Już we wtorek rozpocznie się runda rewanżowa fazy grupowej Ligi Mistrzów. Przed nami kolejne starcie pomiędzy Realem Madryt a Borussią Dortmund. Hiszpanie będą chcieli zrewanżować się przed własną publicznością za porażkę sprzed dwóch tygodni.
GRUPA A
Paris Saint-Germain – Dinamo Zagrzeb
Wojciech Szczęsny musi jeszcze poczekać na powrót między słupki (fot. Skysports.com)
Wytypowanie faworyta w pierwszym meczu grupy A nie jest trudnym zadaniem. Paryżanie bez najmniejszych problemów powinni poradzić sobie z zagrzebianami. Chorwacka drużyna w trzech pierwszych spotkaniach fazy grupowej nie dość, że nie zdobyła ani jednego punktu, to ani razu nie była w stanie choćby pokonać bramkarza rywali. Zawodnicy PSG we wtorkowy wieczór będą kibicować również Dynamu Kijów, które przed własną publicznością zagra z Porto. Zlatan i spółka nie dopuszczają do siebie myśli o zakończeniu fazy grupowej na miejscu innym niż pierwsze. Carlo Ancelotti przeciwko drużynie z Zagrzebia będzie zmuszony do przeprowadzenia kilku zmian w wyjściowym składzie. Lista kontuzjowanych zawodników jest niestety coraz dłuższa. Oprócz takich graczy jak Ezeqiuel Lavezzi, Alex, Nene czy Thiago Motta przeciwko Dinamo nie będą mogli zagrać także Blaise Matuidi i Clement Chantome. Goście przyjadą do Paryża w najmocniejszym składzie, ale nawet wobec tego nie należy spodziewać się, by wicemistrzowie Francji mieli stracić w tym starciu jakiekolwiek punkty. W miniony weekend zaskakująco przegrali co prawda przed własną publicznością z Saint-Etienne 1:2, ale nie powinno mieć to wpływu na ich wtorkową dyspozycję. Nie wiadomo jednak, jaki wpływ miało to spotkanie na Zlatana Ibrahimovicia, który po raz kolejny przypomniał nam o tym, że niegdyś był całkiem niezłym karateką. Czerwona kartka za brutalne wejście nie ma oczywiście konsekwencji w Lidze Mistrzów, ale to zły znak, gdy szwedzkiemu napastnikowi przychodzą do głowy podobnego typu zagrania.
Dynamo Kijów – FC Porto
Jak już wspominaliśmy, mecz w Kijowie będzie miał fundamentalne znaczenie w kontekście układu sił w grupie A. Kijowianie przy pomyślnych wiatrach mogliby zrównać się po 4. kolejce punktami z PSG, ale warunkiem jest porażka francuskiej drużyny z Dinamem Zagrzeb. Także marzenia o przedostaniu się na drugie miejsca Dynamo musi odłożyć. Ale Ukraińcy mogą po tej kolejce praktycznie zagwarantować sobie grę w Lidze Europy. Pokonanie FC Porto nie będzie jednak łatwym zadaniem. Do tej pory sezon dla Portugalczyków układa się świetnie, a zwycięstwo na Ukrainie zapewni zespołowi awans do kolejnej rundy rozgrywek. Żadna z drużyn nie narzeka na poważniejsze problemy kadrowe, dlatego staną naprzeciw siebie w możliwie najsilniejszych składach. Kto więc ma większe szanse na zgarnięcie pełnej puli? Przed dwoma tygodniami minimalnie lepsi okazali się piłkarze Porto, którzy trzykrotnie obejmowali prowadzenie. Przybyszom z Ukrainy zabrakło czasu, aby po raz trzeci doprowadzić do remisu, który trzeba byłoby nazwać niespodzianką. We wtorek Dynamo zagra jednak przed własną publicznością, co bez wątpienia jest argumentem przemawiającym za Ukraińcami – może nie na tyle, by bez problemu pokonać rywala, ale tym razem urwanie punktów Porto nie powinno nikogo aż tak zaskoczyć. Dynamo bez wątpienia zwietrzyło swoją szansę, a w starciu z bardziej utytułowanym przeciwnikiem nie jest bez szans. Chociaż klubowi zza naszej wschodniej granicy nie wiedzie się zbyt dobrze w lidze ukraińskiej, to na spotkania w Lidze Mistrzów nikogo specjalnie motywować nie trzeba. A stawka jest wysoka, bardzo wysoka. Wkraczamy przecież w decydującą fazę rozgrywek grupowych.
