W szlagierowym spotkaniu Ligi Mistrzów Bayern Monachium w znakomitym stylu rozprawił się z Manchesterem City, wygrywając 3:1. Monachijczycy urządzili sobie dziś na Etihad Stadium piłkarską kanonadę rodem z zeszłorocznego dwumeczu z Barceloną. Przeważali przez prawie całe spotkanie, choć w ostatnich minutach nie zabrakło również niespodziewanych emocji.
W hitowym pojedynku drugiego dnia Champios League doszło do starcia gigantów, którzy nie zachwycali w ostatnim czasie grą w rodzimych rozgrywkach. Guardiola po raz kolejny zaskoczył wyjściową jedenastką. „Bawarczycy” rozpoczęli spotkanie bez klasycznego napastnika, w którego miał się wcielić Müller. City – oprócz braku Zabalety – bez zaskoczeń.

Ku zaskoczeniu zgromadzonych kibiców to goście od początku ruszyli do ataku. Pierwszy strzał w meczu oddał Robben po indywidualnej akcji i dośrodkowaniu Alaby. Gospodarze odpowiedzieli stałymi fragmentami gry i strzałem Richardsa.
Nie minęła jeszcze 10. minuta gry, a Bayern już prowadził. Po raz kolejny wielką klasę potwierdził Ribery. Po przerzucie Rafinhy przyjął piłkę, przemknął parę metrów i uderzył z około 25. metra w krótki róg. Choć strzał był precyzyjny i mocny, to Hart mógł się lepiej zachować w tej sytuacji.
Pierwszy kwadrans gry minął pod dyktando Bayernu. Zarówno pod względem fizycznym, jak i szybkościowym przewaga gości była ogromna. Kapitalnymi rajdami popisywali się boczni obrońcy: Alaba i Lahm. Natomiast gra defensywna City sprowadzała się do bezsensownych wykopów przed siebie. Kompletnie niewidoczna i bezproduktywna była ofensywa. Po jednej z centr Ribery’ego można było odnieść wrażenie, że brakuje dziś jednak typowego snajpera w „szesnastce”.
Po świetnym zagraniu z głębi pola Müller odbił klatką piłkę do Robbena. Holender przemknął obok Clichy’ego i dośrodkował, ale wyjątkowo niecelnie. Na podanie czekał Müller, który zapewne wpakowałby piłkę do sitaki. Jedna bramka przewagi nie oddawała obrazu gry. Momentami wyglądało to tak, jakby Bayern grał w jednej z pierwszych rund Pucharu Niemiec, a nie hicie LM.
Po kolejnej zaczepnej akcji Alaba uderzył wprost w Harta. Austriak solidnie pracował na miano MVP spotkania. W końcówce pierwszej części meczu zaostrzyła się gra. Wskazywało to, że City jeszcze nie ma zamiaru się poddać. Na razie jednak jednobramkowa przewaga gości to najniższy wymiar kary.
Druga połowa rozpoczęła się od nieśmiałych ataków (a raczej prób ataków) gospodarzy. Piłkarze poprawili statystyki dotyczące kornerów, wykonując trzy w ciągu kilku minut. Nie przyniosły one większego zagrożenia. Bliżsi podwyższenia rezultatu byli monachijczycy. Po oryginalnej i przewidywalnej dla siebie akcji Robben posłał futbolówkę tuż obok słupka.









