Gdy wyjeżdżał do ligi chorwackiej, mówiło się, że zmiana otoczenia może mu wyjść na dobre. Nikt jednak nie oczekiwał, że stanie się to w aż takim stopniu. Łukasz Zwoliński po półtorarocznym pobycie w HNK Gorica, wrócił do Ekstraklasy i imponuje skutecznością w barwach Lechii Gdańsk. 27-latek ma zadatki na najlepszego napastnika w lidze.
Początki kariery Łukasza Zwolińskiego w dorosłej piłce, nie należały do najszczęśliwszych. Młody i utalentowany wtedy napastnik, mimo iż imponował skutecznością w rezerwach Pogoni Szczecin, nie otrzymał wyczekiwanej szansy w pierwszym zespole. Fakt ciągłej gry na poziomie III ligi, z czasem zaczął wywoływać u zawodnika frustrację. Efektem tego były dwa wypożyczenia do klubów pierwszoligowych – najpierw do Arki Gdynia, następnie do Górnika Łęczna.
Złe dobrego początki
Pobyt w Gdyni był dla Zwolińskiego chyba najgorszym półroczem w dotychczasowej karierze. Młodemu zawodnikowi nie udało się na dobre przebić do składu, a jak dostawał szansę – nie potrafił jej wykorzystywać. Do tego dochodziło złe zachowanie kibiców kibiców. Nie byli oni do niego przekonani z racji klubu, z którego przybył. Mentalnie go to na pewno zbudowało, jednak mało pomogło w kwestii czysto piłkarskiej.
– Zawsze powtarzam, że czas w Gdyni to nie był okres stracony. Tam nauczyłem się samodzielnego życia, nabrałem doświadczenia życiowego – mówił swego czasu w wywiadzie dla portalu klubowego Pogoni Szczecin.
Inaczej było już w barwach Górnika Łęczna. Zwoliński dosyć dobrze wkomponował się w zespół, do tego w rundzie jesiennej kampanii 2013/2014 był najskuteczniejszym zawodnikiem w zespole. Wiosną nie udało mu się znacznie poprawić swojego dorobku, czego powodem były problemy zdrowotne. Z pełnym przekonaniem można było jednak stwierdzić, że nadal młody napastnik odżył i ponownie mógł wierzyć w swoją szansę na poziomie Ekstraklasy.
Takiej szansy doczekał się bardzo szybko. Od razu po powrocie z Górnika został włączony do pierwszego zespołu i wywalczył sobie na dobre podstawowy skład. Otrzymane zaufanie w pełni spłacał, poprzez bardzo dobrą skuteczność. Przez dwa sezony Zwoliński 20-krotnie trafiał do bramki rywala i przykuwał uwagę nie tylko klubów zagranicznych, a w pewnym momencie także sztabu reprezentacji Polski.
Niespodziewane problemy i odważna zmiana otoczenia
Po tak dobrym okresie nagle szczecinianin kompletnie się zaciął. Nie było to zatracenie skuteczności tylko na moment, a na dłuższy czas. To powodowało szyderę kibiców, mimo wielu lat spędzonych w klubie. W tamtym momencie można było zastanawiać się, czy aby Łukasz Zwoliński nie przespał momentu na wyjazd do lepszej ligi? Jego ambicje jednak nie pozwalały na szybkie odejście z Pogoni z racji dużego przywiązania do całego otoczenia. Napastnik dostał półroczną szansę na dojście do lepszej dyspozycji w Śląsku Wrocław, ale to ani trochę mu nie pomogło.
Po dwóch udanych latach, w kolejnych dwóch, Zwolińskiemu udało się strzelić zaledwie dwa gole w 47 spotkaniach. Trudno było jakkolwiek wytłumaczyć taką negatywną przemianę. Zawodnik uchodził za wielkiego profesjonalistę i nigdy nikt nie miał zastrzeżeń do jego pracy na treningach.