Jak Zenit poradzi sobie z brakiem Hulka? (fot. fc-zenit.ru)
Niezmiernie ciekawie zapowiada się drugi pojedynek Schalke z Arsenalem. Niemiecka drużyna nieco niespodziewanie zdołała wywieźć przed dwoma tygodniami z Emirates Stadium trzy punkty i usadowiła się na pierwszym miejscu w grupie. Wygrana we wtorkowym rewanżu praktycznie zagwarantowałyby Schalke awans do fazy pucharowej. Ze swojej sytuacji doskonale zdają sobie sprawę także „Kanonierzy”, którzy nie mogą pozwolić sobie na kolejną porażkę, jeśli chcą oszczędzić sobie nerwów w dwóch ostatnich pojedynkach przeciwko Olympiakosowi i Montpellier. Do meczu w Gelsenkirchen obydwie ekipy przystąpią po porażkach w lidze – Schalke z Hoffenheim, a Arsenal z Manchesterem United. Faworyta trzeba jednak upatrywać w zespole gospodarzy, zwłaszcza że wszyscy mamy w pamięci wspomniane starcie sprzed kilkunastu dni. We wtorek Huub Stevens nie będzie mógł skorzystać jedynie z dwóch swoich zawodników. Mowa o kontuzjowanych Marco Hogerze i Christophie Metzelderze. Zdecydowanie więcej problemów ma Arsene Wenger, który od początku sezonu musi radzić sobie z wieloma absencjami. Przeciwko Schalke na pewno nie zagrają tacy piłkarze jak Łukasz Fabiański, Abou Diaby, Tomas Rosicky czy Gervinho. Z pomniejszymi urazami zmagają się również Ramsey, Gibbs i Oxlade-Chamberlain. Ich występy stoją pod znakami zapytania. Sporo spekulowało się nad ewentualnym powrotem do kadry „The Gunners” Wojciecha Szczęsnego. Reprezentant Polski wznowił już treningi z całym zespołem, jednak sztab trenerski orzekł, iż nie warto ryzykować zdrowia Szczęsnego przedwczesnym wpuszczeniem go do bramki.
Olympiakos Pireus – Montpellier
W drugim meczu grupy B dojdzie do spotkania, który może zadecydować o tym, która z drużyn ukończy rozgrywki na trzecim miejscu, umożliwiającym występy w Lidze Europy. Jakoś nie możemy wyobrazić sobie, aby jedni czy drudzy byli w stanie powalczyć o pierwsza dwa miejsca. W pierwszym pojedynku pomiędzy Grekami a Francuzami lepsi byli ci pierwsi, co automatycznie każe sądzić, iż podobnie będzie i w konfrontacji rewanżowej. Mistrz Francji w dalszym ciągu nie przypomina drużyny z zeszłego sezonu, a Olympiakos poczuł swoją szansę i nie powinien wypuścić jej z rąk. Ekipa z Pireusu zagra z Montpellier bez ciągle kontuzjowanych Avraama Papadopoulosa, Ariela Ibagazy i Tasosa Papazoglou. W drużynie gości zabraknie jedynie Karima Ait-Fana, jednak problemy Francuzów nie są rzecz jasna problemami natury kadrowej. Do składu Rene Girarda powróci jednak Garry Bocaly. Prawy defensor nie mógł zagrać w pierwszym meczu pomiędzy tymi ekipami, ponieważ był zawieszony. Czy będzie to wzmocnienie na tyle krzepiące, że Montpellier zdoła powalczyć o jakąkolwiek zdobycz punktową? Wydaje się to mimo wszystko mało prawdopodobne. Olympiakos jak burza przechodzi przez kolejne spotkania w rodzimej lidze i przoduje rozgrywkom z 25 punktami po dziewięciu rozegranych kolejkach. Podopieczni Leonardo Jardima stracili do tej pory jedynie dwa oczka. Montpellier, jak pewnie wszyscy doskonale wiedzą, wiedzie się zdecydowanie gorzej. Dość powiedzieć, że po jedenastu rozegranych kolejkach w Ligue 1 mistrz z zeszłego roku stracił już więcej punktów przed własną publicznością niż w całych poprzednich rozgrywkach. Najgorsze jest niestety to, że nic nie zapowiada, aby cokolwiek w sytuacji tego klubu miało się zmienić. Zdecydowanie bezpieczniejszym typem na wtorkowe starcie jest zwycięstwo Olympiakosu.
