Odmienne nastroje w Manchesterze


Wysokie zwycięstwa City i Watfordu oraz blamaż United

19 sierpnia 2018 Odmienne nastroje w Manchesterze

Niedzielne spotkania drugiej kolejki Premier League nie zawiodły. Manchester City, demolując Huddersfield Town, potwierdził mistrzowskie aspiracje. Dużo gorzej zaprezentowali się lokalni rywale zespołu Pepa Guardioli – United. Podopieczni Jose Mourinho skompromitowali się na Falmer Stadium. Cenne zwycięstwo zanotował Watford.


Udostępnij na Udostępnij na

Niedzielne spotkania drugiej kolejki Premier League obfitowały w bramki i pogromy. Manchester City po raz pierwszy w obecnym sezonie zademonstrował pokaz siły. Świetnie zaprezentowali się również gracze Watfordu, pozytywnie zaskakując na początku bieżącej kampanii. Niespodziewaną porażkę zanotował Manchester United.

Manchester City demoluje i wrzuca drugi bieg

Kontuzja kolana lidera Manchesteru City, Kevina de Bruyne’a, wywołała falę spekulacji dotyczących możliwości zespołu Pepa Guardioli bez utalentowanego Belga w składzie. Eksperci ponownie rozpoczęli debatę na temat szans „The Citizens” na obronę mistrzostwa Anglii, a trzymiesięczna absencja brązowego medalisty mistrzostw świata całkowicie zepchnęła na margines niedzielny pojedynek Manchesteru City z Huddersfield Town.

Zawodnicy Pepa Guardioli jakby niezrażeni utratą Kevina de Bruyne’a od samego początku spotkania zdominowali rywala. Worek z bramkami mógł rozwiązać się już 150 sekund po pierwszym gwizdku. Steve Mounie w zamieszaniu pod własną bramką skiksował tak fatalnie, że piłka trafiła w poprzeczkę. Błąd napastnika „The Terriers” dodał jeszcze większego animuszu atakom zespołu z Etihad Stadium. Dosłownie chwilę później wyśmienitej sytuacji nie wykorzystał Sergio Aguero, strzelając wprost w Bena Hamera. Ten pojedynek golkiper gości jeszcze wygrał, jednak dwadzieścia minut później lepszy okazał się już argentyński snajper.

Po długim wykopie Edersona z autu bramkowego Sergio Aguero przyjął piłkę tuż przed polem karnym rywali. Następnie w asyście jednego z obrońców Huddersfield Town przelobował Bena Hamera, który nie wiedzieć czemu wyszedł aż na piętnasty metr przed własną bramką.

City poczuło krew, a zraniony zespół „The Terriers” nadal chował się za podwójną gardą. To nie pomogło, gdyż sześć minut po golu Sergio Aguero prowadzenie Manchesteru City po ładnej dwójkowej akcji podwyższył Gabriel Jesus. Objęcie dwubramkowego prowadzenia nie nasyciło zawodników Pepa Guardioli. Kolejną bramkę dołożył Sergio Aguero, ponownie wykorzystując błąd Bena Hamera. Tym razem golkiper Huddersfield Town wypuścił piłkę z rąk po dośrodkowaniu Benjamina Mendy’ego, co wykorzystał Argentyńczyk.

Wysokie prowadzenie na tyle zrelaksowało Pepa Guardiolę, że szkoleniowiec rozsiadł się wygodnie na jednym z foteli przeznaczonych dla sztabu szkoleniowego. Zrelaksowani poczuli się chyba także zawodnicy Manchesteru City, gdyż tuż przed przerwą w zamieszaniu podbramkowym nie upilnowali Jona Gorenca-Stankovicia, który strzałem z bliskiej odległości pokonał Edersona.

Stracona bramka nie podcięła skrzydeł zawodnikom Pepa Guadioli. Wręcz przeciwnie – skłoniła do kolejnych ataków. Tuż po przerwie czwartą bramkę dla „The Citizens” dołożył fantastycznym strzałem w okienko z rzutu wolnego David Silva.

Wysokie prowadzenie, które praktycznie przesądziło o losach meczu, spowodowało, że tempo spotkania znacznie spadło. Przede wszystkim z powodu już mniej intensywnych ataków „The Citizens”. To niższe tempo i tak było za wysokie dla graczy Huddersfield Town. Kwadrans przed końcem po raz kolejny zawodnikom Davida Wagnera nie udało się zatrzymać świetnie dysponowanego Benjamina Mendy’ego. Po dośrodkowaniu Francuza piłkę z kilku metrów w bramce umieścił Sergio Aguero, kompletując hat-tricka. Tym samym Argentyńczyk pokazał, że w obecnym sezonie będzie jednym z głównych kandydatów do zdobycia korony króla strzelców.

Zejście z boiska Sergio Aguero nie zakończyło gehenny zawodników Huddersfield Town. Leroy Sane, który zastąpił Argentyńczyka po szybkiej, dwójkowej akcji znalazł się w świetnej sytuacji. Piłkę po strzale Niemca z bliskiej odległości tak niefortunnie odbił jednak Ben Hammer, że trafiła Terence’a Kongolo i wtoczyła się do bramki.

