W najbardziej polskim meczu tej kolejki w Lidze Mistrzów Trabzonspor podzielił się punktami z Lille. Na prowadzenie francuski klub wyprowadził w pierwszej połowie Moussa Sow, po przerwie zaś z rzutu karnego wyrównał Colman.
Ten mecz miał być oczkiem w głowie dla polskiej publiczności. Gdy w innych meczach szykowały się spotkania gigantów, Bayern – Manchester City czy Real – Ajax, w tureckim Trabzonie do walki przystępowało teoretycznie aż sześciu Polaków. Do kadr załapało się pięciu, ale tylko jeden z nich dostał szansę gry od pierwszej minuty, a był nim Arkadiusz Głowacki w składzie wicemistrzów Turcji. Jego rodakami pozostającymi na ławce byli Adrian Mierzejewski i Paweł Brożek w Trabzonsporze oraz Ireneusz Jeleń i Ludovic Obraniak w Lille.

Lille ostatnie cztery swoje ostatnie spotkania (trzy w lidze, jedno w LM) nie zdołało rozstrzygnąć na swoją stronę, często tracąc prowadzenie w ostatnich minutach meczu. Tak było dwa tygodnie temu, gdy na północ Francji przyjechał CSKA. Tranbzonspor był zatem przed pierwszym gwizdkiem w znacznie bardziej komfortowej sytuacji jako sprawca największej niespodzianki 1. kolejki Champions League, czyli zwycięstwa na San Siro z Interem Mediolan. Oba kluby znały również wynik pierwszego spotkania z Moskwy, skąd wicemistrzowie Włoch wywieźli cenne trzy punkty.
Od pierwszych minut większą chęć do ofensywy przejawiali goście z Francji, którzy za wszelką cenę chcieli przełamać serię remisów, kontynuując filozofię Rudiego Garcii gry do przodu. Najwięcej wiatru pod bramką Tolgi Zengina czynili oczywiście najbardziej kreatywni w zespole „Les Dogues”, skrzydłowi Hazard i Joe Cole.
Potem jednak oba zespoły przyjęły bezpieczniejszy wariant i nie ryzykowały zbytnio w swoich wypadach pod przeciwne pole karne. Można było w tym okresie meczu zobaczyć co najwyżej łatwe do przechwycenia dośrodkowania i długie podania z własnej połowy czy niecelne strzały. Ćwierć meczu minęła, a kibice wciąż nie byli w stanie wymienić żadnej dogodnej okazji dla którejkolwiek ze stron. Pierwsze zagrożenie w swoim polu karnym stworzyli obrońcy Lille, a właściwie golkiper, Mickael Landreau, który bez problemów powinien był złapać dośrodkowanie z rzutu wolnego. Wypuścił jednak piłkę, a dobijać chciał Głowacki, lecz holenderski arbiter, Bjorn Kuipers, uznał, że Polak faulował rywala.
Chwilę później sędzia tego meczu podjął kolejną niekorzystną dla gospodarzy decyzję, tym jednak razem bardziej kontrowersyjną. Odgwizdał pozycję spaloną Halila Altintopa, mocno wątpliwą, a gdyby nie to, Turek znalazł się w sytuacji sam na sam. Lille nie czekało jednak długo z odpowiedzią. Jeszcze strzał z dystansu po indywidualnej akcji Hazarda poszybował ponad turecką bramką, lecz kolejna akcja otworzyła już wynik meczu.









