W rewanżowym spotkaniu Ligi Mistrzów na Allianz Arena, w którym mierzyły się ekipy Bayernu Monachium i Realu Madryt, lepsi okazali się Hiszpanie, którzy rozgromili Bayern 4:0. Po dwie bramki zanotowali Ramos i Ronaldo. Real melduje się w finale LM.
Od początku spotkania czuć było, że to jedno z tych starć, o których będzie się opowiadało latami. Nie było to mylne wrażenie, ponieważ kibice w Monachium nie wyobrażali sobie, że ich drużyna nie awansuje do finału Ligi Mistrzów. W 10. minucie tylko przez brak koncentracji Bale nie wykorzystał błędu Neuera, jednak już sześć minut później kilkadziesiąt tysięcy kibiców Bayernu zamilkło, ponieważ po rzucie rożnym Modrica fenomenalnie do piłki wyskoczył Ramos i otworzył worek z bramkami.

Worek wysypał kolejnego gola już w 20. minucie i znów Sergio Ramos po stałym fragmencie gry, jednak tym razem asystował Di Maria. Obraz gry się nie zmieniał. Real grał swoje, a piłkarze Pepa Guardioli marzyli o przerwie, gdzie będzie szansa się otrząsnąć. Przed tym jednak Bayern dostał trzeci cios, po którym „Bawarczycy” chyba już przestali wierzyć. Kapitalna kontra „Królewskich” przy udziale Bale’a, Benzemy i w finale wykończył Cristiano Ronaldo, który chyba zupełnie pozbawił ten mecz emocji w drugiej części gry. W końcówce piłkarze Bayernu częściej przebywali na połowie rywali, jednak bez oczekiwanego efektu.
Na drugą część meczu piłkarze Bayernu wychodzili z nietęgimi minami. Można by rozpatrywać w kategoriach cudu ewentualny awans „Bawarczyków” do finału. Podopieczni Pepa Guardioli próbowali i próbowali, jednak z tych prób nic nie wynikało. Real co prawda w dużej mierze oddał inicjatywę, jednak gospodarze nie potrafili niczym zaskoczyć „Los Blancos”. Z każdą minutą malały szanse Bayernu, które i tak już były bliskie zeru.
Rozbicie psychiczne „Bawarczyków” było widoczne jak na dłoni. W 90. minucie doszło do absolutnego i bezdyskusyjnego nokautu, który spektakularnie zakończył wtorkową walkę, w której mimo wszystko ciosy zadawali wyłącznie wojownicy Anccelottiego. Real awansował do finału Ligi Mistrzów już po pierwszej połowie, o czym wiedzieli chyba również wszyscy w Monachium, włącznie z piłkarzami obu drużyn…










