Puszcza Niepołomice wiosnę rozpoczyna w wybornym nastroju. Klub zajmuje 2. miejsce w tabeli Fortuna 1. Ligi, w bieżącym roku obchodzi jubileusz 100-lecia istnienia i oficjalnie można mówić, że walczy o ekstraklasę. O tym wszystkim opowiedział nam prezes Marek Bartoszek.
W Fortuna 1. Lidze jesienią z imponującej strony zaprezentowała się niepołomicka Puszcza – 2. miejsce, 34 zdobyte punkty i bardzo dobry bilans bramkowy. Drużyna prowadzona przez trenera Tułacza zachwyciła wszystkich i w klubie nie zamierzają na tym poprzestać. Dodatkowo 2023 rok to okrągła rocznica – 100-lecie istnienia, którego idealnym zwieńczeniem byłby awans do ekstraklasy. Dużo się dzieje, marzenia można zamienić już w plany i dążyć do ich realizacji, o czym opowiedział nam prezes Marek Bartoszek.
***
Panie Prezesie, można już mówić, że o ekstraklasę walczycie oficjalnie?
Oficjalnie o ekstraklasę przed sezonem walczy 18 zespołów będących w I lidze (śmiech), ale oczywiście wiem, co ma pan na myśli. Odpowiadając już na poważnie – będąc na 2. miejscu w lidze, trzeba skorzystać z okazji, którą zespół wypracował świetną postawą jesienią. Przed nami rok stulecia. Będziemy starać się osiągnąć historyczny sukces, a przypominam, nasze najwyższe miejsce w I lidze to jak do tej pory 8. lokata.
Jak ocenia Pan jesień w Waszym wykonaniu? Jest chyba dobrze.
Jesień była rewelacyjna i historyczna, najlepsza jak dotąd. Nawet awansując do I ligi, nie zimowaliśmy tak wysoko. W dużej mierze to też skutek pozytywnego zakończenia poprzedniego sezonu, kiedy to udanie udało nam się utrzymać ligę. Drużyna się scementowała i mieliśmy tego efekt jesienią. Liczymy, że uda się to podtrzymać na wiosnę, choć łatwo nie będzie.
Jak wiadomo, Fortuna 1. Liga to rozgrywki nieobliczalne, ale Puszcza jest najrówniej grającą w nich drużyną. Jak udało się to osiągnąć?
Przede wszystkim do maksimum wykorzystaliśmy efekt własnego boiska, na którym nie przegraliśmy. Ważne w naszych poczynaniach jest również to, że mimo iż w wielu meczach musieliśmy gonić wynik, to kilka razy udało się nie tylko zremisować, ale wygrać mimo początkowego prowadzenia rywala. To pewnie efekt dobrego nastawienia zespołu, który walczy do końca, ale i świetnego przygotowania motorycznego, bo zdecydowanie – jak choćby w Łęcznej – końcówki meczów należały do nas.










