Do zakończenia fazy grupowej Ligi Mistrzów pozostała już tylko jedna kolejka. Mimo to kilka drużyn zdążyło już sobie zapewnić udział w zmaganiach pucharowych. Jak się spojrzy na tabele poszczególnych grup wnioski nasuną się same. Takich rozstrzygnięć należało się spodziewać.
Grupa A
Inter Mediolan i Tottenham Hotspur, mimo wpadek w pierwszej kolejce, wyraźnie dawały do zrozumienia, że na tle swoich grupowych rywali prezentują się zdecydowanie lepiej. Patrząc na ich wyniki i styl, w jakim je odnosili, łatwo dochodziło się do wniosku, że zapewnienie sobie przez nie awansu, to kwestia czasu. Jedna z tych ekip mogła to zrobić już dwa tygodnie temu, gdyby wygrała oba bezpośrednie mecze. Choć „Koguty” debiutują w Lidze Mistrzów, więcej powodów do radości ma raczej opiekun „Niebiesko-czarnych”. Nie od dziś wiadomo, że nad głową Rafaela Beniteza zbierają się czarne chmury. Dzięki pokonaniu Twente hiszpańskiemu trenerowi udało się przełamać kryzys lub po prostu odwlec egzekucję. Podczas gdy kibice w Mediolanie już tęsknią pewnie za Jose Mourinho, ci w stolicy Anglii z niecierpliwością oczekują pierwszego pucharowego przeciwnika. W obecnej formie Tottenham stać nawet na ćwierćfinał.
Grupa B

Im bliżej końca rywalizacji w tej grupie, tym blamaż Olympique Lyon coraz bardziej realny. Podopieczni Claude’a Puela rywalizację w Lidze Mistrzów rozpoczęli od pewnych wygranych ze wszystkimi rywalami. Jednak im dłużej trwa turniej, tym gorzej sobie radzą. O ile przegraną z Benficą jeszcze można im wybaczyć, o tyle porażka z przeżywającym głęboki kryzys Schalke na pewno dobrze o liończykach nie świadczy. Na ich postawie może zyskać ekipa z Portugalii. Może, ale nie musi. Jeżeli jedenastka z Estadio da Luz w starciu z „Królewsko-niebieskimi” zaprezentuje się tak samo, jak ostatnio z Hapoelem, może definitywnie pożegnać się z pucharami.
Grupa C
W przypadku grupy C można stwierdzić, że wszystko jest tak, jak być powinno. Niezagrożony Manchester United ma w kieszeni awans z pierwszego miejsca. O sukcesie „Czerwonych Diabłów” przesądziła przede wszystkim silniejsza i szersza od przeciwników kadra oraz konsekwencja w grze i osiąganych wynikach. W najgorszych humorach po pięciu kolejkach są „Rangersi”. Podopieczni Waltera Smitha oczekiwali, że w końcu uda im się odnieść sukces w postaci udziału w 1/8 finału. Tymczasem po raz kolejny przekonaliśmy się o miejscu ligi szkockiej w europejskiej hierarchii. Trudno jest coś osiągnąć z bardzo mocnymi przeciwnikami, kiedy na własnym podwórku praktycznie nie ma żadnego konkretnego rywala. Przegrywając 1:6 z Valencią, Bursaspor potwierdził wyłącznie chęć jak najszybszego zakończenia udziału w Lidze Mistrzów.









