Na otwarcie 2. kolejki PKO BP Ekstraklasy ŁKS Łódź zmierzył się z Ruchem Chorzów. Było to starcie drużyn, które w zeszłym sezonie zajęły dwa pierwsze miejsca na zapleczu polskiej elity i awansowały bezpośrednio do najlepszej ligi w kraju. Na stadionie w Gliwicach o świetną atmosferę zadbali fani „Niebieskich”, którzy wypełnili praktycznie cały obiekt. Na samym boisku lepiej zaprezentowali się zawodnicy trenera Skrobacza i to oni ostatecznie triumfowali w tym starciu. Natomiast ŁKS Łódź miał swoje dobre momenty, lecz było to za mało, aby odnieść pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.
ŁKS Łódź po porażce 0:3 z Legią Warszawa chciał pokazać się z lepszej strony w starciu z rywalem, z którym w zeszłym sezonie mierzył się w Fortuna 1. Lidze. Niestety po raz kolejny łodzianie ponieśli porażkę i po dwóch kolejkach nie mają strzelonej ani jednej bramki. Gorszego początku sezonu nie mogli sobie wyobrazić kibice „Rycerzy Wiosny”.
Szybkie objęcie prowadzenia
Na samym początku obie ekipy starały się stworzyć sobie okazję do zdobycia bramki, lecz z nie najlepszym skutkiem. Jednak z minuty na minutę Ruch Chorzów zaczynał coraz bardziej dominować swojego rywala. Nie trzeba było długo czekać, aby fani zgromadzeni na stadionie w Gliwicach ujrzeli pierwszą bramkę. W 14. minucie Wójtowicz dobrze wrzucił piłkę z autu pod nogi Daniela Szczepana. Ten po minięciu Nacho Monsalve dograł piłkę do Kacpra Michalskiego, który bez wahania uderzył na bramkę. Świetną interwencją przy tym strzale wykazał się Aleksander Bobek, który wybronił to uderzenie, lecz piłka ponownie trafiła pod nogi Michalskiego, który tym razem umieścił ją w siatce.
Po bramce dalej przewagę na boisku mieli zawodnicy w niebieskich koszulkach. ŁKS Łódź był zepchnięty do defensywy i tylko sporadycznie pojawiał się pod polem karnym rywali. Po pół godzinie gry bramkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego strzelił Bartosz Szeliga, lecz została ona zdobyta ze spalonego. To jednak napędziło gości, którzy zaczęli nabierać wiatru w żagle. Chwilę później bardzo dobrą okazję zmarnował Szeliga, który posłał wystawioną mu w polu karnym piłkę nad poprzeczkę. Pod koniec pierwszej połowy strzałem nożycami bramkarza gospodarzy chciał pokonać Dani Ramirez, ale piłkę z linii bramkowej wybił Kacper Michalski. Ostatni kwadrans był dużo lepszy w wykonaniu gości, jednak brakowało im celnych strzałów i na przerwę drużyna trenera Moskala schodziła ze stratą jednej bramki.











