Ruszyła piąta kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów. Na otwarcie Spartak Moskwa przegrał z Olympique Marsylią 0:3 (0:1). Bramki zdobyli Valbuena, Remy i Brandao.
Stawką meczu na Łużnikach była bezpośrednia walka o awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Początek pojedynku należał do przyjezdnych z Francji, którzy już w pierwszych sześćdziesięciu sekundach mogli objąć prowadzenie. Po dośrodkowaniu Lucho Gonzaleza z rzutu wolnego piłka trafiła do Valbueny, a ten próbował pięknym uderzeniem w kierunku prawego słupka bramki zdobyć gola. Na jego nieszczęście ta minęła go o kilka centymetrów. Francuzi grali wysokim pressingiem oraz agresywnie, co skutkowało częstymi odbiorami piłki. W defensywie zaś skutecznie zawężali pole gry i znakomicie przewidywali intencje rywali.

Na efekty dobrze zarysowanej przez Didiera Deschampsa taktyki nie trzeba było długo czekać, bo w 18. minucie goście wyszli na prowadzenie. Wydawało się, że dośrodkowanie Remy’ego z prawego skrzydła nie znajdzie adresata, jednak futbolówka dotarła na lewą stronę do Heinze. Argentyńczyk odegrał ją z pierwszej piłki do będącego w polu karnym Valbueny, ten przyjął ją, obrócił się i oddał piękny strzał w okienko.
Spartak po stracie bramki nie miał pomysłu na sforsowanie dobrze zorganizowanej defensywy rywali. Swoją frustrację niemożnością szybkiego odrobienia strat gracze z Moskwy wyładowywali na przeciwnikach, często ich faulując. Dopiero po upływie pół godziny gry podopieczni Walerego Karpina zaczęli dominować na boisku. W 31. minucie Rosjanie przeprowadzili błyskawiczną kontrę, ale gdy Kombarow miał już posłać piłkę do niepilnowanego w polu karnym Wellitona, akcję przerwał Mbia.
Końcówka pierwszej połowy to pokaz skutecznej gry defensywnej obu ekip. W ekwilibrystyczny sposób w okolicach własnej bramki interweniowali między innymi Diawara i Pareja. W 39. minucie Welliton, ograł dwóch rywali, wyłożył futbolówkę Ariemu, ale ten został skutecznie powstrzymany przez Mbię. W 45. minucie Makiejew został posłany w bój na prawym skrzydle, zagrał wzdłuż bramki w kierunku wbiegających kolegów, ale piłkę po drodze podbił Mandanda i nie znalazła ona adresata.
Po powrocie z szatni gospodarze od razu zabrali się do pracy. Kombarow dośrodkował piłkę pole karne, ale dobrze na przedpolu interweniował Mandanda. Golkiper Marsylii ponownie skutecznie wyłapał ją w 52. minucie po centrze z rzutu rożnego McGeady’ego, uprzedzając składającego się do uderzenia Stranzla. Więcej z gry miał Spartak, ale to Marsylia powiększyła swój dorobek bramkowy. W 55. minucie Brandao podał do Remy’ego, a ten skiksował, próbując uderzenia, ale wynikł z tego świetny zwód. Futbolówka przeleciała nad głową Stranzla, a Remy, nie mając przy sobie już obrońcy, strzelił z 16. metra. Piłka odbiła się jeszcze od dwóch słupków i wpadła do sieci.