GRUPA C
Anderlecht – Zenit Sankt Petersburg
Malaga to rewelacja tego sezonu (fot. Marca.com)
Nie dość, że Zenitowi wyraźnie nie idzie, to dochodzą do tego jeszcze problemy kadrowe. No dobra, jeden problem, ale za to jaki. W starciu z Anderlechtem nie będzie mógł wystąpić ten, który miał w Petersburgu być bogiem – Hulk. Brazylijski napastnik cierpi na uraz mięśniowy i nie będzie zdolny do gry przynajmniej przez dwa najbliższe tygodnie. Były gracz FC Porto nie był w tym sezonie jakoś niesamowicie skuteczny, jednak sama jego obecność w składzie jest najzwyczajniej w świecie ważna. To gracz, który w każdej chwili może zrobić coś z niczego. A takie cuda są właśnie Zenitowi potrzebne. Rosjanie mogą po wtorkowym meczu znaleźć się na ostatnim miejscu w swojej grupie. I nie jest to scenariusz niemożliwy. Anderlecht udowodnił już, że jeśli chce, to potrafi. Nie inaczej będzie przeciwko rosyjskiemu zespołowi. Brukselczycy przed rozpoczęciem rozgrywek grupowych byli skazywani na porażkę i zajęcie ostatniego miejsca, a tu proszę – liczą się nawet w walce o awans do fazy pucharowej. Jeśli wszystko poszłoby po myśli Anderlechtu, to Belgowie po czterech kolejkach będą zajmować drugie miejsce. Warunkiem absolutnie niezbędnym do spełnienia jest jednak pokonanie Zenitu. A zespół Luciano Spallettiego również doskonale zdaje sobie sprawę, że ma nóż na gardle. Karty w grupie C rozdaje jak na razie Malaga i to ona jest pewniakiem do dalszej gry w Lidze Mistrzów. Walka o drugie miejsce powinna rozegrać się właśnie między Zenitem a Milanem. We wszystko włączyć się chce jednak Anderlecht, dlatego mecz w Brukseli zapowiada się naprawdę pasjonująco. Obydwie drużyny interesować będzie jedynie zwycięstwo.
AC Milan – Malaga
Czyżby coś dobrego zaczęło dziać się w Mediolanie? Ekipa Massimiliano Allegriego w miniony weekend w bardzo przekonujący sposób zdobyła trzy punkty w lidze, nie dając żadnych szans Chievo Verona (5:1). We wtorkowy wieczór mediolańczyków czeka jednak zdecydowanie trudniejsze zadanie. Malaga przyjedzie na San Siro co prawda po zaskakującej porażce 1:2 z Rayo Vallecano, jednak każdemu zespołowi mogą przydarzyć się słabsze dni. Pytanie, czy Manuel Pellegrini zdoła wpoić swoim zawodnikom, aby zbytnio się tą porażką nie przejmowali. Zdobycie kompletu punktów na Półwyspie Apenińskim jest jak najbardziej w zasięgu „Los Boquerones”, co pokazał już pierwszy mecz na La Rosaleda, w którym Milan przegrał 0:1. Na korzyść hiszpańskiego zespołu przemawia fakt, że do kadry wraca w końcu Jeremy Toulalan, który będzie miał okazję rozegrania swojego pierwszego meczu w Lidze Mistrzów w tym sezonie. To bez wątpienia olbrzymie wzmocnienie Malagi, której druga linia bez francuskiego pomocnika nie prezentuje się tak okazale. Przeciwko wielokrotnemu mistrzowi Włoch nie zagrają za to Juanmi, Recio i Fabrice Olinga, których Pellegrini postanowił zostawić w domu. Chilijczyk w dalszym ciągu musi także radzić sobie bez Nacho Monreala i Julio Baptisty. Ten drugi wznowił już jednak treningi z zespołem i lada chwila powinien być do dyspozycji trenera. Gorzej wygląda sytuacja Monreala, ciągle narzekającego na ból pleców. Data jego powrotu nie może być w tym momencie nawet oszacowana. Jeśli chodzi o Milan, to wszystko kręci się w zasadzie jedynie wokół Robinho. Brazylijczyk, podobnie jak Baptista w Maladze, trenuje już z całym zespołem, ale jego przerwa trwała zdecydowanie krócej i jest nadzieja na to, że będzie mógł wystąpić przeciwko czwartej drużynie Primera Division. Kontuzjowani są jednak Didac, Rodney Strasser, Luca Antonini i Djamel Mesbah.
GRUPA D
Manchester City – Ajax Amsterdam
Aguero w weekend nieco odpoczął, więc powinien być w formie na Ajax (fot. skysports.com)
Emocji w grupie D ciąg dalszy. Grupa śmierci nie rozczarowuje od pierwszego spotkania i wielkie nadzieje pokładamy również w meczach czwartej kolejki. Przed dwoma tygodniami Manchester City sensacyjnie poległ na Amsterdam Arena 1:3 i znacząco utrudnił sobie sytuację w grupie, w której do ostatniej kolejki walczył będzie o awans do fazy pucharowej. Zwycięstwo nad Ajaksem jest teraz absolutną koniecznością. „The Citizens” z zaledwie jednym punktem zajmują ostatnie miejsce w grupie. Amsterdamczycy z kolei zwietrzyli szansę na to, iż wiosną nadal będą grać w europejskich rozgrywkach. Na ten moment w zdecydowanie uprzywilejowanej sytuacji znajdują się Borussia Dortmund i Real Madryt, ale po wtorkowych meczach sytuacja może ulec zmianie. Jeśli Manchester nie zdobędzie trzech punktów, pogrzebie swoje szanse na awans do fazy pucharowej. Przeciwko Ajaksowi bez wątpienia będzie faworytem, ale tak samo było przecież w pierwszym meczu obydwu tych zespołów. Holendrzy przyjadą na Etihad Stadium w praktycznie najmocniejszym składzie. Braki Enoha, Boilesena i Sightorssona raczej nie spędzają snu z powiek Frankowi de Boerowi. Roberto Mancini powodów do zmartwień ma nieco więcej. Ciągle nie wiadomo, czy drużynie będzie mógł pomóc David Silva. Oprócz Hiszpana niepewni występu są także James Milner i Joleon Lescott. Włoski trener nie będzie mógł na pewno skorzystać również z usług Maicona, Richardsa i Rodwella. W miniony weekend „Obywatele” zaledwie zremisowali na wyjeździe z West Hamem United, a Mancini nie bardzo miał pomysł na to, jak zmienić coś w grze swojego zespołu. Na ławce aż do 59. minuty odpoczywał Sergio Aguero, a więc bardzo możliwe, że City już od kilku dni mocno myślało o wtorkowym meczu o wszystko w Lidze Mistrzów.
Real Madryt – Borussia Dortmund
O ile już pierwsze starcie na Signal Iduna Park zapowiadało się niezwykle emocjonująco, tak prawdziwą wisienką na torcie powinien być mecz rewanżowy. Dortmundczycy nie byli rzecz jasna spisywali na straty, jednak chyba mało kto spodziewał się, że Lewandowski i spółka wydrą „Królewskim” trzy punkty. Jakby nie patrzeć, porażka Realu w Niemczech postawiła go w mało komfortowej sytuacji. Jose Mourinho musi zrobić absolutnie wszystko, aby jego ekipa sięgnęła we wtorek po komplet punktów. Portugalczyk zapowiada oczywiście, że zajęcie pierwszego miejsca w grupie nie jest niezbędne, jednak każdy doskonale wie, że są to tylko słowa, mające na celu ściągnięcie presji z zawodników. A ta jest ogromna. W poprzednim sezonie Real przebrnął przez fazę grupową bez straty punktów – teraz przeciwnicy są jednak dużo groźniejsi. Również Borussia wie, jak ważny będzie mecz na Santiago Bernabeu. Gdyby Niemcom udało się po raz kolejny pokonać hiszpańskiego giganta, prawie na pewno mieliby już miejsce w fazie pucharowej. Mało tego, istniałaby duża szansa na to, że mistrz Niemiec zakończyłby zmagania grupowe na pierwszym miejscu. A przed startem Ligi Mistrzów to przecież Manchesterowi dawano więcej szans na wyjście z grupy. Problemem mogą być jednak kontuzje. Do Madrytu Jurgen Klopp nie zabierze ze sobą takich piłkarzy jak Jakub Błaszczykowski czy Sven Bender. Wątpliwości pojawiają się również przy nazwisku Sebastiana Kehla, który w zremisowanym 0:0 meczu ze Stuttgartem doznał kontuzji twarzy. Niemiecka prasa jest jednak zdania, że kapitan BVB zagra przeciwko „Los Blancos” w specjalnej masce ochronnej. Nie mniejsze problemy ma wspomniany Jose Mourinho. Najpierw jednak pozytywy – trener Realu w weekend odzyskał Alvaro Arbeloę, a przeciwko Borussii będzie mógł zagrać także Xabi Alonso, który w lidze nie grał z powodu nadmiaru żółtych kartek. Bask również skarżył się na pomniejsze problemy, więc jemu ten odpoczynek akurat wyszedł na dobre. Z kontuzjami niestety nadal zmagają się Marcelo, Coentrao i Khedira, których występ jest wykluczony. W ostatnich sporo mówi się jednak o Sergio Ramosie, który w kilku meczach grał z olbrzymim bólem pleców. Reprezentant Hiszpanii sam jednak prosił Mourinho o możliwość gry, mając na uwadze, jak przetrzebiona jest formacja defensywna mistrza Hiszpanii. Najgorsze, że Portugalczykowi w ostatniej chwili wypadł ze składu Karim Benzema, który narzeka na problemy mięśniowe. „The Special One” na konferencji prasowej zapowiedział za to, że w pierwszym składzie na pewno wybiegnie młody Raphel Varane.
Lewandowski (coś tam coś tam) w Niemcach.. Brawo
dla jednego z komentatorów meczu Real : Borussia,
który właśnie oglądam..Pozdro..:p
Dodaj komentarz
Już we wtorek rozpocznie się runda rewanżowa fazy grupowej Ligi Mistrzów. Przed nami kolejne starcie pomiędzy Realem Madryt a Borussią Dortmund. Hiszpanie będą chcieli zrewanżować się przed własną publicznością za porażkę sprzed dwóch tygodni.
GRUPA A
Paris Saint-Germain – Dinamo Zagrzeb
Wojciech Szczęsny musi jeszcze poczekać na powrót między słupki (fot. Skysports.com)
Wytypowanie faworyta w pierwszym meczu grupy A nie jest trudnym zadaniem. Paryżanie bez najmniejszych problemów powinni poradzić sobie z zagrzebianami. Chorwacka drużyna w trzech pierwszych spotkaniach fazy grupowej nie dość, że nie zdobyła ani jednego punktu, to ani razu nie była w stanie choćby pokonać bramkarza rywali. Zawodnicy PSG we wtorkowy wieczór będą kibicować również Dynamu Kijów, które przed własną publicznością zagra z Porto. Zlatan i spółka nie dopuszczają do siebie myśli o zakończeniu fazy grupowej na miejscu innym niż pierwsze. Carlo Ancelotti przeciwko drużynie z Zagrzebia będzie zmuszony do przeprowadzenia kilku zmian w wyjściowym składzie. Lista kontuzjowanych zawodników jest niestety coraz dłuższa. Oprócz takich graczy jak Ezeqiuel Lavezzi, Alex, Nene czy Thiago Motta przeciwko Dinamo nie będą mogli zagrać także Blaise Matuidi i Clement Chantome. Goście przyjadą do Paryża w najmocniejszym składzie, ale nawet wobec tego nie należy spodziewać się, by wicemistrzowie Francji mieli stracić w tym starciu jakiekolwiek punkty. W miniony weekend zaskakująco przegrali co prawda przed własną publicznością z Saint-Etienne 1:2, ale nie powinno mieć to wpływu na ich wtorkową dyspozycję. Nie wiadomo jednak, jaki wpływ miało to spotkanie na Zlatana Ibrahimovicia, który po raz kolejny przypomniał nam o tym, że niegdyś był całkiem niezłym karateką. Czerwona kartka za brutalne wejście nie ma oczywiście konsekwencji w Lidze Mistrzów, ale to zły znak, gdy szwedzkiemu napastnikowi przychodzą do głowy podobnego typu zagrania.
Dynamo Kijów – FC Porto
Jak już wspominaliśmy, mecz w Kijowie będzie miał fundamentalne znaczenie w kontekście układu sił w grupie A. Kijowianie przy pomyślnych wiatrach mogliby zrównać się po 4. kolejce punktami z PSG, ale warunkiem jest porażka francuskiej drużyny z Dinamem Zagrzeb. Także marzenia o przedostaniu się na drugie miejsca Dynamo musi odłożyć. Ale Ukraińcy mogą po tej kolejce praktycznie zagwarantować sobie grę w Lidze Europy. Pokonanie FC Porto nie będzie jednak łatwym zadaniem. Do tej pory sezon dla Portugalczyków układa się świetnie, a zwycięstwo na Ukrainie zapewni zespołowi awans do kolejnej rundy rozgrywek. Żadna z drużyn nie narzeka na poważniejsze problemy kadrowe, dlatego staną naprzeciw siebie w możliwie najsilniejszych składach. Kto więc ma większe szanse na zgarnięcie pełnej puli? Przed dwoma tygodniami minimalnie lepsi okazali się piłkarze Porto, którzy trzykrotnie obejmowali prowadzenie. Przybyszom z Ukrainy zabrakło czasu, aby po raz trzeci doprowadzić do remisu, który trzeba byłoby nazwać niespodzianką. We wtorek Dynamo zagra jednak przed własną publicznością, co bez wątpienia jest argumentem przemawiającym za Ukraińcami – może nie na tyle, by bez problemu pokonać rywala, ale tym razem urwanie punktów Porto nie powinno nikogo aż tak zaskoczyć. Dynamo bez wątpienia zwietrzyło swoją szansę, a w starciu z bardziej utytułowanym przeciwnikiem nie jest bez szans. Chociaż klubowi zza naszej wschodniej granicy nie wiedzie się zbyt dobrze w lidze ukraińskiej, to na spotkania w Lidze Mistrzów nikogo specjalnie motywować nie trzeba. A stawka jest wysoka, bardzo wysoka. Wkraczamy przecież w decydującą fazę rozgrywek grupowych.
