Nie tak dawno mieliśmy do czynienia z identycznym zestawieniem zespołów. Wtedy był to jednak finał Ligi Mistrzów. Finał, który Bayern wygrał, choć nie bez kłopotów. Wówczas przed spotkaniem liczono na pojedynek tercetu Mbappe – Neymar – Di Maria z tercetem Gnabry – Lewandowski – Coman. Kluczowe okazały się jednak środkowa strefa boiska i wielki Manuel Neuer, który raz po raz utrzymywał Bayern w grze. W pierwszym meczu 1/4 finału LM Lewandowski zagrać nie mógł, zastąpił go Choupo-Moting, w ubiegłym roku broniący barw PSG. Gdyby nie gol Kameruńczyka, paryżan w finale byśmy nie zobaczyli.
Oba zespoły do spotkania podeszły w bardzo osłabionych składach. O nieobecności najlepszego napastnika na świecie już wspomniałem. Niedostatków w składach było jednak zdecydowanie więcej. W Bayernie zagrać nie mogli Gnabry, który rok temu szalał na prawym skrzydle, Costa czy Tolisso. Tych dwóch ostatnich raczej byłoby wchodzącymi z ławki niż piłkarzami pierwszego składu, ale ile mogą znaczyć rezerwowi, pokazał ostatnio Paulo Sousa.
W PSG nieobecności było więcej. Zacznijmy od generała środka boiska Marco Verattiego, dodajmy do niego element, który pozwolił kontrolować środek na Camp Nou, Leandro Paredesa, dwóch podstawowych lewych obrońców: Kurzawę i Bernata oraz podstawowego prawego obrońcę Alessandro Florenziego. Zakończmy na Mauro Icardim. Wielu istotnych nieobecnych. Na boisku na szczęście cała paryska ofensywna moc vs znakomity Manuel Neuer + słaba defensywa Bayernu. Dodatkowo te Flickowskie rekordy…
Różnica tkwi w bramkarzach
O Neuerze napisałem, że może być gwiazdą i nadzieją Bayernu. Okazał się na początku meczu sojusznikiem PSG. Neymar do Mbappe, Francuz strzela na bramkę, właściwie prosto w niemieckiego bramkarza. Neuer powinien to złapać do koszyczka, bo strzał nie był najwyższej klasy. Powinien, ale tego nie zrobił. Piłka odbiła się od rąk golkipera Bayernu i pomiędzy nogami wpadła do bramki. To nie ten Neuer, którego pamiętamy z finału w Lizbonie. Pierwszy bardzo poważny błąd i Mbappe powiększa swój dorobek w Lidze Mistrzów. Warunki na pewno nie pomagały. Padający gęsty śnieg zdecydowanie utrudniał robotę bramkarzom.










