Na Stade Velodrome wyszły dwie silne jedenastki Marsylii i Borussii Dortmund, a wśród nich dwóch Polaków. Przeszkoda, jaką byli wicemistrzowie Francji, okazała się jednak zbyt wysoka dla BVB i z bagażem trzech bramek muszą powrócić do Zagłębia Ruhry. Gole dla zwycięzców strzelali: Andre Ayew dwa razy i Loic Remy.
Słabo spisująca się w lidze Marsylia, lecz przyzwoicie grająca w pucharach europejskich (cenne zwycięstwo w Pireusie) musiała zmierzyć się ze zdecydowanie lepszym rywalem niż Grecy. Do Prowansji przybył mistrz Niemiec z trzema Polakami w składzie, który już w meczu z Arsenalem Londyn pokazał, iż z każdym będzie chciała grać o trzy punkty. Pełna rewelacyjnej młodzieży Borussia przyjechała na południe Francji rozprawić się z bardzo doświadczonym składem, który jednak w tegorocznych rozgrywkach wciąż poszukuje pewności siebie. W podstawowej jedenastce BVB znaleźli się Łukasz Piszczek na prawej obronie i Robert Lewandowski na szpicy. W odwodzie został trzeci z kadrowiczów Franciszka Smudy, Kuba Błaszczykowski.

Pierwsze zagrożenie w meczu stworzyli, chyba zgodnie z przewidywaniami, marsylczycy. Bliski zaliczenia asysty był bardzo aktywny od pierwszych minut Mathieu Valbuena. Najpierw z dobrego dośrodkowania nie skorzystał Lucho Gonzalez, który nie trafił w piłkę, a chwilę później, gdy francuski skrzydłowy wznawiał grę z narożnika boiska, niecelny strzał głową oddał drugi skrzydłowy, Andre Ayew.
Borussia poważniej odpowiedziała dopiero w 19. minucie, gdy świetną piłkę za linię obrony otrzymał Mario Goetze. Futbolówkę przyjął sobie idealnie na klatkę, nawinął obrońcę i gdyby Steve Mandanda nie wyciągnął się cały, to wynik uległby zmianie. Piłka odbiła się jednak od nóg reprezentanta Francji i wyszła w pole. Przy dobitce Goetzego golkiper ponownie zachował się wzorowo i wyłapał strzał Niemca.
Riposta wicemistrzów Francji była jednak zabójcza. Jedna szybka akcja zainicjowana przez Lucho Gonzaleza przyniosła gospodarzom prowadzenie. Kluczowy w niej okazał się błąd Nevena Suboticia, który poślizgnął się na murawie, czym zmusił Piszczka do asekuracji. Z tego też powodu Polak nie zdążył do Ayewa, który otrzymał podanie od Loica Remy’ego i Ghańczyk plasowanym strzałem trafił tuż przy słupku, nie dając szans Wiedenfellerowi.
Podrażnieni goście ruszyli do ataku. To oni dłużej utrzymywali się przy piłce, prowadzili grę pozycyjną, a marsylczycy próbowali wyprowadzać szybkie kontry. Nie miały one jednak sensu, gdyż zaangażowani byli w nie zaledwie trzej zawodnicy, a defensywa BVB bardzo szybko była w stanie ustawić swoje szyki. Bliżsi zmiany wyniku zdecydowanie byli podopieczni Didiera Deschampsa. Swoje fantastyczne umiejętności indywidualne na lewym skrzydle zaprezentował Ayew, pozostawiając w tyle trzech przeciwników. Jego dogranie nie znalazło co prawda adresata, ale za chwilę przy piłce znalazł się Valbuena, który odegrał do reprezentanta Ghany, a ten uderzył bardzo podobnie jak przy sytuacji bramkowej, lecz tym razem bez zarzutu spisał się Roman Weidenfeller.










