Historię starć drużyn hiszpańskich z ukraińskimi można w skrócie podzielić na trzy największe etapy: wielkie Dynamo Kijów w latach 90. oraz potyczki Barcelony z Szachtarem i Realu z Dynamem w ostatniej dekadzie. W przypadku starć angielskich drużyn między sobą należy skupić się na jednej parze: Chelsea – Liverpool, gdyż zespoły te przez pięć kolejnych lat trafiały na siebie w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów, za każdym razem dostarczając fanom niesamowitych emocji. Zacznijmy jednak od początku…
Rywalizacja hiszpańsko-ukraińska
Andrij Szewczenko za chwilę strzeli kolejnego gola Realowi, 1998/1999 (fot. www.bestinsoccer.com)
Pierwszy mecz w ramach Ligi Mistrzów między reprezentantami tych dwóch krajów odbył się już podczas drugiej edycji tego turnieju, w sezonie 1993/1994. Ówczesna formuła różniła się znacząco od obecnej – przeprowadzano dwie rundy, poprzedzane rundą wstępną, a zwycięzców z drugiej rundy umieszczano w dwóch grupach, których zwycięzcy awansowali do półfinału. Los skojarzył ze sobą w II rundzie Dynamo Kijów i Barcelonę i z rywalizacji tej zwycięsko wyszli Katalończycy. Wprawdzie w Kijowie przegrali oni 1:3, ale w rewanżu na Camp Nou gospodarze wygrali 4:1, a na listę strzelców wpisali się: Michael Laudrup, dwukrotnie obecny trener Lecha Poznań, Jose Bakero, oraz Koeman. Ukraińcy byli w stanie odpowiedzieć tylko jednym trafieniem 19-letniego Rebrowa i odpadli z rywalizacji. Barcelona dotarła później do samego finału, przegrywając w nim jednak w Atenach z Milanem aż 0:4.
Kolejne spotkanie graczy z Półwyspu Iberyjskiego z naszymi sąsiadami miało miejsce cztery lata później, a los znowu złączył Dynamo z Barceloną, tym razem jednak w zreformowanej fazie grupowej, która zastąpiła system rund. Był to okres wielkiego Dynama pod wodzą Walerego Łobanowskiego, które dwukrotnie rozbiło „Dumę Katalonii”, odpowiednio 3:0 w Kijowie i aż 4:0 na Camp Nou! Bohaterami tych spotkań byli Rebrow i 21-letni Szewczenko, który właśnie zaczynał podbijać Europę i tworzyć swoją legendę. Trzy gole wbite na wyjeździe sprawiły, że zawodnikiem zaczęły interesować wszystkie wielkie europejskie kluby, a Dynamo bez problemów wygrało wtedy swoją grupę, natomiast Barcelona zajęła w niej ostatnie miejsce i pożegnała się z pucharami, przegrywając nawet z PSV i Newcastle. Dynamo odpadło później w ćwierćfinale, przegrywając rywalizację z Juventusem, który przegrał później w finale z Realem Madryt.
Rok później los znowu skojarzył przedstawicieli tych dwóch krajów, tym razem po raz pierwszy, i aż do tego sezonu po raz ostatni w historii na etapie ćwierćfinału. Spotkali się w nim Dynamo z „Los Merengues” i po raz kolejny to Ukraińcy wyszli zwycięsko z rywalizacji z Hiszpanami. Prawdziwym geniuszem popisał się ponownie Andrij Szewczenko, który najpierw na Santiago Bernabeu zdobył pierwszą bramkę w zremisowanym 1:1 spotkaniu, a następnie w rewanżu jego dwa gole dały zwycięstwo 2:0 i pewny awans do półfinału. Kilka miesięcy później piłkarz ten został graczem AC Milan, z którym wygrał w 2003 roku Ligę Mistrzów i jako przedstawiciel klubu z San Siro rok później zdobył Złotą Piłkę.
