Liga Mistrzów wróciła po ponaddwumiesięcznym okresie wegetacji. W Mediolanie miejscowy AC Milan poległ 2:3, w Lyonie natomiast gospodarze pokonali „Królewskich” z Madrytu 1:0.
AC Milan – Manchester United
AC Milan i Manchester United to od wielu lat uznane, europejskie marki. Dzisiejszego wieczoru to właśnie te ekipy stoczyły bój w pierwszym meczu 1/8 Ligi Mistrzów. Przed meczem na stadionie Giuseppe Meazza faworytem wydawali się goście. Na papierze to oni dysponowali lepszym składem i lepszą formą.

Największym osłabieniem ekipy Alexa Fergusona był brak serbskiego obrońcy – Nemanji Vidicia, który jeszcze w bieżącym roku, z powodu kontuzji nie „powąchał” murawy. Innym ważnym ogniwem „Czerwonych Diabłów”, którego zabrakło, był Ryan Giggs, który w ostatnim meczu złamał rękę. Szkoleniowiec angielskiej ekipy nie mógł brać również pod uwagę partnera Walijczyka z linii pomocy, Andersona.
Co do podopiecznych brazylijskiego trenera, Leonardo, to najwięcej uwagi poświęca się Davidowi Beckhamowi. Dla angielskiego pomocnika wypożyczonego z LA Galaxy rewanżowy mecz będzie powrotem na Old Trafford, które opuścił w 2003 roku na rzecz Realu Madryt. Przed meczem kilkoro z graczy United bardzo pozytywnie wypowiedziało się na temat byłego kolegi.
Spotkanie zaczęło się sensacyjnie. Już w trzeciej minucie świetne podanie wspomnianego na wstępie Beckhama wykończył Brazylijczyk Ronaldinho i zrobiło się 1:0. Szał radości na trybunach był zapewne słyszalny w sporej odległości od stadionu. „Rossoneri” wcale nie zamierzali zwalniać tempa, już cztery minuty później były pomocnik Barcelony znów stworzył sobie dobrą okazję, jednak nie zdołał jej zakończyć bramką. Milan dalej był stroną przeważającą, co zaowocowało niecelnym strzałem Atoniniego. Fani Manchesteru na pierwszą okazję swojego zespołu musieli czekać aż do 19. minuty, jednak Wayne Rooney nie uciszył mediolańskiej publiczności.
W kolejnych fragmentach mecz się uspokoił, a następną sytuację strzelecką kibice zobaczyli w 36. minucie. Dobre podanie Darrena Fletchera przejął Paul Scholes i rudowłosy Anglik wyrównał wynik spotkania. Włosi jeszcze próbowali odzyskać prowadzenie, jednak strzał Ronaldinho zatrzymał Van der Sar. Patowy rezultat utrzymał się do końca pierwszej połowy. Od początku drugiej części gry to znów Milan rzucił się Manchesterowi do gardła, jednak dalej nic konkretnego z tego nie wychodziło, ani Pato, ani Pirlo nie znaleźli sposobu na pokonanie holenderskiego bramkarza rywali.
Przełomowym momentem była 66. minuta. Wayne Rooney zdobył bramkę, asystował Antonio Valencia. Z przebiegu spotkania był to gol raczej niezasłużony, ale jak mówi stare, piłkarskie przysłowie: niewykorzystane sytuacje się mszczą. Niedługo później, w 74. minucie, rywali dobił ten sam napastnik. To nie był jednak koniec emocji. W 84. minucie, po jednym ze zrywów Milanu gola zdobył holenderski pomocnik, Clarence Seedorf. Wynik 2:3 utrzymał się do końca.









