Już dzisiaj Legia Warszawa i Ruch Chorzów wchodzą do gry o fazę grupową mniej prestiżowych europejskich rozgrywek, Ligi Europy. I o ile o nastawienie obu drużyn się nie martwię, o tyle z wynikami mogą być problemy. Mistrz Polski z Aktobe wygrać pozornie musi, Ruch z Metalistem tylko może. Choć „Niebiescy” nie stoją na straconej pozycji.
Legia poleciała do Aktobe w jednym celu. Zniszczyć rywala i udowodnić w Europie, że „Wojskowi” nie będą dawać się ustawiać w szeregu tak jak chcą sobie tego w Nyonie. Zdobycie jak największej ilości punktów do kolejnego rankingu tylko w tym pomoże. Przy Łazienkowskiej liczy się tylko zwycięstwo – idealnie obrazują to wpisy chociażby Kuby Rzeźniczaka, który po przerwie od social-mediów szybko dał o sobie przypomnieć.
To chyba pokazuje idealnie, że warszawianie Aktobe się nie boją. Kara od UEFA zadziałała na nich motywująco. Myślę, że gdyby przyszło im teraz grać nawet z mistrzami najmniejszych europejskich państw, to nastawienie byłoby takie samo: szybki nokaut w pierwszej rundzie i zaproszenie do ringu kolejnego zawodnika. Pocieszające,ale problemem będzie jednak zupełnie co innego. Legionistom przyjdzie grać w diabelnie trudnych warunkach atmosferycznych. Tuż przed godziną piętnastą w kazachskim mieście było koło 40 stopni Celsjusza. Piekło! Tutaj swojej szansy szukać mogą mistrzowie kraju byłego ZSRR. Warszawiacy do takich temperatur i wilgotności (8%) nie są zwyczajnie przystosowani. Mamy do naszych przeciwników szacunek. Aktobe to dobry zespół, doskonale radził sobie w poprzednich rundach eliminacyjnych. Mecz w Kazachstanie na pewno będzie dla nas wyzwaniem – zaznaczył trener Henning Berg.
Pojawia się jeszcze jeden problem. Co z Bartkiem Bereszyńskim? Niektórzy twierdzą, że będzie musiał pauzować tylko w wyjazdowym meczu z Aktobe. Inni dodają, że poczeka do drugiego spotkania fazy grupowej i dopiero wtedy będzie mógł zagrać. Co na to sztab Legii Warszawa? W tym momencie nie wiemy. Zapewne informacje dostaniemy po 90 minutach drugiego meczu, bądź (tfu!) kilka dni później, gdy stosowny komunikat zostanie opublikowany na stronie Europejskiej Federacji Piłkarskiej.
Do Gliwic przyleciał Metalist Charków, który zagra z Ruchem Chorzów. Ihor Rachajew jest pewny swego i zapowiada wygraną. Przyjechaliśmy tu po zwycięstwo. Chcemy ze spokojem awansować do kolejnej rundy – powiedział szkoleniowiec klubu z ogarniętej wojną Ukrainy. „Niebiescy” bardzo szybko dostaną okazję do dania mu prztyczka w nos. Ślązacy zarówno w meczu z Vaduz, jak i Esbjerg nie byli faworytami. Mocno szczęśliwie przebrnęli przez oba dwumecze i teraz nie mają nic do stracenia. Piłkarze zza wschodniej granicy mają nie odstawiać nóg, dlaczego mieliby robić to piłkarze z Cichej?











