Po niezwykle emocjonującym spotkaniu FC Barcelona zremisowała z Chelsea Londyn 1:1, po golu Andresa Iniesty w doliczonym czasie gry.
Początek spotkania to wyrównany pojedynek. Obydwa zespoły grały zachowawczo. W 9. minucie w pole karne gości próbował się wedrzeć Frank Lampard. Kiedy wydawało się, że obrońcy „Blaugrany” zażegnali bezpieczeństwo do futbolówki dopadł Michael Essien i potężnym strzałem pod poprzeczkę bramki Victora Valdeza wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.
Kolejne minuty meczu to nieudolne próby ataku podopiecznych Josepa Guardioli i groźne kontrataki zespołu Guusa Hiddinka (niewykorzystane sytuacje Lamparda i Didiera Drogby). Zespół z Katalonii nie potrafił sobie poradzić ze świetnie ułożoną taktycznie ekipą „The Blues”. Dokładnie pilnowani Xavi, Lionel Messi i Andres Iniesta nie byli w stanie stworzyć sobie i kolegom dogodnych sytuacji.
Druga połowa meczu to podobny obraz gry jak przed przerwą. Piłkarze FC Barcelony, grając w zbyt wolnym tempie i próbując przedrzeć się środkiem boiska, coraz bardziej irytowali Guardiolę. W 53. minucie po doskonałym podaniu Nicolasa Anelki w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem „Dumy Katalonii” znalazł się Drogba. Valdez instynktownie wybronił strzał napastnika Chelsea.
Z minuty na minutę spotkanie stawało się coraz bardziej brutalne i przerywane częstymi faulami z obydwu stron. W 66. minucie czerwoną kartkę ujrzał Eric Abidal, który faulował swojego rodaka Nicolasa Anelkę. Barca musiała więc do końca spotkania grać w osłabieniu.
W 72. minucie spotkania kolejną skuteczną interwencją popisał się Valdez, który obronił strzał Franka Lamparda. Grający w „dziesiątkę” goście próbowali zdobyć upragnionego, wyrównującego gola. Swojej szansy nie wykorzystał środkowy obrońca Barcelony Gerard Pique. Ten sam zawodnik w 82. minucie zagrał piłkę ręką, jednak arbiter spotkania nie zauważył nieprzepisowej interwencji obrońcy gości.
Drużyna Guardioli w końcówce spotkania postawiła wszystko „na jedną kartę”, co spowodowało liczne kontrataki gospodarzy. Ostatnie minuty to rozpaczliwe akcję „Blaugrany”. Jednak w środowy wieczór „katalońska maszyna” nie była odpowiednio „naoliwiona”. Świadczyć może o tym chociażby liczba strzałów gości oddanych w światło bramki (0).
I kiedy wydawało się, że to holenderski szkoleniowiec będzie mógł tryumfować, w polu karnym z piłką zatańczył Messi, podał do Andresa Iniesty, a ten nie dał szans Petrowi Cechowi.
27 maja na Stadio Olimpico w Rzymie zmierzą się drużyny FC Barcelony i Manchesteru United.