GRUPA B
Schalke 04 – Arsenal Londyn
Jak Zenit poradzi sobie z brakiem Hulka? (fot. fc-zenit.ru)
Niezmiernie ciekawie zapowiada się drugi pojedynek Schalke z Arsenalem. Niemiecka drużyna nieco niespodziewanie zdołała wywieźć przed dwoma tygodniami z Emirates Stadium trzy punkty i usadowiła się na pierwszym miejscu w grupie. Wygrana we wtorkowym rewanżu praktycznie zagwarantowałyby Schalke awans do fazy pucharowej. Ze swojej sytuacji doskonale zdają sobie sprawę także „Kanonierzy”, którzy nie mogą pozwolić sobie na kolejną porażkę, jeśli chcą oszczędzić sobie nerwów w dwóch ostatnich pojedynkach przeciwko Olympiakosowi i Montpellier. Do meczu w Gelsenkirchen obydwie ekipy przystąpią po porażkach w lidze – Schalke z Hoffenheim, a Arsenal z Manchesterem United. Faworyta trzeba jednak upatrywać w zespole gospodarzy, zwłaszcza że wszyscy mamy w pamięci wspomniane starcie sprzed kilkunastu dni. We wtorek Huub Stevens nie będzie mógł skorzystać jedynie z dwóch swoich zawodników. Mowa o kontuzjowanych Marco Hogerze i Christophie Metzelderze. Zdecydowanie więcej problemów ma Arsene Wenger, który od początku sezonu musi radzić sobie z wieloma absencjami. Przeciwko Schalke na pewno nie zagrają tacy piłkarze jak Łukasz Fabiański, Abou Diaby, Tomas Rosicky czy Gervinho. Z pomniejszymi urazami zmagają się również Ramsey, Gibbs i Oxlade-Chamberlain. Ich występy stoją pod znakami zapytania. Sporo spekulowało się nad ewentualnym powrotem do kadry „The Gunners” Wojciecha Szczęsnego. Reprezentant Polski wznowił już treningi z całym zespołem, jednak sztab trenerski orzekł, iż nie warto ryzykować zdrowia Szczęsnego przedwczesnym wpuszczeniem go do bramki.
Olympiakos Pireus – Montpellier
W drugim meczu grupy B dojdzie do spotkania, który może zadecydować o tym, która z drużyn ukończy rozgrywki na trzecim miejscu, umożliwiającym występy w Lidze Europy. Jakoś nie możemy wyobrazić sobie, aby jedni czy drudzy byli w stanie powalczyć o pierwsza dwa miejsca. W pierwszym pojedynku pomiędzy Grekami a Francuzami lepsi byli ci pierwsi, co automatycznie każe sądzić, iż podobnie będzie i w konfrontacji rewanżowej. Mistrz Francji w dalszym ciągu nie przypomina drużyny z zeszłego sezonu, a Olympiakos poczuł swoją szansę i nie powinien wypuścić jej z rąk. Ekipa z Pireusu zagra z Montpellier bez ciągle kontuzjowanych Avraama Papadopoulosa, Ariela Ibagazy i Tasosa Papazoglou. W drużynie gości zabraknie jedynie Karima Ait-Fana, jednak problemy Francuzów nie są rzecz jasna problemami natury kadrowej. Do składu Rene Girarda powróci jednak Garry Bocaly. Prawy defensor nie mógł zagrać w pierwszym meczu pomiędzy tymi ekipami, ponieważ był zawieszony. Czy będzie to wzmocnienie na tyle krzepiące, że Montpellier zdoła powalczyć o jakąkolwiek zdobycz punktową? Wydaje się to mimo wszystko mało prawdopodobne. Olympiakos jak burza przechodzi przez kolejne spotkania w rodzimej lidze i przoduje rozgrywkom z 25 punktami po dziewięciu rozegranych kolejkach. Podopieczni Leonardo Jardima stracili do tej pory jedynie dwa oczka. Montpellier, jak pewnie wszyscy doskonale wiedzą, wiedzie się zdecydowanie gorzej. Dość powiedzieć, że po jedenastu rozegranych kolejkach w Ligue 1 mistrz z zeszłego roku stracił już więcej punktów przed własną publicznością niż w całych poprzednich rozgrywkach. Najgorsze jest niestety to, że nic nie zapowiada, aby cokolwiek w sytuacji tego klubu miało się zmienić. Zdecydowanie bezpieczniejszym typem na wtorkowe starcie jest zwycięstwo Olympiakosu.