Szansę do rewanżu „Los Blancos” otrzymali już rok później, gdyż oba kluby spotkały się w drugiej rundzie fazy grupowej. Tym razem lepsi okazali się Hiszpanie, którzy najpierw wygrali w Kijowie 2:1 po bramkach Morientesa i Raula, na które odpowiedział Rebrow, natomiast w rewanżu w Madrycie padł remis 2:2, po golach Raula i Roberto Carlosa oraz Czackiewicza i samobójczym trafieniu Hierro dla gości. Real zajął wtedy drugie miejsce w grupie, tuż za Bayernem Monachium, a Dynamo przegrało rywalizację tylko mniejszą liczbą strzelonych bramek. „Królewscy” jednak wykorzystali swoją szansę i wygrali później Puchar Mistrzów, pokonując w finale Valencię 3:0.
Na kolejne ukraińsko-hiszpańskie starcie kibice musieli czekać aż do sezonu 2004/2005, kiedy to do rywalizacji włączył się Szachtar Donieck, który trafił do grupy F z Barceloną, natomiast w grupie B los znowu skojarzył Real z Dynamem. Lepiej wypadli gracze z Doniecka, którzy mimo iż przegrali pierwszy mecz na Camp Nou 0:3 (gole Deco, Ronaldinho i Eto’o), to na swoim boisku pokonali wielką Barcelonę 2:0 po dwóch trafieniach Aghahowy. Dynamo musiało natomiast uznać wyższość Realu na Santiago Bernabeu i przegrało 0:1 po golu Owena, ale w Kijowie walczyło do końca o awans, gdyż ewentualna wygrana pozwoliłaby mu przeskoczyć graczy z Madrytu. Sztuka ta jednak się nie udała – mecz zakończył się remisem 2:2 po golach Yussufa i Verpakovskisa dla gospodarzy oraz Raula i Figo dla gości. Ostatecznie obie hiszpańskie drużyny zajęły drugie miejsca w swoich grupach (Real gorszym stosunkiem bramek za Bayerem i tylko punkt przed Dynamo, natomiast Barcelona za Milanem), a obie ukraińskie drużyny odpadły z rywalizacji. Ani Real, ani Barcelona nie zwojowały Europy – już w kolejnej rundzie, w ćwierćfinałach, musiały uznać wyższość odpowiednio Juventusu i Chelsea.
Los bywa bardzo złośliwy – dwa lata później w fazie grupowej znowu trafiły na siebie Real i Dynamo, a Szachtar tym razem musiał zmierzyć się z Valencią. Tym razem lepiej wypadł Szachtar – najpierw przegrał planowo na Mestalli 0:2 (dwa gole Davida Villi), ale w Doniecku udało mu się zremisować 2:2, czym zapewnił sobie dalszą grę w Pucharze UEFA, natomiast Valencia pewnie wygrała grupę. Real z kolei w Madrycie gładko uporał się z Dynamo i rozbił rywala aż 5:1, a na listę strzelców po dwa razy wpisywali się Ruud van Nisterlooy i Raul oraz jeden raz Jose Antonio Reyes. W Kijowie już tak łatwo nie było i Dynamo zremisowało z „Los Merengues” 2:2, a gole dla swoich drużyn strzelali Szackicki oraz Brazylijczyk Ronaldo. Real zajął drugie miejsce w grupie, za Lyonem, natomiast Dynamo zajęło ostatnie, bez choćby jednego wygranego spotkania. Real odpadł już w 1/8 finału z Bayernem, natomiast Valencia dotarła do ćwierćfinału, gdzie odpadła z Chelsea.
Przez kolejne sezony w roli głównej występowała już tylko Barcelona, która najpierw w sezonie 2008/2009 znowu trafiła na Szachtar, a rok później na Dynamo. Rywalizacja z graczami z Doniecka znowu sprawiła Katalończykom sporo problemów – w pierwszym spotkaniu na Ukrainie na kilka minut przed końcem gospodarze przegrywali 0:1, jednak w samej końcówce błysnął Lionel Messi, który najpierw wyrównał stan meczu w 87. minucie, a w 94. minucie zapewnił zwycięstwo. Rewanż należał już jednak do Ukraińców, którzy na Camp Nou pokonali Barcelonę 3:2. Nie przeszkodziło to jednak podopiecznym Pepa Guardioli wygrać grupy, natomiast Szachtar zajął trzecie miejsce i zagrał w Pucharze UEFA, który później wygrał, pokonując w finale w Stambule Werder Brema. Barcelonie powiodło się równie dobrze, gdyż także zdobyła trofeum – Puchar Mistrzów – pokonując w finale Manchester United. Obie ekipy spotkały się zatem w meczu o Superpuchar Europy, w którym po golu Pedro w 115. minucie lepsi okazali się ponownie Katalończycy. Rok później Katalończycy nie mieli problemów z Dynamem – u siebie wygrali 2:0 po bramkach Messiego i Pedro, natomiast w Kijowie również odnieśli zwycięstwo, tym razem 2:1 – na gol Milewskiego odpowiedzieli Xavi i Messi. Barcelona, mimo pewnego wygrania grupy, nie obroniła później tytułu i odpadła w półfinale z Interem, natomiast Dynamo zakończyło rywalizację na ostatnim miejscu i zakończyło swoją przygodę z pucharami.
