Saga dotycząca nowego napastnika Rakowa Częstochowa dobiegła końca i to zgodnie z przewidywaniami. Już od kilku tygodni wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że będzie nim Portugalczyk Leonardo Rocha. Kibicom pozostało w zasadzie tylko wyczekiwać oficjalnej informacji na stronie klubu. Ostatecznie, dzisiaj doszło do potwierdzenia transferu gracza, który ma wyraźnie pomóc drużynie „Medalików” w walce o mistrzostwo Polski. Jakiego napastnika zyskuje drużyna Marka Papszuna? Dlaczego szkoleniowcowi tak bardzo zależało właśnie na Portugalczyku?
Przedłużająca się saga
O transferze Portugalczyka do klubu z Częstochowy mówiło się już od dłuższego czasu, zanim tak naprawdę runda jesienna dobiegła końca. Przypomnijmy zresztą, że sam Leonardo Rocha nie wystąpił w ostatnim spotkaniu Radomiaka ze Śląskiem we Wrocławiu, gdyż nie chciał ryzykować przyszłości transferu. Jego negocjacje z klubem Michała Świerczewskiego przestały być jakąkolwiek tajemnicą. Mało tego, sama drużyna z Radomia zdawała się być już pogodzona z odejściem Portugalczyka i wyczekiwała środków finansowych z transferu.
Rocha dość szybko osiągnął porozumienie z częstochowianami i zaczął czekać na decydujący ruch ze strony „Medalików”. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, aż tu nagle… sprawa zaczęła się delikatnie przeciągać. W mediach pojawiły się zaś informacje o zainteresowaniu Rakowa innym zawodnikiem, Imadem Rondiciem z Widzewa. Trudno powiedzieć, na ile były to zdecydowane działania klubu, ale fakty są takie, że w środowisku Portugalczyka pojawił się pewien niepokój dotyczący przyszłości transferu.
Marek Papszun od dłuższego czasu był jednak na tyle mocnym orędownikiem portugalskiego napastnika, że sprawa została ostatecznie przypieczętowana, a transfer sfinalizowany. Tym samym Raków przeprowadził transfer, który może okazać się istotnym ruchem w walce o tytuł mistrzowski. Dlaczego ten zakup może mieć tak duże znaczenie?
Inny profil napastnika
Raków nie sprowadza do klubu kota w worku czy zawodnika, którego dopiero trzeba szlifować piłkarsko i uczyć gry na poziomie PKO Ekstraklasy. Nie jest to też gracz, który profilem przypomina typowego „papszunowego” napastnika. Od lat szkoleniowiec Rakowa stawiał bardziej na rosłych graczy, którzy musieli przede wszystkim mądrze biegać, intensywnie pracować i rozpychać się łokciami z przeciwnikiem. Sama kwestia zdobywania bramek schodziła bardziej na drugi plan.











