Bohater spotkania Arsenalu Londyn z Borussią Dortmund skromnie podszedł do swojej roli w zwycięstwie gości.
Choć strzelił zwycięską bramkę, a wcześniej asystował przy trafieniu Henricha Mychitariana, Robert Lewandowski na spokojnie podszedł do swojego występu na Emirates Stadium. Podkreślił, że uderzenie łokciem Laurenta Koscielnego było przypadkowe, a wywiezienie trzech punktów to kolektywny sukces całego zespołu.
Oblegany przez zagraniczne media polski snajper Borussii udzielił wywiadu na wyłączność dla iGol.pl.
Polak bohaterem spotkania na Emirates Stadium – gratulacje!
Najważniejsze dla mnie było zagranie dobrego meczu i wywiezienie z Londynu punktów. Cieszy mnie to, co ten wynik oznacza dla całego zespołu. W meczu z Napoli sporo straciliśmy i musieliśmy to teraz na wyjeździe nadrobić – udało się!
Zaskoczyła Cię łatwość, z jaką odebrałeś piłkę Ramseyowi tuż przed polem karnym Arsenalu?
Na boisku zdarzają się takie sytuacje, musiałem ją tylko wykorzystać. Kiedy tylko miałem piłkę, ruszyło na mnie dwóch obrońców. Dostrzegłem wolnego „Mikiego” [Mychitariana – przyp. red.] i zagrałem do niego piłkę. On ze spokojem strzelił bramkę.
Świetnie ułożyłeś się do uderzenia przy swojej bramce. Pytanie, ile w tym zasługi obrońców Arsenalu, którzy zostawili Cię bez krycia?
Przede wszystkim to dobrze rozegraliśmy atak prawą stroną. Ja nadbiegałem z drugiej linii i obrońcy chyba tego nie zauważyli. Same okoliczności się dla mnie nie liczą. Ważne, że udało się wygrać ten mecz, ponieważ włożyliśmy w to wiele serca. Opłaciło się.
Transmitująca mecz angielska telewizja ITV skróty zaczęła od powtórki uderzenia Koscielnego łokciem w twarz. Byli zdania, że powinieneś wylecieć z boiska. Jak Ty to widziałeś?
Na pewno nie miałem rąk zbyt wysoko. Chciałem przyjąć piłkę na klatkę – i na takiej wysokości trzymałem moje łokcie. To był przypadek i tak też ocenił to sędzia. Takie rzeczy się zdarzają. Ja często też tak obrywam i nic z tego nie robię.
Zwycięstwo w Londynie dużo zmienia w układzie grupy. Znowu się liczycie.
Jest jeszcze kilka meczów, w których musimy zdobyć punkty.Trzy drużyny mają teraz po sześć oczek, więc walka o awans z grupy będzie do końca.
Przed meczem podpuszczał Cię Wojtek Szczęsny. Odpowiedziałeś mu najpierw na Facebooku, teraz na boisku. Udało się pogadać po meczu?
Oczywiście – jesteśmy w stałym kontakcie i często się widzimy. Ale ta sprawa to nic wielkiego. Po meczu chwilę pogadaliśmy. Dla mnie wyniki mojej drużyny są najważniejsze, a inne sprawy traktuję z przymrużeniem oka.
Bohater meczu na Emirates – to na pewno pomoże przy spekulacjach na tematTtwojej przyszłości w klubie. Jak się na to zaopatrujesz? Jakie emocje wywołują w Tobie te plotki?
One naprawdę nie mają dla mnie znaczenia i ich po prostu nie komentuję. Te plotki są bez sensu.