Manchester City, demolując Huddersfield Town, pokazał, że nawet w obliczu absencji najlepszego zawodnika posiada niesamowicie silny zespół. „The Citizens” jak na razie wydają się murowanym faworytem do tytułu. „The Terriers” osiadają natomiast na dnie tabeli bez zdobyczy punktowej i z bilansem bramkowym 1-9. Pamiętać jednak trzeba, że zespół Davida Wagnera mierzył się dotąd wyłącznie z zespołami czołowej szóstki.

Kolejna ofiara „The Hornets”

Po zwycięstwie Watfordu z Brighton & Hove Albion pojawiły się coraz liczniejsze głosy, że strata Richarlisona na rzecz Evertonu wcale nie musi osłabić zespołu Javiego Gracii. „The Hornets” przed sezonem po cichu mówili o miejscu w górnej połowie tabeli. Dotychczasowa dyspozycja Watfordu daje ku temu podstawy, co zawodnicy z Vicarage Road udowodnili w spotkaniu przeciwko Burnley.

Już w trzeciej minucie szybką kombinacyjną akcję „The Hornets” na bramkę strzałem z woleja zamienił Andre Gray. Piękną asystę przy golu Anglika zanotował Troy Deeney, wrzucając piłkę idealnie na nogę napastnika Watfordu.

Burnley odpowiedziało praktycznie od razu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył James Tarkowski, wyrównując stan rywalizacji. W dużej mierze do zdobytej bramki przyczynił się inny defensor Burnley, Stephen Ward. Irlandczyk umiejętnie przyblokował próbującego interweniować Bena Fostera, co znacznie ułatwiło oddanie strzału Jamesowi Tarkowskiemu.

Gospodarze próbowali pójść za ciosem, jednak bez skutku. Skutecznie interweniował Ben Foster albo gracze Seana Dyche oddawali niecelne strzały. To, co nie udało się Burnley, powiodło się zawodnikom Watfordu. Tuż po przerwie otwierające drogę do bramki podanie Abdoulaye’a Doucoure’a na gola zamienił Troy Deeney. Kilka minut później zespół gospodarzy strzałem z dystansu dobił Will Hughes.

Watford zaskakująco dobrze prezentuje się na początku obecnego sezonu. „The Hornets” grają ładnie, szybko i przede wszystkim skutecznie. Natomiast zespół Seana Dyche’a pokazał, że Burnley nie do końca znalazło receptę, jak połączyć grę w europejskich pucharach z tą na krajowym podwórku.

Trzy minuty, które wstrząsnęły United  

Choć w pierwszej kolejce zespół Manchesteru United nie zachwycił, to ostatecznie zdobył trzy punkty w domowej potyczce przeciwko Leicester City. Nieprzyjemną dla oka grę oraz defensywną taktykę po raz kolejny zasłoniło zwycięstwo drużyny Jose Mourinho. Wyjazdowy mecz z Brighton & Hove Albion, czyli rywalem o wiele niżej notowanym, wymusił jednak na graczach Manchesteru United atak pozycyjny. I tu zaczęły się problemy.

Podopieczni Jose Mourinho przez długi okres nie potrafili znaleźć recepty na dobrze zorganizowaną defensywę rywali, co w końcu wykorzystali gospodarze. Gracze Brighton & Hove Albion umiejętnie przesuwali się po boisku, nierzadko stosując także agresywny pressing. To przyniosło efekty. Po szybkiej kontrze Solly March dośrodkował w pole karne, a piłkę precyzyjnym strzałem do bramki Davida de Gei skierował Glenn Murray.

Na Falmer Stadium zapachniało niespodzianką. Tym intensywniej, że już trzy minuty później podopieczni Chrisa Hughtona podwyższyli prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka ostatecznie trafiła pod nogi Lewisa Dunka, który strzałem z bliskiej odległości umieścił piłkę w bramce rywali.

Dziesięć minut później trybuny ucichły za sprawą sytuacyjnego strzału Romelu Lukaku i kontaktowej bramce Manchesteru United. Gdy wydawało się, że podopieczni Jose Mourinho wracają do gry, Eric Bailly sfaulował wbiegającego w pole karne Pascala Grossa. Arbiter główny spotkania, Kevin Friend, wskazał na jedenasty metr, a rzut karny na bramkę zamienił sam poszkodowany.

Druga odsłona spotkania przebiegła pod znakiem nieudolnych prób odwrócenia losów meczu ze strony graczy Manchesteru United. Dopiero w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry kontaktową bramkę z rzutu karnego zdobył Paul Pogba. Na więcej gościom nie starczyło czasu. Zespół Chrisa Hughtona odniósł niezwykle cenne zwycięstwo. Szczególnie, że w kolejnej serii spotkań Brighton & Hove Albion czeka bardzo trudny wyjazd do Liverpoolu na Anfield Road.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Możesz zalogować się swoim kontem FB, Twitter lub pisać jako gość.

Najnowsze