Polska U-19 pokonała Maltę po bardzo ciężkim meczu. Przez bardzo długi czas nie byliśmy lepszą ekipą. Udało się jednak zwyciężyć 2:0, co jednak nie jest dla nas bardzo dobrym wynikiem. Abyśmy awansowali do półfinały potrzeba wygranej w meczu z Włochami, o co będzie ciężko.
Fatalna pierwsza połowa i szczęście w drugiej
Reprezentacja Polski całkiem dobrze weszła w spotkanie, mieliśmy swoje okazje. Niestety w 21. minucie Wiktor Matyjewicz otrzymał dosyć dyskusyjną czerwoną kartkę. Fakty jednak są takie, że od tamtego momentu to Malta grała w przewadze jednego zawodnika. Takie udogodnienie pomogło gospodarzom turnieju osiągnąć przewagę również na boisku, co było dla naszej kadry uwłaczające. W końcu jakość piłkarska na papierze stoi po naszej stronie, do tego potrzebowaliśmy ten mecz wygrać 3:0, w obliczu awansu zwycięstwo 2:0 znaczy tyle samo, ile znaczyłby remis z Maltą. Konsekwencja obu wyników jest jedna – mus zwycięstwa nad Włochami, co będzie ciężkie, bo Włosi są od nas zwyczajnie lepsi.
Ogólnie patrząc na grę naszej reprezentacji można było zauważyć pewne analogie do reprezentacji seniorskiej, przede wszystkim potworna niechlujność i niewymuszone błędy. Na myśl przychodzi choćby bardzo ryzykowne i, nie gryząc się w język, głupie zagranie górą do Oliwiera Zycha, które prawie skończyło się golem. Chociaż tutaj mamy dużo mniejsze pretensje do bramkarza reprezentacji Polski, to też zawinił w tej sytuacji, bo nie powinien tej piłki przyjmować, lecz posłać najdalej jak to możliwe. Warto też dodać, że sytuacja ta miała miejsce przy wyniku 0:0, jednak już po czerwonej kartce dla Matyjewicza.
Mieliśmy też szczęście, że Maltańczycy nie wykorzystali fantastycznej okazji do zdobycia bramki po naszym prostym błędzie pod własną bramką. Szczęśliwie udało nam się dotrwać pierwszą część spotkania z wynikiem 0:0 i Marcin Brosz miał czas, aby dokonać kilku korekt przy remisie. W drugą połowę jednak nie wyszliśmy najlepiej i Malta wciąż miała inicjatywę. W 59. minucie pomyślnie dla nas odbiła się piłka pod nogi Igora Strzałka, który otworzył wynik meczu. Chwilę potem Scicluna, czyli jeden z lepszych graczy gospodarzy, wyleciał z boiska, co pozwoliło nam na przejęcie kontroli nad meczem. Strzeliliśmy gola na 2:0, niestety nie umieliśmy wykorzystać paru okazji na 3:0.
Nietypowy niedosyt
Choć mecz, jak już zdążyliśmy to opisać, do najlepszych w naszym wykonaniu nie należał, to mamy prawo czuć niedosyt. Wygrana 2:0 daje nam tyle w kontekście awansu co remis, jeśli strzelilibyśmy na 3:0, mielibyśmy lepszy bilans bramkowy od Włochów, a tak w grę wchodzą strzelone gole. Tych my mamy dwa, a Włosi pięć. Z tego też powodu musimy wygrać.