Podsumowując, Hiszpanie do tej pory 20-krotnie grali z Ukraińcami na poziomie Ligi Mistrzów. Lepszy bilans mają gracze z Półwyspu Iberyjskiego, którzy odnieśli dziewięć zwycięstw, natomiast rywale wygrywali tylko sześć razy, z czego większość tych zwycięstw pochodzi sprzed kilkunastu lat, z ery wielkiego Dynama Kijów, które potrafiło rozbić zarówno Barcelonę, jak i Real Madryt. Pięciokrotnie padał remis, bilans bramkowy także jest korzystniejszy dla Hiszpanów – 35:31.
Bratobójcza angielska rywalizacja
Stosunkowo długo musieli kibice czekać na pierwsze bratobójcze starcie dwóch angielskich drużyn w Lidze Mistrzów, gdyż aż 11 lat od startu rozgrywek, po zmianie formuły na wprowadzającą 1/8 finału. Warto było jednak czekać, gdyż przez ostatnich kilka lat spotkania te były jednymi z najbardziej interesujących w całych rozgrywkach. Pierwsze starcie miało miejsce w sezonie 2003/2004, gdy w ćwierćfinale naprzeciw siebie stanęły dwie londyńskie ekipy, Chelsea i Arsenal. Nieznacznie lepsi okazali się piłkarze ze Stamford Bridge, którzy u siebie zremisowali co prawda 1:1 po bramkach Gudjohnsena i Piresa, ale na nieistniejącym już Highbury wygrali 2:1, a zwycięstwo w samej końcówce zapewnił Wayne Bridge, dopisując się obok Reyesa i Crespo do listy strzelców. Chelsea musiała w półfinale uznać wyższość AS Monaco, które przegrało w finale z FC Porto, które prowadził, jak się wkrótce miało okazać, nowy szkoleniowiec „The Blues”, Jose Mourinho.
Kolejny mecz, znowu z udziałem Chelsea, miał miejsce rok później, a rywalem londyńczyków tym razem w półfinale był Liverpool, z którym jak się miało później okazać, „The Blues” walczyli w Lidze Mistrzów przez pięć kolejnych lat. Na Stamford Bridge bramek nie było, więc o awansie zadecydował mecz na Anfield, który w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach wygrali gospodarze po golu, którego nie było, jak wykazały później specjalistyczne analizy, gdyż strzał Luisa Garcii z linii wybił William Gallas. Kilka tygodni później „The Reds” po fantastycznym finale wygrali w Stambule z AC Milan po rzutach karnych, w których gwiazdą był Jerzy Dudek… ale tę historię już na pewno wszyscy znają.
Kolejny sezon, 2005/2006, przyniósł sytuację bez precedensu, gdyż na skutek losowania doszło do pierwszego i jedynego jak do tej pory umieszczenia dwóch przedstawicieli tego samego kraju w jednej grupie, a los był tak niełaskawy oczywiście dla Liverpoolu i żądnej rewanżu Chelsea. Spotkania te były wielką wojną taktyczną, dwukrotnie zakończoną bezbramkowymi remisami, a w końcowym rozrachunku obie ekipy wyszły z grupy – lepszy o punkt był Liverpool. W dalszej fazie żadna z tych drużyn nic wielkiego nie osiągnęła – Chelsea okazała się gorsza od Barcelony, a „The Reds” od przeciętnej Benfiki.
