uderzeniu… Paweł Stolarski. Obrońca gości swoim trafieniem zrehabilitował się za wszystkie błędy popełnione w pierwszych 45 minutach. Bramka Stolarskiego była jego pierwszym trafieniem w barwach warszawskiej drużyny.











