Jeszcze w niedzielę Juergen Klopp i jego podopieczni ocierali łzy po porażce z Manchesterem City w rzutach karnych w finale Pucharu Ligi Angielskiej, a już dziś wieczorem wzięli na swych pogromcach krwawy rewanż i po bramkach Lallany, Milnera i Firmino zwyciężyli 3:0. Ten wynik oznacza, że od „The Citizens” coraz bardziej oddala się triumf w Premier League, lecz na ich szczęście również inni kandydaci do mistrzostwa Anglii nie zdołali w tej kolejce zgarnąć pełnej puli punktów.
Szalony dwumecz Liverpoolu i City

Gdy 21 listopada Liverpool rozgromił na wyjeździe Manchester City 4:1, mówiło się, iż ma to być początek wielkich sukcesów ekipy Juergena Kloppa. Jednak od tego czasu „The Reds” grali w kratkę, a ich wyniki nie zachwycały. Tydzień temu nawiązali do świetnego meczu na Etihad Stadium i rozbili Aston Villę aż 6:0, a dziś w rewanżowym ligowym starciu z „The Citizens” po raz kolejny pokazali, że potrafią rozgrywać fantastyczne spotkania.
W dwumeczu ligowym z Manchesterem podopieczni Kloppa zdobyli aż siedem bramek, tracąc zaledwie jedną, a trzeba napomknąć, że w obu tych pojedynkach rozmiary ich zwycięstwa mogły być znacznie większe. Dziś wszystko zaczęło się bardzo niepozornie, lecz gdy już Liverpool ruszył do ataku, był zabójczo skuteczny.
Po niemrawym początku „The Reds” rozkręcili się w drugiej części pierwszej połowy. W 34. minucie meczu parę metrów przed polem karnym City piłkę otrzymał Adam Lallana i silnym strzałem po ziemi w lewy róg bramki nie dał najmniejszych szans Joe Hartowi. Już siedem minut później było 2:0, a na listę strzelców wpisał się James Milner. Anglik technicznym strzałem z bliskiej odległości zakończył ładną, zespołową akcję podopiecznych Kloppa.

O ile w pierwszej połowie mecz był dość równy i niezbyt emocjonujący, a wynik nie do końca oddawał to, co działo się na murawie, o tyle już druga część spotkania była prawdziwym show w wykonaniu graczy Liverpoolu. „The Reds” w 100% opanowali środek pola i nie dość, że nie dawali najmniejszych szans podopiecznym Pellegriniego na stwarzanie bramkowych okazji, to sami raz po raz zagrażali bramce strzeżonej przez Harta. Na trzeciego gola nie musieli długo czekać, bo już w 57. minucie meczu po idealnym prostopadłym podaniu najlepszego na murawie Lallany wynik pojedynku ustalił Roberto Firmino. Do końca spotkania czwarta bramka dla „The Reds” wisiała w powietrzu, lecz z pomocą odrobiny szczęścia Manchesterowi udało się uniknąć jeszcze większej kompromitacji.












