Cztery punkty – tyle wynosi przewaga pierwszej w tabeli Pogoni Szczecin na półmetku I ligi. „Portowcy” pod wodzą Marcina Sasala pewnie zmierzają po awans do ekstraklasy, a my postanowiliśmy zapytać szkoleniowca, jak ocenia zakończoną już rundę jesienną.
Jak Pan ocenia rundę jesienną I ligi?
Przede wszystkim po moim powrocie do I ligi widzę, że poziom jest wyższy. Więcej jest także spotkań wyrównanych.
A kto najbardziej rozczarował w tej rundzie?
Warta Poznań jest chyba największym rozczarowaniem. Przed sezonem zapowiadano tam walkę o ekstraklasę, a na razie została im tylko matematyka. Ten zespół bardzo dobrze wygląda na papierze, ale gorzej było już w trakcie rozgrywek.
Było o rozczarowaniach, to teraz pytanie o pozytywne zaskoczenia. Przy okazji, czy nie jest dla Pana niespodzianką postawa dwóch drużyn, Niecieczy, która tamten sezon kończyła w dole tabeli, a teraz jest wiceliderem, oraz beniaminka I ligi, Zawiszy Bydgoszcz, które ex aequo zajmują drugie miejsce?
Jeszcze przed rozpoczęciem rundy można było zauważyć, jak te zespoły zmieniły się personalnie. Nieciecza zrobiła poważne zakupy i postawiła na zawodników z przeszłością w ekstraklasie, natomiast Zawisza poszła w drugą stronę i znaleźli się w niej „młodzi gniewni”, którzy nie sprawdzili się w innych klubach.
Wielu zastanawia się nad poziomem I ligi. A jak to wygląda z Pana perspektywy? Mamy chociażby przykład beniaminka ekstraklasy, Podbeskidzia, które w tym sezonie wygrywało już z Legią i Wisłą, a także urwało punkty Lechowi. Czy to oznacza, że poziom I ligi podnosi się?
Fachowcy, którzy to analizują, muszą się zastanowić, czy to poziom I ligi tak się podniósł, czy poziom ekstraklasy spadł. Moim zdaniem oba te czynniki zostały spełnione. Poziom I ligi faktycznie się podniósł, ale nie dlatego, że wyszkoliliśmy nagle rzesze młodych zawodników, tylko wielu graczy z ekstraklasy znalazło zatrudnienie w I lidze. Tymczasem do ekstraklasy trafiło wielu zagranicznych, przeciętnych piłkarzy.
Porozmawialiśmy o lidze, to teraz chciałbym zapytać o Pana zespół. Jaka to była runda w wykonaniu Pogoni Szczecin? Co było in plus, a co stanowiło problem?
Jeśli chodzi o minusy, to wszyscy je wytykają, tak jakbyśmy byli ich mniej świadomi. Myślę, że ważnym momentem było, kiedy osiem punktów straty odrobiliśmy w tydzień. Liczy się efekt końcowy, a my tę końcówkę mieliśmy niezłą, podczas gdy inne zespoły dryfowały. Plusem jest, że dobrą formę utrzymaliśmy przez długi czas. Problem stanowiły jednak spotkania na wyjeździe, w których się męczyliśmy.
Przyczyna?
Przede wszystkim zespół bardzo się zmienił. Doszło sporo nowych zawodników i potrzebny był czas, żeby się zgrać. W Szczecinie było nam łatwiej i graliśmy atakiem pozycyjnym. Nie bez znaczenia są dalekie wyjazdy. Pierwszy raz byłem w takiej sytuacji, gdy na mecz jedzie się dziewięć, dziesięć, dwanaście godzin i tyle samo wraca. Zespoły, które grały z nami na swoim terenie, zagęszczały środek pola i kiedy traciliśmy bramkę, to już nie udawało nam się wygrać na wyjeździe. Przed długi czas to był nasz problem. To wszystko się nałożyło na siebie. Faktycznie, można było lepiej punktować, ale wynik nie jest najgorszy w lidze.










