Manchester United pokonuje na własnym boisku West Ham. „Czerwone Diabły” pokonały londyńczyków 1:0 po bramce Marcusa Rashforda. Co w drużynie z Manchesteru było do poprawy? Co dobrze funkcjonowało? A co warto docenić w przegranej ekipie? Zapraszamy do przemyśleń po tym spotkaniu.
Śmierdziało remisem
Chociaż w przekroju całego spotkania powinniśmy powiedzieć, że Manchester United zasłużył na zwycięstwo, to w końcówce meczu stracił nad nim kontrolę. West Ham dochodził do zdecydowanie zbyt dużej liczby okazji, a trzy punkty kilkukrotnie ratował David de Gea oraz… Harry Maguire.
W kontekście tego meczu widzowie na pewno zapamiętają sytuację, w której Benrahma przedzierał się przez defensywę United, gdy powstrzymał go Harry Maguire, a bezpańska piłka trafiła pod nogi Declana Rice’a. Ten huknął bez przyjęcia, a świetną interwencją popisał się hiszpański golkiper. Było to w okolicy 90. minuty meczu.
Marcus Rashford
W pierwszej połowie, konkretniej w 38. minucie, jedyną bramkę w tym meczu zdobył Marcus Rashford. Poradził sobie ze słabo kryjącym Kehrerem i wpakował piłkę do siatki głową po świetnym dośrodkowaniu Eriksena. W ten sposób 25-letni Anglik sprawił sobie świetny prezent urodzinowy, bo urodziny obchodzi dzień po meczu. Właściwie bardzo ważne jest, by podkreślić, że była to też jego setna bramka w barwach Manchesteru United. Tym samym Rashford stał się 22. piłkarzem w historii „Czerwonych Diabłów”, który strzelił dla nich minimum 100 goli.
Nie jest jednak tak kolorowo. Rashforda ominęło wrześniowe zgrupowanie kadry. W Premier League jest jednak pierwszym zawodnikiem swojej drużyny, a w poprzednim sezonie było z tym różnie. Wiadomo, Anglikowi przytrafiały się kontuzje, ale mimo wszystko w tej kampanii rozegrał już prawie tyle minut co w poprzedniej, jeżeli uwzględnimy tylko ligę.












