Już wkrótce poznamy finalistów, którzy spotkają się na Stadio Olimpico w Rzymie. We wtorek zmierzą się dwie angielskie drużyny – Arsenal będzie podejmował na własnym stadionie Manchester United. Zaledwie parę kilometrów obok, na Stamford Bridge, Chelsea będzie gościć u siebie FC Barcelonę. Korzystniej w rewanżach wypada zespół „Czerwonych Diabłów”, który pokonał Arsenal na Old Trafford 1:0. Dobry wynik 0:0 udało się wywieźć z Hiszpanii „The Blues”.
Arsenal Londyn – Manchester United
W pierwszym meczu tych drużyn lepsi okazali się piłkarze z Manchesteru. Podopieczni Sir Alexa Fergusona dominowali przez całe spotkanie; już w 19. minucie udało się im strzelić bramkę. Tylko świetna postawa wracającego po kontuzji Manuela Alumunii uchroniła zespół Wengera przed boleśniejszą porażką. Oba zespoły wygrały swoje ostatnie ligowe spotkania. Zarówno Ferguson jak i Wenger oszczędzili swoich najlepszych zawodników przed wtorkowym rewanżem. Manchester United będzie jednak osłabiony, gdyż w ostatnim momencie kontuzji nabawił się filar defensywy „Czerwonych Diabłów”, Rio Ferdinand. Mimo korzystnego rezultatu z Old Trafford to Arsenal jest w lepszej sytuacji ma tylko jedną bramkę do odrobienia i przewagę własnego stadionu. Drużyny spotkały się łącznie ze sobą 206 razy (we wszystkich rozgrywkach); historia przemawia na korzyść „Diabłów”, którzy pokonywali zespół z Londynu 83 razy (w 78 spotkaniach górą byli „Kanonierzy”, a 45 razy padał remis). Zapowiada się więc bardzo ciekawy pojedynek, którego wynik jest nie do przewidzenia.
Chelsea Londyn – FC Barcelona
Środowe spotkanie zapowiada się dużo ciekawiej niż wtorkowe starcie angielskich gigantów. Na Camp Nou Chelsea udało się wywieźć korzystny bezbramkowy remis. „Duma Katalonii” przeważała przez całe spotkanie, miała czasem 70-procentowe posiadanie piłki, jednak nie potrafiła sforsować świetnie dysponowanej defensywy „The Blues”. Po tym spotkaniu wielu piłkarzy Barcelony było oburzonych postawą podopiecznych Guusa Hiddinka, którzy nie pozwalali grać ich własnym stylem. Defensywna taktyka Holendra wybiła z rytmu świetnie spisującą się w hiszpańskiej lidze FC Barcelonę. Jednak ostatnie Gran Derbi pokazały, że podopieczni Guardioli wrócili na właściwy tor; pokonanie Realu Madryt na Santiago Bernabeu 2:6 musiało wywrzeć wrażenie na piłkarzach „The Blues”. Londyńczycy w swojej lidze bez problemu uporali się z rywalem zza miedzy, Fulham, wbijając mu trzy bramki przy stracie jednej.
Dotychczas zespoły mierzyły się ze sobą dziewięć razy; Chelsea wygrała w trzech spotkaniach, FC Barcelona w czterech, a dwukrotnie padał remis. Najbardziej pamiętnym chyba starciem obu tych drużyn był mecz również na Stamford Bridge w sezonie 2004/2005. W pierwszym meczu „Duma Katalonii” pokonała na własnym stadionie Chelsea 2:1, strzelając obie bramki w końcówce meczu. Rewanż w Londynie był zdecydowanie ciekawszy, bo już w 19. minucie Chelsea prowadziła 3:0. Kilka chwil później będący we wspaniałej wówczas formie Ronaldinho zdobył dwie bramki dla Katalonii, dając jej nadzieję na awans. Prowadzeni przez Jose Mourinho piłkarze „The Blues” strzelili jednak bramkę na 4:2 i zapewnili sobie awans do ćwierćfinałów. Defensywna Barcelona jest jednak bardzo uszczuplona, Carlos Pyuol jest zawieszony za kartki, a Rafael Marquez nabawił się kontuzji. To niejedyny problem Guardioli; ze składu wypadł mu również Thierry Henry. Guus Hiddink może wykorzystać słabą defensywę „Dumy Katalonii” i postawić na ofensywniejszą grę. Czy i tym razem możemy się spodziewać tak wspaniałego widowiska jak 4 lata temu? Wszystko na to wskazuje: rozpędzona Barcelona, głodna sukcesów i potrójnej korony, i prowadzona przez znakomitego trenera Guusa Hiddinka londyńska Chelsea, walcząca o swój pierwszy puchar Ligi Mistrzów.









