Manchester United wygrał dziś na Old Trafford z mistrzem Francji, Olympique Marsylią 2:1 i tym samym jako drugi angielski klub awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Ich rywale zagrali jednak bardzo dobre spotkanie, czasem nawet dominując nad wielkim MU.
Od samego początku meczu zaatakowali gospodarze, którzy wykazali się świetną skutecznością. Już w 5. minucie w pierwszej podbramkowej sytuacji Manchesteru padła bramka. Na lewe skrzydło świetną długą piłkę od Wayne’a Rooneya otrzymał Ryan Giggs, Walijczyk oddał ją wbiegającemu w pole karne napastnikowi, a ten posłał piłkę wzdłuż linii bramkowej wprost na nogę Javiera Hernandeza, który z najbliższej odległości strzelił do pustej siatki. Wiadomo już wtedy było, że mecz zakończy się w regulaminowych 90 minutach.

Stroną dominującą były „Czerwone Diabły”, ale Marsylia, która dziś ustawiona bardzo ofensywnie przez Didiera Deschampsa, nie chciała pozostać dłużna. Cztery minuty po stracie bramki wyśmienitą okazję na wyrównanie miał środkowy napastnik „Les Phoceens”, Andre-Pierre Gignac. Były gracz Tuluzy otrzymał cudowne podanie piętką za linię obrony od najlepszego w ostatnich meczach marsylczyka, Andre Ayew. Jednak tak dogodna sytuacja przerosła zawodnika gości, który uderzył fatalnie wewnętrzną częścią stopy z półwoleja i przerzucił futbolówkę nad bramką Edwina van der Sara.
Statystyka posiadania piłki zdecydowanie wskazywała na MU, ale z każdą minutą mecz nabierał tempa w obie strony, stając się coraz bardziej otwartym. Klarownych sytuacji jednak brakowało. O poprawę tej statystyki postarał się golkiper OM, Steve Mandanda, który podarował prezent powracającemu po kontuzji Naniemu, wybijając piłkę pod nogi Portugalczyka. Nani ruszył w stronę szesnastki, wypuścił na prawym skrzydle Rooneya, lecz dośrodkowanie Anglika przeciął środkowy obrońca OM, Souleymane Diawara.
Defensor Marsylii niedługo później, bo w 36. minucie mógł zostać bohaterem gości. Wtedy to francuscy piłkarze krótko rozegrali rzut rożny, nisko dośrodkował z lewej strony Taye Taiwo, a Diawara idealnie wbiegł w „szesnastkę”, kontrując piłkę. Pomylił się jednak minimalnie. Na kilka minut przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę każdy z golkiperów popisać się musiał swoim warsztatem piłkarskim. Najpierw z dystansu uderzał Benoit Cheyrou, piłka leciała tuż pod poprzeczkę, ale holenderskiemu bramkarzowi Manchesteru posłużył własny wzrost i z łatwością wyłapał ten strzał.
Gospodarze odpowiedzieli natychmiast kontrą, zakończoną indywidualną akcją Rooneya, który oddał jednak zbyt lekki strzał, jak na tak wyśmienitego bramkarza, jakim jest Mandanda. Trzeba przyznać, że im bliżej było przerwy, tym lepsze okazje mieli przyjezdni. O włos od wyrównania był Loic Remy, gdy uderzał w stronę bramki po bardzo niefortunnym wybiciu defensora „Czerwonych Diabłów”. Gdyby piłka leciała w stronę bramki, van der Sar prawdopodobnie nie zdążyłby zareagować, ale poleciała ona ponad poprzeczką.











