„To był jego błąd, jego agentów i na końcu Ruchu, który tak potrzebował pieniędzy, że każda złotówka więcej decydowała” – tak skomentował transfer Stępińskiego do FC Nantes współwłaściciel Legii, Dariusz Mioduski, podczas ostatniego emitowanego odcinka (20) „Stan Futbolu” na Eleven Sports. Mariusz Stępiński po udanym sezonie 2015/2016 w Ruchu Chorzów, przeniósł się do 14. zespołu poprzedniego sezonu we Francji, zamiast wybrać obecnego mistrza Polski. Czy reprezentant Polski, wybierając francuski zespół, myślał wyłącznie o pieniądzach, czy jednak bardziej liczył na możliwość rozwoju?
Mariusz Stępiński swoją przygodę zaczynał w małych klubach. Prawdziwą szansę dostał od trenera Radosława Mroczkowskiego w Widzewie. W łódzkim zespole zadebiutował w 2011 roku, wtedy został najmłodszym piłkarzem, który zagrał w ekstraklasie dla tego klubu. W drugim roku grał już regularnie i strzelił pięć bramek. Był określany mianem nowego Lubańskiego, a pozyskaniem zawodnika była zainteresowana Legia Warszawa. Jednak kiedy wygasła jego umowa, zdecydował się przyjąć propozycję 1. FC Nürnberg, w którym nie udało mu się zadebiutować w pierwszym zespole. Po upływie roku, kiedy rozegrał kilkanaście spotkań w drugiej drużynie, zdecydował się na wypożyczenie do Wisły Kraków. W Krakowie rzadko kiedy zaczynał od pierwszej minuty, ale w większości spotkań dostawał szansę jako rezerwowy. W lipcu 2015 roku, po powrocie do Niemiec, Stępiński został wykupiony przez Ruch Chorzów (według Transfermarkt.pl za 100 tysięcy euro). Sezon 2015/2016 okazał się dla niego niezwykle udany – strzelił 15 bramek w ekstraklasie i pojechał na Euro 2016 – co zaowocowało ofertami m.in. ponownie z Legii i FC Nantes. Ostatecznie przeniósł się do Francji (według Transfermarkt.pl za dwa miliony euro).
Pierwszy wyjazd zagranicę i pobyt w Wiśle …
FC Nürnberg, występujący obecnie w 2.Bundeslidze, w sezonie 2013/2014 grał w najwyższej klasie rozgrywkowej i walczył o utrzymanie. W momencie transferu ówczesny dyrektor sportowy, Martin Bader, zapewniał, że Mariusz Stępiński był obserwowany już dłuższy czas i bardzo liczą na Polaka. Sam bohater był świadomy możliwości wyjazdu do Niemiec już kilka miesięcy wcześniej. Piłkarz podczas rocznego obecności w Norymberdze kończył ostatnią klasę liceum przez Internet, a poza tym miał trzy, cztery razy w tygodniu dodatkowe zajęcia z języka niemieckiego. Dopiero po pół roku spędzonym w Bawarii 18-latek uczestniczył w akcjach dla kibiców i nie miał większych problemów językowych. Jeśli chodzi o sprawy sportowe, nie wyglądało to tak, jak zaplanował sam piłkarz. Podczas pierwszych treningów i obozu przekonał się, że są one bardzo wymagające pod względem fizycznym. Co więcej, jak Stępiński podkreślał w wywiadach dla oficjalnych stron klubowych Wisły i Ruchu już po odejściu, większa część treningów była wykonywana z piłkami, a treningi kondycyjne nie polegały na bieganiu dookoła boiska czy w terenie. Potwierdzał, że praca przed i po zajęciach jest ważna i doceniana przez trenerów, choć w Niemczech nie było tego jeszcze widać.
W innych wywiadach zobrazował poziom treningów, nawiązując do sezonu 2014/2015, gdy mieszkał w Krakowie, już nie miał problemów z wytrzymaniem okresów przygotowawczych u Franciszka Smudy. Choć wielu piłkarzy niejednokrotnie wypominało mu za ciężkie treningi, na przykład gdy był selekcjonerem reprezentacji Polski i przygotowywał reprezentantów do Euro 2012. Przykładowo w analizach przeprowadzanych w programie „Laboratorium Pro” w Canal+Sport eksperci wymieniali przemęczenie naszego zespołu jako jedną z przyczyn niepowodzenia w turnieju. Mariusz Stępiński nie miał zaufania ani u popularnego „Franza”, ani u ego następcy – Kazimierza Moskala. Obaj trenerzy ustawiali go na boku pomocy, a nie w roli „dziewiątki”, gdzie, jak sam podkreślał, czuł się najlepiej. Nawet w przypadku nieobecności jedynego napastnika, Pawła Brożka, stawiano na Rafała Boguskiego zamiast popularnego „Stempla”.












