W 1. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów, Manchester United pewnie pokonał na własnym stadionie Bayer Leverkusen 4:2. Bohaterem spotkania był zdobywca dwóch bramek, wykonawca jednej asysty oraz być może babola sezonu – Wayne Rooney. Gole dla gości strzelili Simone Rolfes oraz w końcówce Omer Toprak.
Zarówno David Moyes, jak i Sami Hyypia nie zaskoczyli wyjściowymi jedenastkami, stawiając na pewniaków. W zespole „Czerwonych Diabłów” zadebiutował dziś, jeśli chodzi o europejskie puchary, Marouane Fellaini.

Gospodarze od pierwszych minut torpedowali rywali akcjami ze skrzydeł. Na prawej flance szarżującego Valencię, próbował zastopować Boenisch. Pierwsze strzały w spotkaniu oddali Rooney (zablokowany) i Van Persie (niecelny). W miarę upływu czasu goście czuli się pewniej i zaczęli się przebijać przez oblężenie, które przygotowali dla nich piłkarze Manchesteru. Pressing jednak był niesamowity. W 20. minucie po dośrodkowaniu Van Persie’ego z rzutu wolnego, do piłki najwyżej wyskoczył Smalling. Młody obrońca anemicznym, lecz groźnym strzałem o mało nie otworzył wyniku spotkania.
Po chwili Manchester już prowadził. Patrice Evra na prawej flance kilkukrotnie zakręcił obrońcą i zagrał futbolówkę w środek pola. Po tym jak dostał ją z powrotem zdecydował się na centrę, posyłając piłkę wprost na nogę Rooney’a. Cała akcja była na pograniczu spalonego. Snajper z zimną krwią wykorzystał sytuację po strzale z powietrza. Pierwsze pół godziny minęło pod dyktando podopiecznych Moyes’a, którzy zdecydowanie częściej byli przy piłce. Jedynie po stałych fragmentach gry „Aptekarze” potrafili zagrozić bramce De Gei. Wszystkie piłki w ataku pozycyjnym zagrywane były przez zawodników Bayeru w kierunku Kiesslinga.
Po szybkim tempie narzuconym w początkowych fragmentach, gospodarze trochę zeszli z tonu i czekali na okazję do kontry. Van Persie był dziś mocno rozochocony pod polem karnym rywali, a to dryblował, a to wymieniał bokserskie spojrzenie z sędzią. Jego zaangażowanie zostało „wynagrodzone” żółtą kartką. Końcówka pierwszej połowy minęła wraz z kolejnymi atakami gospodarzy, jednak wynik już się nie zmienił.
Druga połowa rozpoczęła się od sielankowych wymian piłki przez obie strony. Gospodarze nie kwapili się do podwyższenia rezultatu, a goście zabezpieczali przede wszystkim tyły. Tymczasem coraz mniej pewny w swoich interwencjach był Boenisch, który zaczynał przypominać zawodnika z meczu reprezentacyjnego.
Minutę później miała miejsce niewiarygodna akcja. Najpierw babolem „popisał się” Toprak, tracąc piłkę tuż przed swoją „szesnastką”. Przejął ją Rooney, minął golkipera Bayeru i, gdy już miał przed sobą pustą bramkę, fatalnie kopnął. W to, co się wydarzyło nie mógł uwierzyć: Rooney, Moyes, Ferguson, będący na trybunach, oraz Van Persie, czekający na dogranie. Sytuacja zemściła się w perfidny sposób. Nonszalancje defensywy Manchesteru wykorzystał Min-Son, który wyłożył piłkę przed polem karnym swojemu kapitanowi. Rolfes pięknym rogalem umieścił ją tuz przy lewym słupku. De Gea nawet się nie ruszył, a futbolówka po drodze musnęła Carricka.










