W Premier League nigdy nic nie jest oczywiste. Przedsezonowe prognozy jasno stawiały City w gronie faworytów, ale tajemnicą nie jest, że w kolejce zawsze ustawia się kilku solidnych zawodników. Tym razem bez niespodzianek. Manchester City mistrzem Anglii
„Miłość w Manchesterze”
Premier League, jaką znamy, powstała niedawno. 1992/1993 był pierwszym sezonem po kompletnej reformie. Podczas 26 kampanii tylko (albo aż) sześć drużyn zdołało cieszyć się z najwyższego miejsca na podium. Ewidentnym liderem tej klasyfikacji jest Manchester United, którego przedstawiać nie trzeba. Podobnie miłości „Niebieskich” i „Czerwonych”. Drużyna prowadzona przez sir Aleksa Fergusona po tytuł mistrzowski sięgała aż 13-krotnie i właśnie ta jedynka z przodu jest największym kompleksem „The Citizens”.
Są rzeczy, o których w towarzystwie się nie mówi. Szczególnie tak wyborowym. Przed sezonem głośno było o tym, że szejkowie z Manchesteru są głodni europejskich trofeów. Co prawda ćwierćfinały nie są blamażem, ale trochę bólu sprawia odpadnięcie z rąk innej angielskiej ekipy – Liverpoolu. Kibice sprawiają wrażenie, że Premier League jest dla nich zdecydowanie ważniejsze, a spać spokojnie mogą dopiero wtedy, gdy City jest wyżej niż United.
Guardiola nauczył się na błędach ubiegłego sezonu
Sezon 2016/2017 City zakończył z 15-punktową stratą do Chelsea w Premier League, przegrał w półfinale FA Cup z Arsenalem. Na koniec ta najbardziej wstydliwa i dotkliwa porażka z Monaco w Lidze Mistrzów. Co więc Pep Guardiola musiał zrobić, żeby zatrzeć te wspomnienia?
Cały proces rozpoczął się wcześnie, a Hiszpan uważa, że ubiegłoroczne potknięcie było częścią sukcesu w tym roku. O ile szejkowie nigdy nie mieli problemów z wyciąganiem pieniędzy z klubowej skarbonki na nowych zawodników, o tyle od momentu przybycia Pepa transfery w końcu zaczęły nabierać sensu.
„Guardiola ma jaja, pozbywając się Joe Harta” – takie słowa padały z ust niejednego znawcy futbolu w Anglii. W sumie nie ma się co dziwić. Anglik to jeszcze dwukrotny mistrz i ulubieniec kibiców. Przyszła pora na Claudio Bravo. Generalnie bramkarze nie mają lekkiego życia w Manchesterze. Szkoleniowiec, który w poprzednim klubie miał do dyspozycji Manuela Neuera, już nigdy nie spojrzy na kogoś, kto nie umie grać bardzo dobrze nogami. W 22 spotkaniach Bravo zachował tylko pięciokrotnie czyste konto i miał takie serie jak 16 wpuszczonych bramek na 24 strzały w kierunku jego bramki. W lipcu na Etihad Stadium przyleciał Ederson, którego Sean Dyche, menedżer Burnley, podsumował zdaniem:











