Przed nami niezwykle interesująca środa w Lidze Mistrzów. Awans do kolejnej rundy rozgrywek może zapewnić sobie polska Borussia Dortmund, a po raz drugi z rzędu na etapie fazy grupowej odpaść może Manchester City.
GRUPA A
Dynamo Kijów – Paris Saint-Germain
Zlatan jest ostatnio na ustach wszystkich kibiców piłki nożnej (fot. psg.fr)
Sytuacja w grupie A jest praktycznie rozstrzygnięta. Jedynie bardzo spektakularny zbieg okoliczności mógłby sprawić, że Porto i PSG pożegnałyby się z rozgrywkami. Paryżanom do awansu wystarczy remis w Kijowie, który na pewno będą mogli uznać za dobry wynik. Na Ukrainę udadzą się bowiem bez Jeremy’ego Meneza, Christophe’a Jalleta i Mathieu Bodmera, a także Thiago Motty i Kevina Gameiro. Ostatnia dwójka nie miała jednak w tym sezonie szansy gry w Lidze Mistrzów. W brakach kadrowych Dynamo może upatrywać swoich szans, ponieważ ukraiński zespół pokazywał już, że przed własną publicznością potrafi być groźny. Podopieczni Ołeha Błochina na pewno marzą jeszcze o zajęciu drugiego miejsca w grupie, ale wydaje się to niemożliwe. Na wiosnę grać będą prawdopodobnie w Lidze Europy. Nad czwartym Dinamem Zagrzeb mają bowiem czteropunktową – wydaje się bardzo bezpieczną – przewagę. Nie oznacza to jednak, że w środowy wieczór nie mogą sprawić niespodzianki. PSG w ostatnich tygodniach złapało zadyszkę. Dość powiedzieć, że zespół prowadzony przez Carlo Ancelottiego nie wygrał ani jednego z trzech ostatnich meczów w lidze.
FC Porto – Dinamo Zagrzeb
W drugim meczu grupy A nie należy spodziewać się zbyt wielu emocji. Bardzo mocne Porto podejmie na własnym stadionie kiepściutko spisujące się Dinamo, które nie ma już praktycznie żadnych szans na zajęcie nawet trzeciego miejsca w grupie. Portugalska ekipa może w środę zapewnić sobie awans z pierwszego miejsca, o ile Dynamo urwałoby punkty PSG. Tak czy siak drużyna Vitora Pereiry może już powoli zacząć myśleć nad wiosenną fazą pucharową Ligi Mistrzów. Portugalczycy są bowiem w zbyt dobrej formie, by przegrać dwa pozostałe mecze i jakimś cudem nie wyjść z grupy. Zbyt dobra forma to nawet za mało powiedziane. „Smoki” nie przegrały w tym sezonie jeszcze ani jednego spotkania w oficjalnych rozgrywkach. Nic nie wskazuje na to, aby ta sytuacja miała ulec zmianie, zwłaszcza że przeciwko zagrzebianom gospodarze zagrają w najmocniejszym składzie, dzięki któremu zostawiają w tyle każdego napotkanego jak dotąd rywala. Podobna sytuacja kadrowa dotyczy co prawda przyjezdnych z Chorwacji, ale potencjał obydwu drużyn nie jest porównywalny i powinno być to aż nadto zauważalne podczas środowej konfrontacji.
Wojciech Szczęsny wraca do bramki na mecz Ligi Mistrzów (fot. Skysports.com)
W grupie B będziemy świadkami niezwykle emocjonującej kolejki, w której wydarzyć się może absolutnie wszystko. Scenariusz na mecz Arsenalu z Montpellier jest tylko jeden. Jeden dopuszczany przez kibiców „Kanonierów”. Jeśli londyńczycy nie chcą oglądać się na wynik drugiego meczu w grupie, muszą bezapelacyjnie rozprawić się z francuskim rywalem, który przecież formą w obecnym sezonie grzeszy. „La Paillade” podejdą co prawda do meczu na Emirates Stadium po dwóch remisach 1:1 z drużynami z czuba tabeli (PSG i Valenciennes), jednak nie zmienia to faktu, że jedynym faworytem meczu będą gospodarze. Ekipa Arsene Wengera również nie narzeka na swoje ostatnie wyniki, a pokonanie w derbach Londynu 5:2 Tottenhamu tylko uskrzydli „The Gunners”. W tak przekonującym zwycięstwie pomógł Arsenalowi Emmanuel Adebayor, ale nie zmienia to faktu, że podopieczni Wengera rozegrali po prostu bardzo dobry mecz i w pełni zasłużyli na tak efektowną wygraną. Fani 13-krotnego mistrza Anglii oczekują zapewne powtórki w środowym meczu. Nie jest to wcale wykluczone, choć o tak wysokie zwycięstwo będzie bez wątpienia zdecydowanie trudniej bez The Walcotta, który w ostatnich tygodniach stanowił o sile Arsenalu. Oprócz reprezentanta Anglii przeciwko MHSC nie będą mogli zagrać Rosicky, Abou Diaby i Fabiański. Wszystko wskazuje jednak na to, że do kadry zostaną włączeni borykający się ostatnio z urazami Gibbs i Gervinho. Osłabieni do Londynu przyjadą także Francuzi. Zawieszony jest bowiem Soyleymane Camara, a kontuzje nie pozwolą zagrać Karimowi Ait Fanie, Benjaminowi Stambouliemu i Johnowi Utace.
Schalke 04 – Olympiakos
Jeśli popatrzymy na tabelę grupy B, możemy dojść do wniosku, że Olympiakos faktycznie liczy się w walce o zajęcie miejsca w pierwszej dwójce. Ale czy tak jest naprawdę? Grecy zebrali jak dotąd co prawda sześć punktów, ale tylko przeciwko słabiutkiemu Montpellier. Zarówno Arsenal, jak i Schalke nie miały większych problemów z pokonaniem Olympiakosu. Tyle dobrego, że mistrzowie Grecji mają już praktycznie zagwarantowany start w Lidze Europy. Schalke na pewno bowiem nie odpuści tego pojedynku, wiedząc, że droga do zajęcia jakże ważnego pierwszego miejsca w grupie jest już naprawdę w miarę prosta. Po pokonaniu Olympiakosu pozostanie jedynie rozprawienie się z Montpellier i radość z zostawienia z tyłu faworyzowanego na początku Arsenalu. Aby tak się jednak stało, potrzebne jest zwycięstwo w środowym meczu. Zespół z Zagłębia Ruhry niestety nie pokazuje w ostatnim czasie porywającego futbolu. W Bundeslidze dobre mecze przeplata słabszymi. Co innego Olympiakos, który nie ma sobie równych w rodzimej lidze. Champions League to jednak inny wymiar gatunkowy i brak zwycięstwa gospodarzy trzeba będzie uznać za sporego kalibru niespodziankę.
GRUPA C
Zenit Sankt Petersburg – Malaga
Massimiliano Allegri swoich oszczędzać nie może (fot. Sport.it)
Czy Zenit jest jeszcze w stanie uratować sezon w europejskich pucharach? Kolejna porażka z Malagą może definitywnie zakończyć te marzenia. Rosjanie to największe rozczarowanie obecnego sezonu Ligi Mistrzów, ale swoje nadzieje mogą pokładać w tym, że także Malaga przeżywa w ostatnich tygodniach spory kryzys. Podopieczni Manuela Pellegriniego w trzech ostatnich meczach ligowych ponieśli dwie porażki na własnym obiekcie i zaledwie zremisowali na wyjeździe z ostatnią w tabeli Osasuną. „Los Boquerones” mogą jednak zachować spokój, bo nad drugim w tabeli grupy C Milanem mają aż pięć punktów przewagi. To bezpieczny dystans i tylko wielkiego formatu katastrofa mogłaby sprawić, abyśmy nie oglądali Malagi w przyszłym roku w rozgrywkach Champions League. Zenit wie z kolei, że nie ma już co kalkulować. Od pierwszej minuty musi rzucić się na swojego rywala i liczyć na łut szczęścia. W Sankt Petersburgu nikt nie dopuszcza w ogóle do siebie myśli, aby wiosną nie występować już w europejskich pucharach. Ciekawe, co na taką sytuację powiedzieliby sprowadzeni przed sezonem Hulk i Witsel. Tak więc wygrana z Malagą jest absolutnym musem, zwłaszcza że Pellegrini chyba nieco odpuszcza środowy mecz. Do Rosji nie udadzą się bowiem Joaquin i Javier Saviola. Jeśli mówimy już o brakach, to z powodu kontuzji nie będą mogli zagrać Carlos Kameni, Nacho Monreal, Julio Baptista i Sergio Sanchez. Zawieszony jest z kolei Manuel Iturra. Jeśli chodzi o gospodarzy, to kontuzja doskwiera jednie Domenico Criscito.
Anderlecht – AC Milan
No, no… ciekawie się zrobiło w grupie C. AC Milan czeka w środowy wieczór mecz o być albo nie być. Jeśli podopieczni Massimiliano Allegriego przegrają w Brukseli, pożegnają się z rozgrywkami już w fazie grupowej. Nawet remis nie będzie zadowalającym wynikiem. Anderlecht udowodnił już z kolei, że grać przeciwko silniejszym drużynom potrafi. W pierwszej kolejce klub Marcina Wasilewskiego wywiózł przecież z San Siro jeden jakże ważny punkt. Za faworytów środowego starcia trzeba jednak uznać gości, ale ewentualne zwycięstwo miejscowych na pewno nie będzie rozpatrywane w kategoriach sensacji. „Rossoneri” ciągle grają w kratkę i częściej zdarzają im się słabsze niż lepsze mecze. W zgoła odmiennej sytuacji jest zespół Anderlechtu, który w swojej rodzimej lidze zajmuje pierwsze miejsce, a w ostatnich tygodniach prezentuje najwyższą formę. Jeśli dodać do tego fakt, że brukselczycy podejdą do starcia z Milanem w najsilniejszym składzie, to można zacząć się zastanawiać, czy aby faktycznie to w gościach należy upatrywać faworytów. Allegri niby również problemów kadrowych nie ma, ale z kontuzjami zmagają się tacy gracze, jak: Antonini, Abate, Bonera czy Strasser. Co ciekawe, do dyspozycji trenera są zarówno Pato, Robinho, jak i Pazzini, ale w mediach mówi się o tym, że w ataku Milanu i tak zagrają Bojan Krkić z El Shaarawym.
GRUPA D
Manchester City – Real Madryt
Benzema poprowadzi Real do zwycięstwa? (fot. Skysports.com)
Ani na chwilę nie dają wytchnąć nam w grupie D. W środę dojść w niej może do wielu rozstrzygnięć. Manchester w przypadku braku zwycięstwa nad „Królewskimi” pożegna się z Ligą Mistrzów na etapie fazy grupowej. I to raz po drugi z rzędu. „Obywatelom” pozostanie wtedy jedynie walka o zajęcie trzeciego miejsca w grupie, o ile oczywiście Ajax nie pokona w środę Borussii. Goście z Madrytu, mimo że w ostatnich dwóch meczach zdobyli zaledwie jeden punkt, są w komfortowej sytuacji. Nawet jeśli przegraliby na Etihad Stadium, to wszystko zależałoby od nich. Aby awansować do fazy pucharowej, wystarczyłoby osiągnąć korzystny rezultat w ostatnim meczu z Ajaksem. Nie jest więc wykluczone, że mistrzowie Hiszpanii zdecydują się na nieco bardziej asekuracyjną grę. Wszak już w spotkaniu u siebie wyszli na Manchester z trójką defensywnych pomocników. Jose Mourinho może szachować do woli, bo oprócz Gonzalo Higuaina i Marcelo będzie miał do dyspozycji wszystkich swoich podopiecznych. Roberto Mancini ma z kolei problemy w linii defensywnej. Przeciwko Realowi na pewno nie zagrają Joleon Lescott i Micah Richards, a pod znakiem zapytania stoi również występ Gaela Clichy’ego. To nie koniec problemów, bo niepewny gry przeciwko hiszpańskiej ekipie jest także Sami Nasri, a poza kadrą na pewno znajdzie się James Milner. Mimo to sami piłkarze City wierzą, że uda się pokonać „Królewskich”. David Silva zaznacza jednak, że pierwszy mecz miał kluczowe znaczenie w układzie sił w grupie D. – Wygrywaliśmy 2:1, a w efekcie przegraliśmy, to był wielki cios. Bardzo żałujemy ostatnich minut tego meczu. Teraz gramy lepiej, jesteśmy spokojni, ale zdajemy sobie sprawę, że to będzie bardzo trudne starcie – powiedział reprezentant Hiszpanii, któremu kibice na Estadio Santiago Bernabeu zgotowali owację na stojąco, kiedy opuszczał boisko w drugiej połowie meczu.
Ajax – Borussia Dortmund
Pokonując na wyjeździe Ajax Amsterdam, Borussia może zapewnić sobie awans z grupy. Po dwóch bardzo dobrych meczach przeciwko Realowi Madryt podopieczni Juergena Kloppa teoretycznie nie powinni mieć problemów z wywiezieniem z Amsterdam Arena trzech punktów, zwłaszcza że niemiecki trener będzie mógł wybrać jedenastu podstawowych zawodników spośród wszystkich, których posiada w swojej kadrze. Możemy po cichu liczyć na to, że po raz kolejny w wyjściowym składzie mistrzów Niemiec oglądać będziemy troje Polaków: Roberta Lewandowskiego, Łukasza Piszczka i Kubę Błaszczykowskiego. Ten ostatni kontuzję ma już za sobą, ale możliwe, że Klopp nie zdecyduje się wystawiać kapitana reprezentanta Polski od pierwszej minuty. Tym samym miejsce w środku pola zachowałby Kevin Grosskreutz. Z mniejszymi problemami kadrowymi borykać musi się za to Frank de Boer. Były holenderski piłkarz z niecierpliwością wyczekuje na informacje od sztabu medycznego, który robi wszystko, co w jego mocy, aby zdolny do gry był podstawowy bramkarz Ajaksu. Kenneth Vermeer opuścił ostatni mecz ligowy i jego występ przeciwko dortmundczykom ciągle stoi pod znakiem zapytania. Poza tym żadnych szans na grę nie mają tacy piłkarze, jak: Ryan Babel, Thulai Serero i Kolbeinn Sightorsson. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że największym osłabieniem byłby brak wspomnianego Vermeera, zwłaszcza że doskonale wiemy, w jak dobrej formie znajduje się polski napastnik Borussii, Robert Lewandowski.
Man€he$t€r €ity odpadnie z grupy nawet za
Ajaxem.
P.S. Nie jestem Lampardem 49! Jestem jego wiernym
fanem!
Dodaj komentarz
Przed nami niezwykle interesująca środa w Lidze Mistrzów. Awans do kolejnej rundy rozgrywek może zapewnić sobie polska Borussia Dortmund, a po raz drugi z rzędu na etapie fazy grupowej odpaść może Manchester City.
GRUPA A
Dynamo Kijów – Paris Saint-Germain
Zlatan jest ostatnio na ustach wszystkich kibiców piłki nożnej (fot. psg.fr)
Sytuacja w grupie A jest praktycznie rozstrzygnięta. Jedynie bardzo spektakularny zbieg okoliczności mógłby sprawić, że Porto i PSG pożegnałyby się z rozgrywkami. Paryżanom do awansu wystarczy remis w Kijowie, który na pewno będą mogli uznać za dobry wynik. Na Ukrainę udadzą się bowiem bez Jeremy’ego Meneza, Christophe’a Jalleta i Mathieu Bodmera, a także Thiago Motty i Kevina Gameiro. Ostatnia dwójka nie miała jednak w tym sezonie szansy gry w Lidze Mistrzów. W brakach kadrowych Dynamo może upatrywać swoich szans, ponieważ ukraiński zespół pokazywał już, że przed własną publicznością potrafi być groźny. Podopieczni Ołeha Błochina na pewno marzą jeszcze o zajęciu drugiego miejsca w grupie, ale wydaje się to niemożliwe. Na wiosnę grać będą prawdopodobnie w Lidze Europy. Nad czwartym Dinamem Zagrzeb mają bowiem czteropunktową – wydaje się bardzo bezpieczną – przewagę. Nie oznacza to jednak, że w środowy wieczór nie mogą sprawić niespodzianki. PSG w ostatnich tygodniach złapało zadyszkę. Dość powiedzieć, że zespół prowadzony przez Carlo Ancelottiego nie wygrał ani jednego z trzech ostatnich meczów w lidze.
FC Porto – Dinamo Zagrzeb
W drugim meczu grupy A nie należy spodziewać się zbyt wielu emocji. Bardzo mocne Porto podejmie na własnym stadionie kiepściutko spisujące się Dinamo, które nie ma już praktycznie żadnych szans na zajęcie nawet trzeciego miejsca w grupie. Portugalska ekipa może w środę zapewnić sobie awans z pierwszego miejsca, o ile Dynamo urwałoby punkty PSG. Tak czy siak drużyna Vitora Pereiry może już powoli zacząć myśleć nad wiosenną fazą pucharową Ligi Mistrzów. Portugalczycy są bowiem w zbyt dobrej formie, by przegrać dwa pozostałe mecze i jakimś cudem nie wyjść z grupy. Zbyt dobra forma to nawet za mało powiedziane. „Smoki” nie przegrały w tym sezonie jeszcze ani jednego spotkania w oficjalnych rozgrywkach. Nic nie wskazuje na to, aby ta sytuacja miała ulec zmianie, zwłaszcza że przeciwko zagrzebianom gospodarze zagrają w najmocniejszym składzie, dzięki któremu zostawiają w tyle każdego napotkanego jak dotąd rywala. Podobna sytuacja kadrowa dotyczy co prawda przyjezdnych z Chorwacji, ale potencjał obydwu drużyn nie jest porównywalny i powinno być to aż nadto zauważalne podczas środowej konfrontacji.
GRUPA B
Arsenal – Montpellier
Wojciech Szczęsny wraca do bramki na mecz Ligi Mistrzów (fot. Skysports.com)
W grupie B będziemy świadkami niezwykle emocjonującej kolejki, w której wydarzyć się może absolutnie wszystko. Scenariusz na mecz Arsenalu z Montpellier jest tylko jeden. Jeden dopuszczany przez kibiców „Kanonierów”. Jeśli londyńczycy nie chcą oglądać się na wynik drugiego meczu w grupie, muszą bezapelacyjnie rozprawić się z francuskim rywalem, który przecież formą w obecnym sezonie grzeszy. „La Paillade” podejdą co prawda do meczu na Emirates Stadium po dwóch remisach 1:1 z drużynami z czuba tabeli (PSG i Valenciennes), jednak nie zmienia to faktu, że jedynym faworytem meczu będą gospodarze. Ekipa Arsene Wengera również nie narzeka na swoje ostatnie wyniki, a pokonanie w derbach Londynu 5:2 Tottenhamu tylko uskrzydli „The Gunners”. W tak przekonującym zwycięstwie pomógł Arsenalowi Emmanuel Adebayor, ale nie zmienia to faktu, że podopieczni Wengera rozegrali po prostu bardzo dobry mecz i w pełni zasłużyli na tak efektowną wygraną. Fani 13-krotnego mistrza Anglii oczekują zapewne powtórki w środowym meczu. Nie jest to wcale wykluczone, choć o tak wysokie zwycięstwo będzie bez wątpienia zdecydowanie trudniej bez The Walcotta, który w ostatnich tygodniach stanowił o sile Arsenalu. Oprócz reprezentanta Anglii przeciwko MHSC nie będą mogli zagrać Rosicky, Abou Diaby i Fabiański. Wszystko wskazuje jednak na to, że do kadry zostaną włączeni borykający się ostatnio z urazami Gibbs i Gervinho. Osłabieni do Londynu przyjadą także Francuzi. Zawieszony jest bowiem Soyleymane Camara, a kontuzje nie pozwolą zagrać Karimowi Ait Fanie, Benjaminowi Stambouliemu i Johnowi Utace.
Schalke 04 – Olympiakos
Jeśli popatrzymy na tabelę grupy B, możemy dojść do wniosku, że Olympiakos faktycznie liczy się w walce o zajęcie miejsca w pierwszej dwójce. Ale czy tak jest naprawdę? Grecy zebrali jak dotąd co prawda sześć punktów, ale tylko przeciwko słabiutkiemu Montpellier. Zarówno Arsenal, jak i Schalke nie miały większych problemów z pokonaniem Olympiakosu. Tyle dobrego, że mistrzowie Grecji mają już praktycznie zagwarantowany start w Lidze Europy. Schalke na pewno bowiem nie odpuści tego pojedynku, wiedząc, że droga do zajęcia jakże ważnego pierwszego miejsca w grupie jest już naprawdę w miarę prosta. Po pokonaniu Olympiakosu pozostanie jedynie rozprawienie się z Montpellier i radość z zostawienia z tyłu faworyzowanego na początku Arsenalu. Aby tak się jednak stało, potrzebne jest zwycięstwo w środowym meczu. Zespół z Zagłębia Ruhry niestety nie pokazuje w ostatnim czasie porywającego futbolu. W Bundeslidze dobre mecze przeplata słabszymi. Co innego Olympiakos, który nie ma sobie równych w rodzimej lidze. Champions League to jednak inny wymiar gatunkowy i brak zwycięstwa gospodarzy trzeba będzie uznać za sporego kalibru niespodziankę.
GRUPA C
Zenit Sankt Petersburg – Malaga
Massimiliano Allegri swoich oszczędzać nie może (fot. Sport.it)
Czy Zenit jest jeszcze w stanie uratować sezon w europejskich pucharach? Kolejna porażka z Malagą może definitywnie zakończyć te marzenia. Rosjanie to największe rozczarowanie obecnego sezonu Ligi Mistrzów, ale swoje nadzieje mogą pokładać w tym, że także Malaga przeżywa w ostatnich tygodniach spory kryzys. Podopieczni Manuela Pellegriniego w trzech ostatnich meczach ligowych ponieśli dwie porażki na własnym obiekcie i zaledwie zremisowali na wyjeździe z ostatnią w tabeli Osasuną. „Los Boquerones” mogą jednak zachować spokój, bo nad drugim w tabeli grupy C Milanem mają aż pięć punktów przewagi. To bezpieczny dystans i tylko wielkiego formatu katastrofa mogłaby sprawić, abyśmy nie oglądali Malagi w przyszłym roku w rozgrywkach Champions League. Zenit wie z kolei, że nie ma już co kalkulować. Od pierwszej minuty musi rzucić się na swojego rywala i liczyć na łut szczęścia. W Sankt Petersburgu nikt nie dopuszcza w ogóle do siebie myśli, aby wiosną nie występować już w europejskich pucharach. Ciekawe, co na taką sytuację powiedzieliby sprowadzeni przed sezonem Hulk i Witsel. Tak więc wygrana z Malagą jest absolutnym musem, zwłaszcza że Pellegrini chyba nieco odpuszcza środowy mecz. Do Rosji nie udadzą się bowiem Joaquin i Javier Saviola. Jeśli mówimy już o brakach, to z powodu kontuzji nie będą mogli zagrać Carlos Kameni, Nacho Monreal, Julio Baptista i Sergio Sanchez. Zawieszony jest z kolei Manuel Iturra. Jeśli chodzi o gospodarzy, to kontuzja doskwiera jednie Domenico Criscito.
Anderlecht – AC Milan
No, no… ciekawie się zrobiło w grupie C. AC Milan czeka w środowy wieczór mecz o być albo nie być. Jeśli podopieczni Massimiliano Allegriego przegrają w Brukseli, pożegnają się z rozgrywkami już w fazie grupowej. Nawet remis nie będzie zadowalającym wynikiem. Anderlecht udowodnił już z kolei, że grać przeciwko silniejszym drużynom potrafi. W pierwszej kolejce klub Marcina Wasilewskiego wywiózł przecież z San Siro jeden jakże ważny punkt. Za faworytów środowego starcia trzeba jednak uznać gości, ale ewentualne zwycięstwo miejscowych na pewno nie będzie rozpatrywane w kategoriach sensacji. „Rossoneri” ciągle grają w kratkę i częściej zdarzają im się słabsze niż lepsze mecze. W zgoła odmiennej sytuacji jest zespół Anderlechtu, który w swojej rodzimej lidze zajmuje pierwsze miejsce, a w ostatnich tygodniach prezentuje najwyższą formę. Jeśli dodać do tego fakt, że brukselczycy podejdą do starcia z Milanem w najsilniejszym składzie, to można zacząć się zastanawiać, czy aby faktycznie to w gościach należy upatrywać faworytów. Allegri niby również problemów kadrowych nie ma, ale z kontuzjami zmagają się tacy gracze, jak: Antonini, Abate, Bonera czy Strasser. Co ciekawe, do dyspozycji trenera są zarówno Pato, Robinho, jak i Pazzini, ale w mediach mówi się o tym, że w ataku Milanu i tak zagrają Bojan Krkić z El Shaarawym.
GRUPA D
Manchester City – Real Madryt
Benzema poprowadzi Real do zwycięstwa? (fot. Skysports.com)
Ani na chwilę nie dają wytchnąć nam w grupie D. W środę dojść w niej może do wielu rozstrzygnięć. Manchester w przypadku braku zwycięstwa nad „Królewskimi” pożegna się z Ligą Mistrzów na etapie fazy grupowej. I to raz po drugi z rzędu. „Obywatelom” pozostanie wtedy jedynie walka o zajęcie trzeciego miejsca w grupie, o ile oczywiście Ajax nie pokona w środę Borussii. Goście z Madrytu, mimo że w ostatnich dwóch meczach zdobyli zaledwie jeden punkt, są w komfortowej sytuacji. Nawet jeśli przegraliby na Etihad Stadium, to wszystko zależałoby od nich. Aby awansować do fazy pucharowej, wystarczyłoby osiągnąć korzystny rezultat w ostatnim meczu z Ajaksem. Nie jest więc wykluczone, że mistrzowie Hiszpanii zdecydują się na nieco bardziej asekuracyjną grę. Wszak już w spotkaniu u siebie wyszli na Manchester z trójką defensywnych pomocników. Jose Mourinho może szachować do woli, bo oprócz Gonzalo Higuaina i Marcelo będzie miał do dyspozycji wszystkich swoich podopiecznych. Roberto Mancini ma z kolei problemy w linii defensywnej. Przeciwko Realowi na pewno nie zagrają Joleon Lescott i Micah Richards, a pod znakiem zapytania stoi również występ Gaela Clichy’ego. To nie koniec problemów, bo niepewny gry przeciwko hiszpańskiej ekipie jest także Sami Nasri, a poza kadrą na pewno znajdzie się James Milner. Mimo to sami piłkarze City wierzą, że uda się pokonać „Królewskich”. David Silva zaznacza jednak, że pierwszy mecz miał kluczowe znaczenie w układzie sił w grupie D. – Wygrywaliśmy 2:1, a w efekcie przegraliśmy, to był wielki cios. Bardzo żałujemy ostatnich minut tego meczu. Teraz gramy lepiej, jesteśmy spokojni, ale zdajemy sobie sprawę, że to będzie bardzo trudne starcie – powiedział reprezentant Hiszpanii, któremu kibice na Estadio Santiago Bernabeu zgotowali owację na stojąco, kiedy opuszczał boisko w drugiej połowie meczu.
Ajax – Borussia Dortmund
Pokonując na wyjeździe Ajax Amsterdam, Borussia może zapewnić sobie awans z grupy. Po dwóch bardzo dobrych meczach przeciwko Realowi Madryt podopieczni Juergena Kloppa teoretycznie nie powinni mieć problemów z wywiezieniem z Amsterdam Arena trzech punktów, zwłaszcza że niemiecki trener będzie mógł wybrać jedenastu podstawowych zawodników spośród wszystkich, których posiada w swojej kadrze. Możemy po cichu liczyć na to, że po raz kolejny w wyjściowym składzie mistrzów Niemiec oglądać będziemy troje Polaków: Roberta Lewandowskiego, Łukasza Piszczka i Kubę Błaszczykowskiego. Ten ostatni kontuzję ma już za sobą, ale możliwe, że Klopp nie zdecyduje się wystawiać kapitana reprezentanta Polski od pierwszej minuty. Tym samym miejsce w środku pola zachowałby Kevin Grosskreutz. Z mniejszymi problemami kadrowymi borykać musi się za to Frank de Boer. Były holenderski piłkarz z niecierpliwością wyczekuje na informacje od sztabu medycznego, który robi wszystko, co w jego mocy, aby zdolny do gry był podstawowy bramkarz Ajaksu. Kenneth Vermeer opuścił ostatni mecz ligowy i jego występ przeciwko dortmundczykom ciągle stoi pod znakiem zapytania. Poza tym żadnych szans na grę nie mają tacy piłkarze, jak: Ryan Babel, Thulai Serero i Kolbeinn Sightorsson. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że największym osłabieniem byłby brak wspomnianego Vermeera, zwłaszcza że doskonale wiemy, w jak dobrej formie znajduje się polski napastnik Borussii, Robert Lewandowski.