GRUPA C
Anderlecht – Zenit Sankt Petersburg
Malaga to rewelacja tego sezonu (fot. Marca.com)
Nie dość, że Zenitowi wyraźnie nie idzie, to dochodzą do tego jeszcze problemy kadrowe. No dobra, jeden problem, ale za to jaki. W starciu z Anderlechtem nie będzie mógł wystąpić ten, który miał w Petersburgu być bogiem – Hulk. Brazylijski napastnik cierpi na uraz mięśniowy i nie będzie zdolny do gry przynajmniej przez dwa najbliższe tygodnie. Były gracz FC Porto nie był w tym sezonie jakoś niesamowicie skuteczny, jednak sama jego obecność w składzie jest najzwyczajniej w świecie ważna. To gracz, który w każdej chwili może zrobić coś z niczego. A takie cuda są właśnie Zenitowi potrzebne. Rosjanie mogą po wtorkowym meczu znaleźć się na ostatnim miejscu w swojej grupie. I nie jest to scenariusz niemożliwy. Anderlecht udowodnił już, że jeśli chce, to potrafi. Nie inaczej będzie przeciwko rosyjskiemu zespołowi. Brukselczycy przed rozpoczęciem rozgrywek grupowych byli skazywani na porażkę i zajęcie ostatniego miejsca, a tu proszę – liczą się nawet w walce o awans do fazy pucharowej. Jeśli wszystko poszłoby po myśli Anderlechtu, to Belgowie po czterech kolejkach będą zajmować drugie miejsce. Warunkiem absolutnie niezbędnym do spełnienia jest jednak pokonanie Zenitu. A zespół Luciano Spallettiego również doskonale zdaje sobie sprawę, że ma nóż na gardle. Karty w grupie C rozdaje jak na razie Malaga i to ona jest pewniakiem do dalszej gry w Lidze Mistrzów. Walka o drugie miejsce powinna rozegrać się właśnie między Zenitem a Milanem. We wszystko włączyć się chce jednak Anderlecht, dlatego mecz w Brukseli zapowiada się naprawdę pasjonująco. Obydwie drużyny interesować będzie jedynie zwycięstwo.
AC Milan – Malaga
Czyżby coś dobrego zaczęło dziać się w Mediolanie? Ekipa Massimiliano Allegriego w miniony weekend w bardzo przekonujący sposób zdobyła trzy punkty w lidze, nie dając żadnych szans Chievo Verona (5:1). We wtorkowy wieczór mediolańczyków czeka jednak zdecydowanie trudniejsze zadanie. Malaga przyjedzie na San Siro co prawda po zaskakującej porażce 1:2 z Rayo Vallecano, jednak każdemu zespołowi mogą przydarzyć się słabsze dni. Pytanie, czy Manuel Pellegrini zdoła wpoić swoim zawodnikom, aby zbytnio się tą porażką nie przejmowali. Zdobycie kompletu punktów na Półwyspie Apenińskim jest jak najbardziej w zasięgu „Los Boquerones”, co pokazał już pierwszy mecz na La Rosaleda, w którym Milan przegrał 0:1. Na korzyść hiszpańskiego zespołu przemawia fakt, że do kadry wraca w końcu Jeremy Toulalan, który będzie miał okazję rozegrania swojego pierwszego meczu w Lidze Mistrzów w tym sezonie. To bez wątpienia olbrzymie wzmocnienie Malagi, której druga linia bez francuskiego pomocnika nie prezentuje się tak okazale. Przeciwko wielokrotnemu mistrzowi Włoch nie zagrają za to Juanmi, Recio i Fabrice Olinga, których Pellegrini postanowił zostawić w domu. Chilijczyk w dalszym ciągu musi także radzić sobie bez Nacho Monreala i Julio Baptisty. Ten drugi wznowił już jednak treningi z zespołem i lada chwila powinien być do dyspozycji trenera. Gorzej wygląda sytuacja Monreala, ciągle narzekającego na ból pleców. Data jego powrotu nie może być w tym momencie nawet oszacowana. Jeśli chodzi o Milan, to wszystko kręci się w zasadzie jedynie wokół Robinho. Brazylijczyk, podobnie jak Baptista w Maladze, trenuje już z całym zespołem, ale jego przerwa trwała zdecydowanie krócej i jest nadzieja na to, że będzie mógł wystąpić przeciwko czwartej drużynie Primera Division. Kontuzjowani są jednak Didac, Rodney Strasser, Luca Antonini i Djamel Mesbah.
