Olympique Lyon od 1996 roku nieprzerwanie występował w europejskich pucharach. Ponadto świetnie sobie radził w Ligue 1. Rok 2020 jest dla wielu osób oraz instytucji koszmarem. Do grona najbardziej niezadowolonych można doliczyć od niedawna włodarzy i piłkarzy reprezentujących klub z Lyonu.
Z reguły kryzysy nie powstają z dnia na dzień. Są one najczęściej spowodowane serią nieodpowiednich decyzji oraz pewnej lekkomyślności. W tym przypadku jest podobnie, choć problemy zespołu prowadzonego dzisiaj przez Rudiego Garcię nie wydawały się początkowo tak oczywiste. Raczej można wyszukiwać zwyczajnego braku szczęścia. Dlatego powspominajmy trochę wielki Lyon i zdiagnozujmy przyczyny tegorocznej porażki zarówno od strony sportowej, jak i organizacyjnej.
Era Aulasa
Aulas dzisiaj może wydawać się dla niektórych fanów specyficznym i kontrowersyjnym staruszkiem. Ostatnio stało się o nim głośno, gdy otwarcie zaprotestował przeciwko przedwczesnemu kończeniu Ligue 1. Mimo czasem stanowczego charakteru i własnych, często radykalnych opinii, jest to osoba niesamowicie zasłużona dla klubu. Śmiało można go nazwać legendą lub wybawcą.
Ligue 1 w cieniu kontrowersji – Lyon szykuje pozew, Amiens ratuje się petycją
Jean-Michel Aulas przejął klub w 1987 roku. Zreorganizował jego strukturę, spłacił długi oraz zapewnił odpowiednie transfery. Po kilku latach Lyon dostał się do Ligue 1. W sezonie 1990/1991 po raz pierwszy awansował do europejskich pucharów. Do 1996 roku „Les Gones” grali w kratkę. Mieli za sobą zarówno 14. miejsce w tabeli za kadencji Raymonda Domenecha, jak i wicemistrzostwo pod wodzą Jeana Tigany.
Jednak to był kluczowy rok w kontekście europejskich pucharów. Zawodnicy Lyonu od tego czasu nie schodzili już niżej niż występy w Pucharze Intertoto. W sezonie 2000/2001 udało się im dojść do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Rok później rozpoczęli kapitalną serię mistrzostw Francji. Menedżer „Les Gones” – Jacques Santini – dzięki swoim osiągnięciom awansował na stanowisko selekcjonera „Trójkolorowych”.
Paul Le Guen, Gerard Houiller, Alain Perrin, Claude Puel. Cała ta czwórka również przyczyniła się do dominacji Lyonu na krajowym podwórku. Ci trenerzy świetnie wpisywali się w politykę klubu polegającą na kupowaniu wyróżniających się francuskich zawodników, a następnie sprzedaży ich za granicę. O ile pierwsza trójka dominowała ligę, to nie osiągnęła niczego niesamowitego w europejskich pucharach. Mając do dyspozycji takich graczy, jak: Malouda, Govou, Juninho, Abidal czy Benzema zawsze kończyła maksymalnie na ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Minimalnie gorsze czasy
Claude Puel objął Lyon w 2008 roku. Jego drużyna grała już gorzej – pozwoliła się strącić z pozycji mistrza, po raz pierwszy od 2001 roku. Jednak mając w składzie Toulalana, młodych Pjanicia i Llorisa, a także pamiętających złote czasy Sidneya Govou i Anthony’ego Reveillere’a, zdołał w sezonie 2009/2010 dojść z „Les Olympiens” do półfinału Ligi Mistrzów. Pogromcą Francuzów okazał się dopiero Bayern Monachium prowadzony przez Louisa Van Gaala. W finale Niemcy przegrali z najlepszym w ciągu ostatnich latach Interem Mediolan, którym dowodził wówczas genialny Jose Mourinho.











