Zatrudnienie nowego trenera, zakontraktowanie wielu nowych piłkarzy, w tym kilku mających bardzo bogate piłkarskie CV. W teorii ŁKS przygotował się na walkę o powrót do ekstraklasy. Nie przewidział jednak zdarzeń losowych (choć czy aby na pewno?), które znacznie utrudnią wykonanie zadania. Na Łódzki Klub Sportowy spadło urazowe fatum, które od dłuższego czasu ich prześladuje i nie opuszcza „Rycerzy Wiosny”.
Trudno o racjonalne wytłumaczenie genezy klątwy, z którą obecnie zmaga się ŁKS. Jasne, kontuzje są wliczone w życie piłkarzy, ale na taką skalę właściwie się nie wydarzają. – Nigdy nie miałem takiej sytuacji jak teraz – odnosił się do licznych kontuzji w zespole trener Kibu Vicuna po wczorajszym spotkaniu przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała. Trudno się dziwić. Sytuacja, z którą zmaga się ŁKS, zdecydowanie nie jest normalna.
Strata filaru środka pola ŁKS-u
A tendencja od początku sezonu jest zwyżkowa. Zatem dziwić nie może, że tłumaczenie, jakoby wszystkie urazy brały się z pecha bądź z przypadku, niekoniecznie dalej przekonuje kibiców Łódzkiego Klubu Sportowego. Problem może leżeć gdzie indziej. Bo jak wytłumaczyć, że od początku sezonu w zasadzie ponad połowa piłkarzy ŁKS-u zmagała się już z jakimiś większymi bądź mniejszymi problemami zdrowotnymi?
Sezon 2021/2022 ŁKS zaczynał, mając kontuzjowanych trzech zawodników i z wracającymego do zdrowia, ale będącym już w kadrze meczowej Nacho Monsalve. Dwie z trzech absencji – Corral i Dankowski – to jeszcze pozostałości po zeszłej kampanii, Ricardinho zaś kontuzji nabawił się przed sezonem. Tragedii wówczas nie było.
Bardzo szybko, bo już po pierwszej kolejce Fortuna 1. Ligi, wypadł filar środka pola – Antonio Dominguez. Uraz Hiszpana okazał się dosyć poważny, bo Dominguez na boisko wrócił dopiero wczoraj, na ostatnie pół godziny rywalizacji z Podbeskidziem. Co więcej, jak podkreślał sam zawodnik w rozmowie z ŁKS TV, pierwszy raz w karierze przytrafiła mu się poważniejsza kontuzja.
Początek problemów z defensywą
Konieczność gry bez Antonio Domingueza dopiero zapoczątkowała falę problemów Łódzkiego Klubu Sportowego. Problemów, które najmocniej dały się we znaki formacji defensywnej, która z meczu na mecz coraz bardziej cierpiała. Najpierw wypadł Nacho Monsalve, który miał być podstawowym stoperem u Kibu Vicuny, a w lidze zdążył rozegrać ledwie 53 minuty.















