Po remisie w Sulejówku (3:3), gdzie tamtejsza Victoria urwała punkt Sokołowi Aleksandrów Łódzki, przed Widzewem narodziła się szansa, aby odskoczyć rywalom na kilka punktów i wygodnie usadowić się na tronie. Żeby jednak tak się stało, podopieczni trenera Franciszka Smudy musieli ograć 15. w tabeli ŁKS 1926 Łomża.
Powiew Europy
Przed pierwszym gwizdkiem sędziego doszło do kilka miłych uroczystości. Jeden z sympatyków Widzewa odebrał od prezesa Przemysława Klementowskiego pamiątkową koszulkę z numerem 400. Liczba ta symbolizuje liczbę wyjazdów, jakie zainteresowany zaliczył w swojej kibicowskiej przygodzie. Chwilę później specjalny prezent (pamiątkowe zdjęcie po meczu z Broendby w 1996 roku) z okazji 50. urodzin od Zarządu klubu przy al. Piłsudskiego otrzymał Andrzej Michalczuk. Ukrainiec posiadający także polski paszport w czerwono-biało-czerwonej koszulce rozegrał 223 spotkania. Zdobywał z Widzewem dwa tytuły mistrzowskie, Superpuchar Polski, występował także w europejskich pucharach. To właśnie gol legendarnego „Michała” przesądził o zwycięstwie łodzian w pamiętnym meczu z Legią w 1997 roku, gdy warszawianie przegrali mistrzostwo Polski w pięć minut.
W sobotnie popołudnie przy al. Piłsudskiego pojawiło się także dwóch byłych bramkarzy reprezentacji Polski: Andrzej Woźniak i Jerzy Dudek. Szczególnie dla tego drugiego wizyta w Łodzi mogła nieść za sobą wiele zaskoczeń – czy były golkiper Liverpoolu i Realu Madryt mógł się spodziewać, że na mecze drużyny występującej na czwartym poziomie rozgrywkowym przychodzi regularnie ponad 15 tysięcy kibiców? W trakcie spotkania z ŁKS-em 1926 Łomża na trybunach zasiadło 16521 fanów. Gdy dodamy, że cały mecz (i powtórki) mogli śledzić na dwóch stadionowych telebimach – poziom iście europejski.
Rozczarowanie
O ile frekwencja mogła zachwycać, o tyle poziom gry gospodarzy nieszczególnie. Mocniej mecz rozpoczęli goście. Po strzale Damiana Gałązki już w 7. minucie interweniować musiał Patryk Wolański. Sześćdziesiąt sekund po akcji Mateusza Michalskiego odgryzać się próbował Aleksander Kwiek, ale po jego uderzeniu futbolówka wpadła do koszyczka Pawła Lipca. Najlepszą sytuację w pierwszej odsłonie spotkania łodzianie stworzyli sobie w 23. minucie. Na siódmy metr Kacprowi Falonowi piłkę wyłożył Mateusz Michalski, ale 20-letni pomocnik uderzył tak, że zamiast bramkarza rywala postraszył ptaki znajdujące się za jego bramką.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Po raz kolejny stare piłkarskie porzekadło sprawdziło się. Po pół godzinie gry goście cieszyli się z prowadzenia. Składną akcję zespołu ładną główką zwieńczył Michał Misiak. Zawodnicy Franciszka Smudy mogli doprowadzić do remisu już 240 sekund później. Dwukrotnie rzutu wolnego – na wprost bramki gości – nie potrafił spożytkować Aleksander Kwiek. Skoro nie można było dopiąć swego po stałych fragmentach gry, miejscowi raz jeszcze postanowili skorzystać z aktywnego na skrzydle Mateusza Michalskiego. 25-letni pomocnik nabiegał z prawej strony, zagrał w pole karne do Daniela Mąki, jednak jego kolega, zamiast skierować futbolówkę do bramki… wybił ją w drugą stronę.









