Po pasjonującym i pełnym zwrotów akcji meczu Real Madryt pokonał na własnym stadionie Manchester City 3:2. Gole dla mistrzów Hiszpanii strzelali kolejno Marcelo, Benzema i Ronaldo. Dla najlepszej drużyny Premier League do siatki trafili Dzeko i Kolarov.
Trenerzy obu drużyn przed pierwszym gwizdkiem zaskoczyli ekspertów i posłali do boju jedenastki różne od tych przewidywanych. W składzie City znalazło się miejsce między innymi dla młodego Matiji Nastasicia. W jedenastce Realu mieliśmy okazję oglądać Varane’a i Essiena. Sergio Ramos i Mesut Oezil usiedli na ławce.
Już pierwsze minuty spotkania pokazały, kto dzisiejszego wieczoru ma zamiar rozdawać karty. Chłopcy Mourinho rzucili się do ataku i bardzo szybko zepchnęli rywali do defensywy. Sam Cristiano Ronaldo w ciągu pierwszych dziesięciu minut oddał trzy celne strzały na bramkę, z których dwa były z gatunku tych potencjalnie dla przeciwnika śmiertelnych. Za każdym razem świetnie bronił Joe Hart. Wraz z upływem czasu przewaga Realu Madryt była coraz wyraźniejsza, a obrona City coraz bardziej desperacka. Gospodarze zupełnie wyłączyli z gry środek pola Anglików. David Silva błąkał się bez celu, a Samir Nasri jeszcze przed końcem pierwszej połowy złapał kontuzję i został zmieniony przez Kolarova. W szeregach „Los Blancos” bardzo przyzwoite zawody rozgrywał Michael Essien, dla którego dzisiejsze starcie było debiutem w koszulce drużyny mistrzów Hiszpanii.
W 20. minucie miejscowi mieli potrójną okazje do pokonania Harta. Najpierw uderzał Higuain, później Ronaldo, a na koniec – zdecydowanie na wiwat – Khedira. Niemiec, pod nieobecność Mesuta Oezila i Luki Modricia, zajął pozycję najbardziej wysuniętego środkowego pomocnika i całkiem często dochodził do sytuacji strzeleckich. W minucie 39. kolejną szansę zmarnował „El Pipita”, a dwie minuty później na strzał z dystansu zdecydował się Angel Di Maria. Futbolówka odbiła się od jednego z obrońców i minimalnie minęła bramkę gości. Na chwilę przed końcem regulaminowego czasu gry groźną kontrę mogli wyprowadzić podopieczni trenera Manciniego, ale Carlos Tevez przegrał pojedynek jeden na jednego z rozgrywającym wielki mecz młodziutkim Raphaelem Varane’em. Gdy sędzia odgwizdał koniec pierwszej części meczu, Anglicy schodzili do szatni bardzo zmęczeni i bardzo szczęśliwi, że dane im będzie chwilę odpocząć.
Na pierwszą groźną akcję drugiej połowy musieliśmy czekać dziesięć minut. Wtedy to Gonzalo Higuain wystartował do długiej górnej piłki z głębi pola, wygrał pojedynek biegowy z Nastasiciem i był dosłownie o krok od uprzedzenia Joe Harta. Anglik okazał się jednak minimalnie szybszy. Trzy minuty później po raz pierwszy w dzisiejszym meczu z dystansu uderzał Marcelo. Brazylijczyk huknął z 30. metra minimalnie obok spojenia słupka z poprzeczką. Gdyby trafił, bylibyśmy być może świadkami jednego z najładniejszych goli sezonu. Nie minęło pięć minut, a trzeci kapitan Realu uderzył po raz drugi. Dystans był trochę mniejszy, siła też była mniejsza, ale szansa na zdobycie gola równie wielka. Oblężenie bramki City było totalne. Przyjezdni piłkę tracili często już na 30. metrze od własnej bramki. Wydawało się, że tylko cud może uchronić ich przed porażką. Aż tu nagle w 68. minucie „The Citizens” wyszli na prowadzenie. Strata w środku pola. Przytomność umysłu i szybkość Toure, dobre podanie do wprowadzonego po przerwie Edina Dzeko i po zabawie. 0:1.









