Z pewnością nie tak wyobrażaliśmy sobie wtorkowy wieczór. Miało być łatwe zwycięstwo i kolejne trzy punkty w grupie eliminacyjnej do mistrzostw Europy 2024. Tym bardziej że graliśmy z rywalem naprawdę bardzo niskiej jakości. To też potwierdzało się w pierwszej połowie, w której reprezentacja Polski niemiłosiernie przesunęła Mołdawię pod ścianę. Skutek? Dwa gole. Druga część spotkania była jednak zupełnie inna. Na murawę nasi piłkarze wyszli jakby nieobecni. Ospali, wystraszeni i tracący trzy bramki.
Mołdawia dokonała czegoś niemożliwego. Wygrała z reprezentacją Polski mimo tego, że przecież przegrywała do 48. minuty 0:2. Historia rodem z filmu. Dla całego świata romantycznego… Dla nas niestety dramatu.
Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu naprawdę bardzo dobra, a na drugą reprezentacja Polski wyszła chyba najgorzej jak mogła. Naprawdę trudno to wytłumaczyć. A przecież to nie pierwszy raz za kadencji Fernando Santosa. Ponownie drużyna gra bardzo niekonsekwentnie. O tym zjawisku w dalszej części artykułu…
Dwie nierówne połowy
Musimy zacząć ten artykuł od powiedzenia sobie szczerze jednego – reprezentacja Polski zagrała wzorowo w pierwszej połowie. Naprawdę mogli się wtedy podobać. Rozegrali te 45 minut w sposób spokojny i pewny. Dokładnie tak, jak powinien przebiegać każdy mecz ze słabszym rywalem, jakim niewątpliwie była Mołdawia. Dużo akcji, w obronie stabilnie i bez cienia przesady możemy powiedzieć, że mieliśmy zwycięstwo w kieszeni. Taki Robert Lewandowski mógł mieć po pierwszej połowie trzy bramki. Brakowało nam tylko skuteczności, by przypieczętować wynik. To mieliśmy zrobić w drugiej części spotkania.
Jak ona przebiegła? Źle. To nawet mało powiedziane. „Wstyd. Żenada. Kompromitacja. Hańba. Frajerstwo.” Ta już słynna okładka gazety po meczu Polska – Ekwador (0:2) z 2006 roku mogłaby powstać i dzisiaj. Wszystko przez beznadziejny powrót na boisko. „Orły” zagrały na pewno najgorzej za kadencji Fernando Santosa, a wcześniej? Trudno powiedzieć. Patrząc na wszelkie okoliczności, był to jeden z najgorszych meczów reprezentacji Polski w XXI wieku. Wszystko przez 45 minut…











