Zenit Sankt Petersburg zremisował 2:2 z Malagą w 5. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Gospodarze przegrywali już 0:2 po golach Buonanotte oraz Fernandeza, ale w drugiej połowie remis uratowali do spółki Danny i Fajzulin.
Przed 5. kolejką fazy grupowej Ligi Mistrzów w grupie C niemal pewna awansu była Malaga. Dzisiejszy mecz z Zenitem w Petersburgu na pewno nie zapowiadał się łatwo, dla gospodarzy był to bowiem pojedynek o być albo nie być w Champions League. Naszpikowany gwiazdami Zenit był ostatni w tabeli z trzema punktami (za Anderlechtem Bruksela i AC Milan). Malaga udała się do Rosji bez kilku kluczowych graczy, co w roli nieznacznego faworyta stawiało miejscowych.

Wydawało się, że już na początku spotkania bramkę zdobędzie Aleksandr Kierżakow, jednak w pierwszej sytuacji podbramkowej dobrze zachował się bramkarz Malagi. Chwilę później groźnie zaatakowała Malaga, Sebastian Fernandez precyzyjnie wrzucił piłkę w pole karne i mieliśmy 0:1. Bramkę dla Hiszpanów zdobył Diego Buonanotte. Nie musieliśmy zbyt długo czekać na kolejną bramkę. Zaledwie minutę później znów cieszyli się zawodnicy Malagi. Tym razem bardzo przytomnie zachował się Sebastian Fernandez, który wykorzystał niefrasobliwość w bramce Zenitu i po błędzie Wiaczesława Małafiejewa zdobył gola na 0:2. Po dziesięciu minutach Zenit przegrywał dwiema bramkami i stało się jasne, że musi zacząć atakować, by nie zostać dzisiejszego wieczora rozstrzelanym. Tymczasem to piłkarze z Hiszpanii grali swoje i raz po raz zagrażali bramce Małafiejewa.
Po dwóch kwadransach gry do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Znacznie częściej utrzymywali się przy piłce, a strzały zza pola karnego zaczęły być coraz bardziej precyzyjne. Szczególnie dobrze uderzał Danny, jednak w formie był dziś Wilfredo Caballero. W końcówce pierwszej połowy Zenit nie schodził z połowy Malagi, ciągle szukając szczęścia strzałami z coraz to bliższej odległości. Ładnie próbował Axel Witsel, aktywny był również Hulk, a w ostatniej minucie bramkę po uderzeniu głową powinien zdobyć Tomas Hubocan, jednak jego strzał został obroniony przez bramkarza. Do przerwy mieliśmy 0:2, z czego niespecjalnie zadowoleni byli podopieczni Luciano Spalettiego, dla których oznaczało to koniec Ligi Mistrzów w tym sezonie.











