Liga Mistrzów powróciła na dobre po zimowej przerwie. Za sobą mamy już pierwsze mecze 1/8 finału, a przed nami kolejne tygodnie pełne emocji. Każdy kibic powinien zaznaczyć na czerwono w kalendarzu kolejne wtorki i środy i delektować się świętem, jakim bez wątpienia są mecze tych najbardziej elitarnych rozgrywek piłkarskich. A co nas czeka w jutrzejszy wieczór?
Powiedzieć, że czeka nas dużo emocji – to za mało. Powiedzieć, że nie można tego przegapić – to oczywiste. W zasadzie można nic nie mówić, wystarczy spojrzeć na terminarz Ligi Mistrzów i wszystko jasne. Środowe mecze będą z dwóch powodów wyjątkowe. Pierwszy, Borussia Dortmund – Szachtar Donieck, dlatego że drużyna, której gra oparta jest na trzech Polakach, ma wielką szansę na awans do ćwierćfinału i przy mizernym poziomie polskich klubów może dać nam choć trochę dumy i radości. Drugi, Real Madryt – Manchester United, nie wymaga jakiegokolwiek komentarza. To po prostu trzeba zobaczyć!
Real Madryt – Manchester United

Dla takich spotkań się żyje. Starcie gigantów. Pojedynek mistrzów. Rywalizacja najlepszych. Można tak w nieskończoność. Ten mecz od razu po losowaniu został okrzyknięty przedwczesnym finałem rozgrywek. Trudno się z tym nie zgodzić. Spotkanie jednych z najlepszych obecnie drużyn na świecie to nie tylko rywalizacja między znakomitymi piłkarzami, to także pojedynek świetnych trenerów, Jose Mourinho i sir Aleksa Fergusona. Myślę, że nikt by się nie obraził, jakbyśmy właśnie te dwie drużyny zobaczyli w maju na Wembley. Obie z pewnością zasługują na zdobycie trofeum, ale niestety jedna z nich zakończy swój udział już na 1/8 finału. Kto wyjdzie z tej rywalizacji zwycięsko?
Real jest wielką niewiadomą. Nierówna forma w ostatnich tygodniach w połączeniu z rzekomym konfliktem w szatni na pewno negatywnie oddziałuje na morale zawodników Jose Mourinho. „Królewscy” na papierze mają lepszy zespół, ale grają piłkarze, a nie nazwiska. A ci z Madrytu są strasznie nieprzewidywalni. Potrafią rozgromić Valencię na Mestalla 5:0 i Getafe na Bernabeu 4:0, aby bezbramkowo zremisować z Osasuną i pogrążyć się w meczu z Granadą. Dwa tygodnie temu w zremisowanym 1:1 Gran Derbi pokazali świetny futbol. Szybkie i piękne akcje, kompletne wyłączenie Messiego i kapitalny występ Varane. Real zaprezentował się znacznie lepiej od faworyzowanej Barcelony i pokazał, że strata szesnastu punktów nie jest odzwierciedleniem różnicy poziomów między nim a ekipą Tito Vilanovy. Ale zaraz potem przyszedł ww. katastrofalny występ z Granadą, w którym Cristiano i ekipa przegrali 0:1. Jednak żeby dać kibicom więcej powodów do rozmyślania nad ich formą, w następnej kolejce rozbili 4:1 Sevillę. Trudno więc przewidzieć, jaki będzie w ich wykonaniu następny mecz. Sytuacja kadrowa Mourinho jest nie najgorsza. Portugalczyk nie może skorzystać tylko z Casillasa, którego z powodzeniem zastępuje Lopez, i z objawienia ostatnich tygodni Varane. W jego miejsce zagra powracający po kontuzji Pepe. Czy to jednak wystarczy?