GRUPA D
Manchester City – Ajax Amsterdam
Aguero w weekend nieco odpoczął, więc powinien być w formie na Ajax (fot. skysports.com)
Emocji w grupie D ciąg dalszy. Grupa śmierci nie rozczarowuje od pierwszego spotkania i wielkie nadzieje pokładamy również w meczach czwartej kolejki. Przed dwoma tygodniami Manchester City sensacyjnie poległ na Amsterdam Arena 1:3 i znacząco utrudnił sobie sytuację w grupie, w której do ostatniej kolejki walczył będzie o awans do fazy pucharowej. Zwycięstwo nad Ajaksem jest teraz absolutną koniecznością. „The Citizens” z zaledwie jednym punktem zajmują ostatnie miejsce w grupie. Amsterdamczycy z kolei zwietrzyli szansę na to, iż wiosną nadal będą grać w europejskich rozgrywkach. Na ten moment w zdecydowanie uprzywilejowanej sytuacji znajdują się Borussia Dortmund i Real Madryt, ale po wtorkowych meczach sytuacja może ulec zmianie. Jeśli Manchester nie zdobędzie trzech punktów, pogrzebie swoje szanse na awans do fazy pucharowej. Przeciwko Ajaksowi bez wątpienia będzie faworytem, ale tak samo było przecież w pierwszym meczu obydwu tych zespołów. Holendrzy przyjadą na Etihad Stadium w praktycznie najmocniejszym składzie. Braki Enoha, Boilesena i Sightorssona raczej nie spędzają snu z powiek Frankowi de Boerowi. Roberto Mancini powodów do zmartwień ma nieco więcej. Ciągle nie wiadomo, czy drużynie będzie mógł pomóc David Silva. Oprócz Hiszpana niepewni występu są także James Milner i Joleon Lescott. Włoski trener nie będzie mógł na pewno skorzystać również z usług Maicona, Richardsa i Rodwella. W miniony weekend „Obywatele” zaledwie zremisowali na wyjeździe z West Hamem United, a Mancini nie bardzo miał pomysł na to, jak zmienić coś w grze swojego zespołu. Na ławce aż do 59. minuty odpoczywał Sergio Aguero, a więc bardzo możliwe, że City już od kilku dni mocno myślało o wtorkowym meczu o wszystko w Lidze Mistrzów.
Real Madryt – Borussia Dortmund
O ile już pierwsze starcie na Signal Iduna Park zapowiadało się niezwykle emocjonująco, tak prawdziwą wisienką na torcie powinien być mecz rewanżowy. Dortmundczycy nie byli rzecz jasna spisywali na straty, jednak chyba mało kto spodziewał się, że Lewandowski i spółka wydrą „Królewskim” trzy punkty. Jakby nie patrzeć, porażka Realu w Niemczech postawiła go w mało komfortowej sytuacji. Jose Mourinho musi zrobić absolutnie wszystko, aby jego ekipa sięgnęła we wtorek po komplet punktów. Portugalczyk zapowiada oczywiście, że zajęcie pierwszego miejsca w grupie nie jest niezbędne, jednak każdy doskonale wie, że są to tylko słowa, mające na celu ściągnięcie presji z zawodników. A ta jest ogromna. W poprzednim sezonie Real przebrnął przez fazę grupową bez straty punktów – teraz przeciwnicy są jednak dużo groźniejsi. Również Borussia wie, jak ważny będzie mecz na Santiago Bernabeu. Gdyby Niemcom udało się po raz kolejny pokonać hiszpańskiego giganta, prawie na pewno mieliby już miejsce w fazie pucharowej. Mało tego, istniałaby duża szansa na to, że mistrz Niemiec zakończyłby zmagania grupowe na pierwszym miejscu. A przed startem Ligi Mistrzów to przecież Manchesterowi dawano więcej szans na wyjście z grupy. Problemem mogą być jednak kontuzje. Do Madrytu Jurgen Klopp nie zabierze ze sobą takich piłkarzy jak Jakub Błaszczykowski czy Sven Bender. Wątpliwości pojawiają się również przy nazwisku Sebastiana Kehla, który w zremisowanym 0:0 meczu ze Stuttgartem doznał kontuzji twarzy. Niemiecka prasa jest jednak zdania, że kapitan BVB zagra przeciwko „Los Blancos” w specjalnej masce ochronnej. Nie mniejsze problemy ma wspomniany Jose Mourinho. Najpierw jednak pozytywy – trener Realu w weekend odzyskał Alvaro Arbeloę, a przeciwko Borussii będzie mógł zagrać także Xabi Alonso, który w lidze nie grał z powodu nadmiaru żółtych kartek. Bask również skarżył się na pomniejsze problemy, więc jemu ten odpoczynek akurat wyszedł na dobre. Z kontuzjami niestety nadal zmagają się Marcelo, Coentrao i Khedira, których występ jest wykluczony. W ostatnich sporo mówi się jednak o Sergio Ramosie, który w kilku meczach grał z olbrzymim bólem pleców. Reprezentant Hiszpanii sam jednak prosił Mourinho o możliwość gry, mając na uwadze, jak przetrzebiona jest formacja defensywna mistrza Hiszpanii. Najgorsze, że Portugalczykowi w ostatniej chwili wypadł ze składu Karim Benzema, który narzeka na problemy mięśniowe. „The Special One” na konferencji prasowej zapowiedział za to, że w pierwszym składzie na pewno wybiegnie młody Raphel Varane.