Trzeci kolejny sezon przyniósł półfinał pomiędzy tymi zespołami. Na swoich boiskach obie ekipy wygrywały skromnie po 1:0 (gole Joe Cole’a i Aggera), dlatego do wyłonienia finalisty potrzebna była dogrywka, a później rzuty karne. Te lepiej wykonywali gracze w czerwonych koszulkach, gdyż po pudłach Robbena i Geremiego to Liverpool wygrał w karnych 4:1, jednak przegrał w finale z Milanem. Sezon 2006/2007 był jednak wielkim wydarzeniem dla angielskiej piłki, gdyż w wielkim finale w Moskwie spotkały się dwie angielskie drużyny. Wcześniej były jednak inne bratobójcze mecze, a zaczęło się od ćwierćfinału Arsenal – Liverpool. Na Emirates padł remis 1:1, natomiast na Anfield gospodarze nie dali szans rywalom, wygrywając 4:2. W półfinale doszło po raz czwarty z rzędu do spotkania „The Reds” z Chelsea, jednak tym razem lepsi okazali się gracze z Londynu – na wyjeździe zremisowali 1:1, ratując remis w ostatniej akcji meczu po samobójczej bramce Riise, ale rewanż w Londynie był pasjonującym widowiskiem. Po 90 minutach było 1:1 i potrzebna była dogrywka. Na gole Drogby i Lamparda zdołał odpowiedzieć tylko Ryan Babel i to „The Blues” awansowali do wielkiego finału, w którym czekał na nich Manchester United, który wyeliminował wcześniej Barcelonę. Mecz na Łużnikach miał w końcu pozwolić Chelsea i jej właścicielowi zrealizować największe marzenie, czyli triumf w Lidze Mistrzów, jednak po golach Cristiano Ronaldo i Lamparda do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka, a później rzuty karne. Pierwszy pomylił się Cristiano Ronaldo i w piątej serii piłkę meczową miał John Terry, jednak poślizgnął się na mokrej murawie i uderzył w słupek. Chwilę później trafił Giggs, strzał Anelki obronił Van der Saar i to „Czerwone Diabły” cieszyły się z kolejnego Pucharu Mistrzów, a marzenia londyńczyków do dziś pozostają niezrealizowane.
Rok później, w sezonie 2008/2009, po raz piąty z rzędu spotkały się ekipy Chelsea i Liverpoolu i można powiedzieć, że warto było czekać te pięć lat. Po pierwszym ćwierćfinałowym spotkaniu na Anfield, w którym Chelsea na gola Torresa odpowiedziała dwiema główkami Ivanovicia oraz jednym golem Drogby, przyszedł pojedynek, który można pokazywać jako klasyk Ligi Mistrzów, jeden z najlepszych meczów w historii tych rozgrywek. W rewanżu dość niespodziewanie Liverpool szybko odrobił straty i zrobiło się 0:2, jednak po chwili do głosu znowu doszli gospodarze i wyszli na prowadzenie 3:2. Liverpool jednak nie składał broni i zdołał wyjść na prowadzenie 3:4, przy którym brakowało mu jednego gola do awansu, jednak gol Lamparda w samej końcówce ustalił wynik meczu na 4:4, a samo spotkanie obfitowało w taką ilość emocji, że można by nimi obdzielić kilka innych ćwierćfinałów. Skrót z tamtego meczu można obejrzeć poniżej:W półfinale Chelsea została natomiast wyrzucona z rozgrywek przez sędziego Ovrebo, który pomagał Barcelonie jak mógł awansować do finału i nie doprowadzić do powtórki angielskiego finału sprzed roku, gdyż w drugim półfinale znowu trafiły na siebie dwie inne angielskie drużyny – Manchester United dwukrotnie okazywał się lepszy od Arsenalu, najpierw na Old Trafford wygrał 1:0, a w rewanżu znowu nie dał szans rywalom, wygrywając 3:1. W wielkim finale w Rzymie „Czerwone Diabły” nie dały rady Katalończykom i przegrały 0:2.
Podsumowując starcia angielsko-angielskie – dochodziło do nich aż 17 razy, z czego aż 13-krotnie występowała w nich londyńska Chelsea i 12-krotnie Liverpool. Sześć razy z rodakami rywalizował Arsenal i tylko trzykrotnie Manchester United.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.